Sokół - Polish Hip-Hop Festival Płock 2019
Muzyka

Polscy raperzy na europejskim szlaku

© Piotr Szapel
Przedstawiamy najciekawsze europejskie kooperacje, do których w ostatnich latach doszło za sprawą naszych raperów. Od Sokoła do Slums Attack.
Autor Marcin Misztalski
Onra, Rytmus czy Sfera Ebbasta to tylko kilka przykładów z brzegu – poważni europejscy gracze z chęcią przyjmują zaproszenia od polskich twórców. Jednak oczywiście nie tylko wyżej wymienieni dogrywali się na polskie projekty. Przypominamy, czyje zwrotki i produkcje jeszcze ubarwiły naszą rapową scenę, a mieliśmy do czynenia z naprawdę dużymi ksywami!
Sokół był pierwszym krajowym raperem, którego zagraniczne kooperacje odbiły się na naszym hiphopowym podwórku szerokim echem. Mowa oczywiście o powstałych w 2002 roku, we współpracy z francuskim składem Soundkail, kawałkach „Damy radę” i „Nie bój się zmiany na lepsze”. Warszawski artysta z czasem coraz częściej sięgał po zwrotki - ale przede wszystkim muzykę - ludzi z innych części Europy. Jedną z takich osób jest pochodzący z Mainz Shuko, który niedawno (do spółki z samym Timbalandem) wyprodukował numer „Jewelz” dla Andersona Paaka.
Muzyczne drogi Sokoła i Shuko po raz pierwszy skrzyżowały się w 2005 roku. Od tamtego momentu niemiecki producent pojawiał się na prawie każdym krążku Wojtka Sokoła - produkował dla niego m.in. głośny utwór „Spotkanie”. O numerze zrobiło się głośno nie tylko z powodów czysto muzycznych, ale i przez małe zamieszanie z podkładem. Shuko trochę się zaplątał i wysłał ten sam bit do Polski i... Stanów Zjednoczonych. The Rugged Man, kilka miesięcy po premierze płyty Sokoła i Marysi Starosty, opublikował w sieci utwór na identycznym podkładzie. Po pewnym czasie zauważył, że pod jego kawałkiem jest mnóstwo - delikatnie pisząc - negatywnych komentarzy z Polski. Sprawa na szczęście z czasem się wyjaśniła, a obaj posiadacze bitu spotkali się w Warszawie. Pamiątką z tegoż spotkania jest wspólny, spontaniczny numer Rugged Mana i Sokoła, na którego premierę czekamy już kolejny rok. Podobnie, jak i czekamy na drugi album Zip Składu, nad którym kilka lat temu pracował Shuko.
W czasie, gdy Sokół coraz śmielej poczynał sobie na rynku muzycznym, nie próżnował także Donguralesko. Poznaniakowi udało się przekuć inspiracje niemiecką sceną rapową w utwór z ówczesnym gigantem hip-hopu z Berlina, czyli Sido. Może nie każdy pamięta, ale Gural w swojej karierze zaliczył wydawniczy epizod w założonej przez DJ-a Ostasza wytwórni Wielkie Joł. Tam właśnie pojawił się jego drugi solowy krążek: „Drewnianej małpy rock”, na który zaprosił reprezentanta Aggro Berlin. Mimo że kawałek nie powstał w jednym studiu, to raperzy mieli okazję spędzić ze sobą niemało czasu, gdyż ekipa Gurala była niejednokrotnie odpowiednio przyjmowana przez Aggro w stolicy Niemiec.
Biorąc pod uwagę, że Sido był wówczas w szczytowej formie, numer został zauważony także u naszych zachodnich sąsiadów. Chęć jego prezentowania wyraziła m.in. niemiecka Viva, ale niestety nie udało się zrealizować teledysku. Problemem były oczywiście finanse. Ekipa Sido oczekiwała wysokiego poziomu obrazka, ale i dużej skali samej produkcji. Nie chcieli robić surowego, undergroundowego klipu. Zależało im na konkretnym planie zdjęciowym i angażu w projekt profesjonalnej załogi filmowej. W Polsce było już wtedy kilka ekip, które mogłyby się podjąć zadania, ale koszty takiego przedsięwzięcia (sięgające około 30-40 tysięcy euro) były wtedy dla polskich wytwórni po prostu nieosiągalne. Pomysł na klip nie wypalił, ale Sido przyjechał za to do Polski na kilka koncertów, występując w 2005 roku na jednej scenie z Guralem m.in. na płockim festiwalu Hip-Hop Desant.
Pozostańmy jeszcze w wątku polsko-niemieckich kooperacji. Kolejny numer też nie doczekał się jeszcze teledysku, ale i bez niego wykręcił na samym tylko YouTube ponad 16 milionów odtworzeń. Niewątpliwie zasługa w tym gości: Milonaira, ale przede wszystkim - najpopularniejszego obecnie rapera w Niemczech - Boneza MC. Pochodzący z Hamburga gwiazdor rapu, słuchaczom dał się poznać dzięki kawałkom nagrywanym w ramach streetowej ekipy 187 Strassenbande, czy tworząc w ducie z RAF Camorą.
