Muzyka

Polskie tango: A_GIM, Błoto, Włodi i „coś dla moich ziomów”

© Dawid Misiorny
Jaka jest polska jesień, każdy widzi. Ale można ją sobie upiększyć – słuchając choćby poniższych, leczniczo działających, premier.
Autor Tomek Doksa

OKI „77747mixtape”, 2020

„To dla moich ziomów, wszystkich moich ziomów / To prawdziwe g*wno jest dla wszystkich moich ziomów” – nawija OKI na wydanej w założonym przez chłopaków z PRO8L3Mu i Taco labelu 2020 nowej płycie. Ale spokojnie mogą po nią sięgnąć nie tylko fani jego wcześniejszych krążków – „47universe” i „47playground” – ale i ci, którzy z nowym i młodym rapem nie mieli dotąd po drodze, ale cenią sobie produkcje Magiery, Returnersów czy Kubiego Producenta, odpowiedzialnych na „77747mixtape” za kilka mocnych momentów. Wśród gości pojawia się też Ero z JWP, który – z charakterystycznym dla siebie sznytem – wbija „tu dla rozrywki, jak Ron Jeremy”. Tak, „77747mixtape” to przede wszystkim dobra, rozrywkowa płyta. Nie przez przypadek singel z niej wzięto do dynamicznej kampanii #TakBardzo Red Bull Mobile.

Włodi & 1988 „W/88”, Def Jam

„Tu nie ma miłości, są tylko jej dowody / I stos osiedlowych legend kiedyś danych mi w depozyt” – to z kolei przedstawiciel hiphopowej starszyzny, Włodi, który po udanej współpracy już przy poprzedniej płycie „Osad”, wziął się mocno pod rękę z producencką połową duetu Syny1988 – i… zmontował najbardziej zadymiony i klimatyczny album w polskim rapie od lat. „Piszę od świtu, dwa skowyry śpią w nogach / Piszę kolejny trip raport / Potem ruszam z trasą podziękować wam za to / Tak od Skandala po Osad / Jestem tu po to, żeby istniał jakiś kontrast” – i za to Włodiemu należy mocnmo przyklasnąć. Jego, i 1988, album to nie tylko idealny podkład pod coraz dłuższe wieczory, ale przede wszystkim remedium na świat, który za oknem nam zwariował.

A_GIM „This is the Zodiac Speaking”, PIAS

W grudniu 2020 roku miną 52 lata od pierwszego morderstwa, przypisanego seryjnemu mordercy o pseudonimie Zodiac, o którym w 2007 roku film nakręcił słynny reżyser David Fincher („Siedem”, „Fight Club”), a w tym – grę komputerową wyprodukowało polskie studio Punch Punk Games. Szerzej o niej na pewno napiszemy pewnie na stronach gamingowych, tutaj natomiast polecamy gorąco soundtrack autorstwa A_GIMa, który po płytach Oszibaracku, Nervów czy techno-duetu Blooma (z Deasem) nagrał teraz – jak mówi – „odskocznię w świat ambientu, minimalizmu i muzyki programowej” oraz – jak ja mówię – wciągające słuchowisko, które wzorem najlepszych ścieżek dźwiękowych żyje swoim życiem i w oderwaniu od wirtualnego świata ma się naprawdę świetnie. A przy okazji angażuje bardziej niż soundtrack Davida Shire do wspomnianego filmu Finchera.

Błoto „Kwiatostan”, Astigmatic Records

Niniejszym składam wniosek do Ministerstwa Edukacji Narodowej o włączenie wydawnictwa zespołu Błoto do spisu lektur obowiązkowych, dzięki czemu polscy uczniowie będą mogli rozwijać swoją wyobraźnię muzyczną, a jednocześnie pogłębiać wiedzę na temat swojego ukochanego kraju. „Kwiatostan” zachwyca od pierwszego zetknięcia z albumem – pięknie wydany i opakowany winyl, poza lekcją muzyki proponuje też atrakcyjne zajęcia z przyrody, na tytuły utworów wybierając – trzeba oddać, że nietypowo – kwiaty polne i ogrodowe. Słuchając więc jednocześnie improwizowanych, jazzowych opowiadań, budowanych na hiphopowych i synthetycznych legendach, mamy okazję zainteresować się lepiej niezauważanym na co dzień pięknem własnego podwórka. Taki poboczny projekt muzyków z kolektywu EABS na drugie musi mieć Złoto.

