Roskilde Festival 2017

Jak przetrwać na letnim festiwalu?

© Bobby Anwar

Dobre pytanie. Ale czy jest jeden sprawdzony na to sposób?

Letni sezon festiwalowy symbolicznie w kwietniu inauguruje poznański Spring Break. Potem w rozpisce fana muzyki jest już coraz gęściej. Plenerowe imprezy odbywają się na przestrzeni kilku miesięcy, rozsiane po całej Polsce i celujące w gusta miłośników często skrajnych gatunków. Problem może pojawić się zatem już przy wyborze miejsca, w którym spróbujemy swoich sił w koncertowym maratonie. A co będzie dalej? Wraz z rodzimymi artystami, którzy zasilili line-upy tegorocznych rodzimych festiwali, zastanawiamy się, jak, z kim i z czym przetrwać nieprzespane noce, bieganie po scenach i próby zobaczenia kilku wykonawców na raz.

Rozpiska czy spontaniczność?

Plan: coś, co potem wygląda absolutnie inaczej – to definicja Juliana Tuwima. I faktycznie często tak bywa – pokreślona do granic możliwości książeczka z koncertami, trochę przypominająca tajemne schematy Jacka Gmocha, bywa zgubna. Nieprzewidziane w napiętym harmonogramie przerwy na jedzenie czy spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi biorą górę nad występami. 
Czy zatem warto stawiać na bieganie po polu festiwalowym z zegarkiem w ręku? Tsvey, czyli Bartek Kujawski i Piotr Połoz – duet specjalizujący się w poskręcanej, noise’owej elektronice – utrzymują, że niezupełnie. Panowie, których będziemy mogli zobaczyć na tegorocznym festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice, przy koncertowych wojażach nie są jednak w stu procentach spontaniczni. 
„Dobrze jest mieć jakikolwiek plan, żeby nie biegać jak kot z pęcherzem pomiędzy scenami. Łatwo jest pojechać na fajną imprezę i niczego nie zobaczyć. Z drugiej strony, często najlepsze okazują się koncerty artystów, których wcześniej się nie znało, więc warto posłuchać rekomendacji różnych oblatanych koleżanek i kolegów, a jak się gdzieś przypadkiem usłyszy coś ciekawego, to zrezygnować z zaplanowanej wcześniej gwiazdy i dać szansę nowemu” – stwierdzają muzycy. 
Żywczanie z Sonbird, obok Jona Hopkinsa, M.I.A. czy Johna Mausa występujący na katowickim OFF Festivalu, proponują z kolei, żeby już wcześniej wczuć się w festiwalowy klimat, aby na żywo doświadczyć go w pełnej krasie. „Playlista z artystami biorącymi udział w festiwalu to również bardzo dobry pomysł!” – sugerują. Jest potrzeba, pojawia się realizacja – organizatorzy przedsięwzięcia dowodzonego przez Artura Rojka zadbali o taką piosenkową rozgrzewkę przed sierpniem. Znajdziesz ją poniżej. 

Razem czy osobno?

To trzeba napisać wprost – większości festiwale kojarzą się z przyjaciółmi, wspólną zabawą, towarzystwem i wspomnieniami zapisanymi nie tylko w pamięci telefonu. „Długo myśleliśmy nad odpowiedzią na pytanie, co jest kluczem do przetrwania na letnich imprezach. Odpowiemy bardzo krótko, bo dla nas właśnie w tym zawiera się magia uczestniczenia w festiwalach: dobra ekipa znajomych!” – wtóruje temu sądowi wizytówka polskiej sceny klubowej za granicą, czyli elektroniczny duet Catz ‘N Dogz. Wojciech Tarańczuk i Grzegorz Demiańczuk to pomysłodawcy jednodniowego festu Wooded City, który w tym roku zagości w Szczecinie. 
Idea imprezy kręci się wokół wspólnotowości i budowania więzi ponad podziałami – na dwóch scenach obok gwiazd pokroju WhoMadeWho czy Answer Code Request wystąpią debiutanci i didżeje z rodzimego poletka. Organizatorzy stawiają na kontakt z lokalnym środowiskiem, angażując do przygotowania scenografii artystów z tutejszej Akademii Sztuk Pięknych. Na Łasztowni są w końcu mile widziane nie tylko ekipy przyjaciół, ale i całe rodziny na czele z seniorami – powyżej 50. roku życia wstęp na festiwal jest wolny. Jak się jednak okazuje, warto czasami popróbować biegania po koncertach w pojedynkę. 
„Choć festiwale są wspaniałym miejscem, by spędzić czas z przyjaciółmi, to często właśnie przyjaciele odciągają nas od koncertów, na które czekaliśmy od miesięcy. Zdecydowanie polecam więc odrywanie się niekiedy od grupy i samotne eksplorowanie wydarzenia. To nie tylko świetne doświadczenie muzyczno-taneczne, ale i okazja do poznania zupełnie nowych ludzi (pozdrawiam wszystkich poznanych na festiwalach!)” – radzi MANOID, gość przywołanego już Wooded, ale przede wszystkim polski wykonawca na Red Bull Music Stage na festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice. Współpracujący z Polą Rise, ale równie prężnie działający samemu producent , który w Katowicach promować będzie swoje nowe, opisywane m.in. tutaj produkcje, dodaje: „Dla mnie kluczowe jest to, żeby po powrocie z takiej imprezy nie stwierdzić, że nie zobaczyłem żadnego z artystów, których zamierzałem, bo spędziłem czas na rozmowach ze znajomymi (od tego są befory i aftery!) i łażeniu z nimi między scenami bez zagrzewania nigdzie miejsca na dłużej”.

