Piotr Pawlicki
© Łukasz Nazdraczew
Żużel

Piotr Pawlicki awansował do finału Indywidualnych Mistrzostw Polski!

Zapracowany „Piter” błysnął formą w Polsce i Szwecji.
Autor TD
Żużlowcy rozkręcili się na dobre. Duńczycy wyłonili indywidualnego mistrza kraju, Polacy walczyli w półfinałach Indywidualnych Mistrzostw Polski, pojechała też liga szwedzka, a wszystko to… w ciągu 22 godzin! Męcząca, całonocna podróż nie wpłynęła negatywnie na formę Piotrka Pawlickiego. We wtorkowy wieczór „Piter” był liderem Masarny Avesta, swojej ekipy w Elitserien, a niespełna dobę później pewnie awansował w Gnieźnie do finału IMP.
We wtorek młodszy z braci Pawlickich zdobył aż 16 punktów dla Masarny, ale jego drużyna wysoko przegrała w Malilli z Dackarną Macieja Janowskiego. „Magic” – tradycyjnie już – stracił tylko punkt (jedynie Piotr Pawlicki zdołał pokonać Janowskiego) i poprowadził swoją ekipę do zwycięstwa w Elitserien. Następnego dnia Janowski miał wolne, a Pawlicki musiał gnać do Polski na półfinał IMP. Po wyczerpującej podróży zdążył jeszcze pobiegać z psem, dojechał do Gniezna, zajął 2. miejsce w turnieju i spokojnie awansował do finału.
„Dla żużlowca taki napięty grafik to nic nadzwyczajnego. Przez lata, od wiosny do jesieni, żyjemy tak naprawdę w trasie i zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Czasem to wręcz pomaga. Duża ilość imprez ułatwia złapanie rytmu startowego, człowiek nie myśli o ostatnich zawodach, nie rozkłada każdego wyścigu na czynniki pierwsze, tylko wskakuje do busa i szykuje się do kolejnego wyzwania. Nocka w aucie to standard. Faktycznie, wykorzystałem jeszcze dobrą pogodę i poszalałem z psem. Uwielbiam zwierzęta i kontakt z nimi bardzo mnie odpręża. Jak widać, opłaciło się (śmiech)” – żartuje Piotr Pawlicki.
„Piter” wywalczył w Gnieźnie 12 punktów i z powodzeniem przebrnął eliminacje, które kilka tygodni temu zaczął w Łodzi. Turniej półfinałowy w pierwszej stolicy Polski wygrał Paweł Przedpełski, a w Krośnie najlepszy był czterokrotny mistrz kraju, Janusz Kołodziej. Finał Indywidualnych Mistrzostw Polski na żużlu zostanie rozegrany 11 lipca, na domowym torze Pawlickiego w Lesznie. Tytułu mistrzowskiego będzie bronił Maciej Janowski.
Piotr Pawlicki portrait, 2016
Piotr Pawlicki portrait, 2016
„Każde zawody w Lesznie mają dla mnie wielkie znaczenie, bo to mój domowy obiekt. Na trybunach zawsze jest pełno znajomych, co dodaje motywacji. Finał IMP to wyjątkowa impreza, bo tego jednego dnia w turnieju mierzy się ze sobą szesnastu najlepszych polskich zawodników. To świetny turniej, ze wspaniałą historią. Do tego dochodzi magia jednodniowego finału. Każdy może wygrać, każdy może zaskoczyć, mieć swój dzień. W takich zawodach trzeba utrzymać koncentrację od początku do końca, ale to też ma swój urok. Zwycięstwo w finale IMP na pewno smakuje wyjątkowo i zrobię, co w mojej mocy, by znów to poczuć” – zapowiada Pawlicki.
Do decydującego turnieju w Lesznie z półfinałów awansowało dwunastu zawodników oraz rezerwowi. Pewne miejsce w finale mają Polacy, którzy reprezentują kraj w cyklu Speedway Grand Prix – w tym roku to Bartosz Zmarzlik, Maciej Janowski i Krzysztof Kasprzak.
Swojego krajowego mistrza indywidualnego wyłonili także Duńczycy. Tytuł obronił Anders Thomsen. Srebrny medal wywalczył niezniszczalny Nicki Pedersen. 44-letni mistrz świata (trzykrotny!) i mistrz Europy na krajowym podwórku zgarnął już 14. krążek i stał się posiadaczem największej liczby medali w historii duńskiego czempionatu. Więcej tytułów od niego ma tylko legendarny Ole Olsen. Już w sobotę Pedersen, razem z Piotrkiem Pawlickim, zacznie rywalizację w cyklu Speedway Euro Championship.