MajLo „Vestiges: The Scenes”, Seagull Ross

Złoto? Ktoś powiedział złoto? Tak się składa, że mamy tu jeszcze jedno: nowe, singlowe od MajLo, czyli Maćka Milewskiego. Choć na okładce swojej trzeciej płyty trójmiejski artysta zamieścił pocztówkę kupioną samodzielnie w Reykiaviku, i choć cała płyta inspirowana jest „islandzkim stylem życia”, trudno oprzeć się wrażeniu, że „Vestiges: The Scenes” to album pisany jednak z myślą o naszej złotej, polskiej jesieni. Tym bardziej, kiedy na krążku padają – tu akurat śpiewane głosem gościnnie występującej Natalii Grosiak – słowa: „Noce coraz dłuższe, wschody czerwienią się / Chcę, abyś dłużej został, przyjrzyj się z bliska”., Być może polska jesień ma w sobie coś z Islandii – państwo wybaczą, nie byłem – ale na pewno muzyka MajLo znakomicie wkomponowuje się także w nasz „Blurred” krajobraz. Z numerem zresztą o tym tytule dużo łatwiej będzie się poruszać w półmroku i chłodzie najbliższych miesięcy.

Pepe. „Afterimages”, U Know Me Records

Remiksował Rasmentalism z Taco Hemingwayem, rozjaśniał swoim udział kompilację „Heartbreaks & Promises” od Flirtini, teraz w końcu daje się lepiej poznać jako samodzielny twórca, osłuchany w fajnych i nowych brzmieniach. To one pomogły mu nagrać album-wspomnienie po swojej babci i ujarzmić „skrywaną złość, melancholię i ogromny smutek spowodowany odejściem kogoś bliskiego”. Co jednak ważne, „Afterimages” nie jest płytą smutną. Ani ponurą. Wręcz przeciwnie – to iskrząca od tanecznych rytmów, zadziornych bitów i zapraszających do zabawy wokali (Runforrest – ukłony) produkcja, która każe się cieszyć każdym przywołanym podczas słuchania miłym wspomnieniem. Także któregoś popołudnia z twoją własną, ukochaną osobą.

Renata Lewandowska „Dotyk”, The Very Polish Cut Outs / Astigmatic

Że też człowiek tyle lat żył w niewiedzy! Wmawiali mu, że najlepszy z Lewandowskich to ten kopiący piłkę, a przecież jest pani Renata (której pamiętać nie mogę) z albumem „Dotyk”, za wydanie którego wzięło się ambitne towarzystwo z The Very Polish Cut Outs i Astigmatic Records. I chwała im za to, bo słuchając dziewięciu kompozycji, zarejestrowanych w latach 1974-1978 w studiach nagraniowych Polskiego Radia, a wygrzebanych z archiwów, odświeżonych i wytłoczonych na tej płycie, strach myśleć, że mogły popaść w niepamięć. Jedna z najlepszych polskich wokalistek w historii wyjechała do Stanów, urwała karierę i dopiero po czterech dekadach – a za sprawą wyżej wymienionych – jej piosenki dostają drugie życie. Warto posłuchać nie tylko przez wzgląd na znak jakości nagrań spod znaku TVPCO i Astigmatic, ale także dla takich, nie chcących się zestarzeć tekstów: „Człowiek jest miarą wszystkiego, wszystko – miarą człowieka / Wyrąbane lasy, jałowe pola, mierzą człowieka jego własną miarą / Nie jesteśmy ostatni, po nas przyjdą inni / Na jakiej ziemi przyjdzie im żyć?”.

Daria Zawiałow „Helsinki” (Deluxe Edition), Sony Music

„Daria, no weź! Wyjdź z mojego radia, bo ileż można” – żartowała w tym wywiadzie autorka płyty „Helsinki”, opowiadając jak jej znajomi „masakrowani” są jej przebojami. Można, można, bo druga płyta w dorobku młodej artystki aż się prosi o nieprzerwane granie w radiu – jest bardzo przebojowa i dobrze zagrana, a w najnowszej wersji „deluxe” wzbogacona także o dodatkowe, niemniej chwytliwe numery. Mamy tu świetny, ejstisowy kawałek „Mania”, mamy „Daj no”, czyli ulepszoną wersję #hot16challenge2 autorstwa Darii i producenta, Michała Kusha, mamy też utwór nagrany wspólnie z shafterem i Ralphem Kamińskim „Czy ty słyszysz mnie?”. A na deser jeszcze „Helsinki”, „Gdybym miała serce” i „Nie dobiję się do ciebie” w koncertowym wydaniu, bo nagrane podczas lipcowego występu Darii na Red Bull Trasie Życzeń. I tylko szkoda, że winylowa edycja (tak, tak, wreszcie są winyle) takich bonusów nie posiada. Ale jest za to różowy placek!