Malik Montana zdradził w jednym z wywiadów, jak doszło do tej poważnej kooperacji. Powiedział, że Milionair nagrywał w studiu zwrotkę dla Malika, gdy zupełnie po ziomalsku pojawił się w nim Bonez. Bardzo spodobał mu się bit, z którym akurat rozprawiał się Milo i zaproponował, że też chętnie się dogra. Po kilku minutach Malik otrzymał od niego połączenie na FaceTime z informacją, że do numeru chce dołączyć Bonez. Nie trzeba chyba dodawać, z jaką reakcją spotkali się Niemcy. „7 5 0” to kolejny przykład na to, że Malik Montana w pełni zasługuję na ksywkę Mr International. A takie ruchy jak występ na warszawskim koncercie u boku Stormzy’ego, wspólne filmiki z Gzuzem czy spotkania z Dossehem i Tillem Lindemannem (liderem Rammstein) tylko zaostrzają apetyt na jego kolejny album.
Z północnych Niemiec przetransportujmy się do Francji. Czyli do miejsca, na które nasi raperzy od zawsze patrzyli z zaciekawieniem. Wspólnych kawałków na lini Polska-Francja pojawiło się w ciągu ostatnich lat niemało. Jednym z nich jest „Le gout du sang” Palucha i Freemana z IAM, który nie powstałby, gdyby nie determinacja ludzi z portalu Rap Francuski. Paluch powiedział mi kiedyś w wywiadzie, że nigdy specjalnie nie zabiegał o współprace z ludźmi z Zachodu i że słyszał, że tamtejsi raperzy potrafią krzyknąć za zwrotkę stawki typu... 30 tysięcy euro. Na szczęście kolabo z byłym członkiem IAM odbyło się na zupełnie innych warunkach i kiedy tylko pojawiła się opcja zrealizowania klipu w słonecznej Marsylii, długo się nie zastanawiał, wsiadł wraz z ekipą filmową w samolot i polecieli nad Morze Śródziemne.
Podróżowali z myślą, że poznają gwiazdora francuskiego hip-hopu, a na miejscu zastali poturbowanego przez życie czterdziestolatka. Paluch wyznał kiedyś, że ta sytuacja dała mu do myślenia i uświadomiła, że tak naprawdę niewiele trzeba, by przez nałogi spaść z raperskiego tronu. Powiedział też, że Freeman mimo swoich życiowych zawirowań, nadal nagrywa kawałki, jest na bieżąco z francuską sceną rapową i bez przerwy rzuca ciekawymi anegdotkami. Ponoć lokalesi, których spotkali w 2015 roku, byli w szoku, gdy zobaczyli nasze teledyski i dowiedzieli się, że polscy raperzy mają własne wytwórnie i firmy odzieżowe. Nie sądzili, że rynek hiphopowy jest u nas na tak wysokim poziomie.
Polskie klipy chwalili także raperzy z Włoch, Czech i Hiszpanii, których na swojej drodze spotkał Żabson. Internaziomal z Opoczna to zdecydowanie jeden z tych twórców, którym zależy na częstym przecinaniu się z ludźmi z innych części Starego Kontynentu. Wystarczy tylko spojrzeć na listę gości z jego najnowszego wydawnictwa. Nim jednak Żaba wpadł na pomysł oddania słuchaczom „Ziomalskiego Mixtape'u”, stworzył drillowy „Szrot”, który musiał znaleźć się w tym zestawieniu. Do utworu zaprosił bowiem Monkey’a z ważnego londyńskiego składu 67, który to skład budował na Brixton drillową scenę Wielkiej Brytanii. Żabson powiedział kiedyś, że „67 to taka Molesta UK Drillu. To naprawdę legendarna ekipa, którą w Polsce zna jeszcze niewiele osób. Mam nadzieję, że uda mi się ją nieco przybliżyć słuchaczom. Zaproszenie tego ziomala na płytę to spełnienie moich marzeń”. Historia współpracy rozpoczęła się na jednym z warszawskich koncertów Skepty, przed którym grali członkowie 67. Żabson miał okazję porozmawiać z brytyjskimi raperami i zaprezentować przed nimi (puszczając podkład z telefonu) swoje umiejętności, rapując wersy ze „Szrotu”. Monkeyowi na tyle spodobał się ten spontaniczny wykon, że z miejsca zgodził się przyjąć zaproszenie na album naszego rapera.