Spryskiwacze i obrusy

Poradniki stałych bywalców nie wyrokują jednoznacznie, co należy wziąć ze sobą, żeby przetrwać. Wygodne obuwie, klapki, telefon z wytrzymałą baterią, ale też bardziej egzotyczne sugestie pokroju lokalizatora do kluczy, kawałka węża ogrodowego czy spryskiwacza – to tylko część niekończących się list, zestawień i rankingów. Konkurs, jaki na początku tego roku festiwal Audioriver zorganizował wespół z projektantką graficzną, Barrakuz, udowodnił jeszcze dobitniej, że wyobraźnia festiwalowiczów niekiedy nie zna granic. Wniosek nasuwa się jeden – każdy powinien spakować się na muzyczne święto według własnych, indywidualnych potrzeb. Potrzebujesz zabrać bierki lub badmintona? Bierz, ale wcześniej sprawdź regulamin imprezy, żeby wiedzieć, co na teren festiwalu zdołasz w ogóle wnieść.
Co na ten temat sądzą artyści? Anna Suda, na scenie przedstawiająca się jako An on Bast, odpowiada na to pytanie dość enigmatycznie. Swobodnie lawirująca wśród house’u i techno producentka, którą także będziemy mogli zobaczyć na Wooded, mówi krótko: „Butelka wody i zatyczki do uszu. Oraz dobre buty do festiwalowej akcji”
Podobny zestaw dobiera duet Catz ‘N Dogz, ale do swoich plecaków dokładają jeszcze coś innego. „Jesteśmy dość praktyczni, więc zawsze mamy ze sobą dodatkową baterię do telefonu, kurtkę przeciwdeszczową, orzeszki i żelki Haribo” – zdradzają. Jeszcze inne rzeczy pakują chłopacy z Sonbird. „Tomek nie zaśnie bez swojej poduszki, Maciek nie przyjedzie bez swoich kolorowych koszul, a Kamil bez czarnych ubrań, okularów i pasty do włosów. Nie można zapomnieć o artystycznym nastawieniu. Zawsze staramy przygotować się na wszystko. Mamy już umiejętność pakowania się z zamkniętymi oczami w trzy minuty” – opowiadają. I dodają całkiem poważnie, że w niestandardowym pakiecie przewidują jeszcze obrus – tak na wypadek, gdyby kogoś naszła ochota na kulturalne zjedzenie bułki.

Rekomendacji czas

A żeby tradycji stało się zadość, postanowiłem zapytać moich rozmówców, kogo jeszcze (oczywiście poza nimi!) warto zobaczyć na letnich festiwalach. Choć wszyscy muzycy utrzymują, że po próbach, odpoczynku i wywiadach niekiedy brakuje czasu na zobaczenie swoich idoli, każdy z nich sypnął garścią rekomendacji. 
Tsvey podczas festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice wybiorą Arcę, Errorsmith i Sote – kompozytora dźwiękowego i producenta z Teheranu. Sonbird mają precyzyjnie wycyzelowany plan, w którym figuruje Oxbow, Grizzly Bear, Moses Sumney, Ariel Pink, Bishop Nehru, Zola Jesus i – na czym szczególnie im zależy – Aurora. Catz ‘N Dogz – jak na pełnoprawnych organizatorów festiwalu przystało – polecają wszystkich zaproszonych przez siebie wykonawców. „Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak udało nam się ułożyć tegoroczny program Wooded” – stwierdzają panowie, wymieniając wśród atrakcji line-upu duńskie trio WhoMadeWho, Answer Code Request czy silną polską reprezentację. Wtóruje im An On Bast, dodając, że „program jest wyjątkowy i trudno kogoś po prostu wyróżnić”. 
Oby takie wrażenia zostały wam po wszystkich letnich festiwalach!