A jeśli już mowa o spełnieniu marzeń, wspomnieć tutaj należy o nagrywce Czarnego HiFi z reprezentantem jednego z najpopularniejszych europejskich składów hiphopowych Looptroop Rockers - Promoe. Gdy okazało się, że Szwedzi przyjeżdżają całą ekipą na koncert do Warszawy, a Czarny ma dla nich odpowiedni bit, stało się jasne, że jest duża szansa na urzeczywistnienie młodzieńczego marzenia naszego muzyka. Looptroop otrzymali podkład i z miejsca zajarali się propozycją złożoną przez wytwórnię Prosto. Czarny przegadał z nimi, już na spokojnie, przez telefon tematykę kawałka i można było działać. Niestety w międzyczasie okazało się, że członkowie Looptroop mają inne zobowiązania i ostatecznie Czarny „Fabric of life” stworzył tylko (albo aż) z Promoe. Numer powstał dość szybko i sprawnie. Kilka tygodni później spotkali się na planie teledysku w Sztokholmie. Praca nad klipem odbyła się w spontanicznych, ziomalskich warunkach, dlatego też Czarny miał czas przegadać ze Szwedem wiele tematów - od polityki, przez muzykę, aż po graffiti, do którego Looptroop Rockers nigdy nie kryli swojej miłości. Producent powiedział mi, że bardzo budujący jest fakt, iż (według statystyk) utwór po latach dużo większe zasięgi zdobył za granicami naszego kraju.
Był czas, kiedy Pezet z chęcią sięgał po rapowe płyty zrealizowane w europejskich studiach nagraniowych. Czymś oczywistym więc było, że jego inspiracje z czasem przerodzą się w pierwsze międzynarodowe utwory. No i tak też się stało. Na „Radio Pezet” powstały utwory z Brytyjczykami: Killa Kella i Kano. Track z Kano ostatecznie nie wszedł na krążek, ale spokojnie można go znaleźć na YouTubie. Mnie jednak bardziej zaciekawiła kooperacja Pezeta i Małolata z Włochem - Fabri Fibrą, której efekty poznaliśmy na krążku „Dziś w moim mieście”. Jak to bywa w takich przypadkach, współpraca doszła do skutku z pomocą menedżera, w tym wypadku Kamila Buchalskiego z Koka Beats.
Pierwotny plan na numer był bardzo ambitny. Polscy bracia wymyślili, że chcą nagrać z włoskim rodzeństwem, czyli Fabri Fibrą i Neslim. Skontaktowali się więc z tym drugim i okazało się, że bracia od lat są w poważnym konflikcie. Nesli nie tylko nie wyraził zgody na wspólny kawałek z Fabri, ale i w ogóle obecność na albumie, jeśli Polacy mają zamiar zaprosić też jego rodzonego brata. Koniec końców na krążku wystąpił tylko Fibra, który po usłyszeniu podkładu, wymyślił temat, pierwszy sprawnie nagrał swoją zwrotkę, refren i nie chciał za robotę żadnych pieniędzy. Polska strona była w niemałym szoku, ale oczywiście zaakceptowali taki obrót sprawy. Warto dodać, że Włoch jest, a przynajmniej wtedy był, absolutnym gigantem tamtejszej sceny. Jego muzyka wylewa się daleko poza środowisko hiphopowe. Raper do dziś sprzedał ponad 2 miliony płyt! Miliony ludzi obserwują go także w mediach społecznościowych.
Włoskiego akcentu nie zabrakło również na ostatnim studyjnym albumie Peji i DJ-a Decksa. Tracklistę „CNO2” wzbogacił kawałek „Radio Wolna Europa”, w którym u boku Poznaniaków pojawiają się reprezentanci: Czech, Niemiec, Litwy, Włoch, Belgii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Utwór jest pokłosiem trasy koncertowej SLU, która obejmowała 10 europejskich państw. Zdecydowanie najpopularniejszym artystą biorącym udział w kooperacji jest pochodzący z Neapolu Clementino. W momencie dogrywki na album Slums Attack Clementino znany był głównie przez słuchaczy rapu, zamieszkujących południe Italii. W tej chwili jego status jest zdecydowanie inny. Z powodzeniem realizuje się w mainstreamowym świecie - udziela wywiadów czołowym włoskim stacjom, nagrywa z gwiazdorami muzyki, zasiada w jury programu „The Voice of Italy” i wyprzedaje koncerty poza granicami Włoch. O jego obecnej pozycji świadczą również liczby, jakie wykręca w internecie. Dobrym przykładem jest jego Instagram, który pokazuje, jakie osoby z chęcią spędzały z nim czas – od aktorów i prezenterek programów telewizyjnych, przez piłkarzy lokalnego Napoli (oczywiście z naszym Arkiem Milikiem na czele), aż po niedawno zmarłego Diego Maradonę. W sieci krąży również jego wymowna fotografia z... papieżem Franciszkiem. Znajomość Peji i Clementino zaowocowała jeszcze jednym wspólnym utworem. Obaj panowie spotkali się trzy lata temu w tracku „Uważaj czego sobie życzysz”.