Pieśń Lodu i Ognia to magnum opus George’a R.R. Martina, który dziś uznawany jest za jednego z najbardziej poczytnych i wpływowych pisarzy świata. Saga książkowa i serial produkcji HBO stały się globalnymi hitami i symbolami współczesnej popkultury. Choć sam autor wciąż ma do ukończenie dwie obszerne książki, a twórcom serialu pozostało przygotowanie ostatniego sezonu, to już teraz trwają wstępne prace nad telewizyjnym spin-offem Gry o Tron. Wciąż niewiele na ten temat wiemy, choć opublikowano już wstępne informacje na ten temat. Na pewno dotyczyć on będzie jednego z wydarzeń poprzedzających obecne przygody, a w przygotowaniu są już aż cztery różne opcje.
Fani od dawna spekulują, która z książkowych historii najlepiej sprawdziłaby się jako prequel Gry o Tron, a każda z tych ewentualności wydaje się równie kusząca. Uniwersum George’a R.R. Martina jest na tyle rozbudowane, że już teraz wystarczy materiału na całą masę różnych scenariuszy (zarówno serialowych, jak i filmowych), ale możliwości HBO są ograniczone. Ktoś będzie musiał podjąć ostateczną edycję, w jakim kierunku ma podążyć marka na kilka najbliższych lat. Co więc ma największe szanse na przejęcie pałeczki od Gry o Tron? Wybraliśmy kilka potencjalnych scenariuszy, które nie tylko cieszyłyby się największą popularnością wśród fanów zarówno serialu, jak i książek, ale także takich, które byłyby najbardziej prawdopodobne do zrealizowania.
Rebelia Roberta Baratheona
Dla wielu jest to najbardziej oczywista i najbardziej pożądana opcja. Jest to historia, która niemal w całości została już opisana przez książki i pośrednio przez obecny serial, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zaprezentować ją w nowej formie. Na ekrany powróciłyby znane i lubiane postaci, a klimat spin-offa byłby bardzo podobny do tego, którego doświadczyliśmy w pierwszych sezonach Gry o Tron.
Rebelia Roberta, zwana też Wojną Uzurpatora, stanowiła preludium do Pieśni Lodu i Ognia. Historia ta została osadzona piętnaście lat przed wydarzeniami z sagi książkowej i serialu i opowiada o wojnie domowej wywołanej przez Roberta Baratheona, późniejszego króla Westeros. W akcji zobaczylibyśmy też takie ulubione postaci Eddard Stark, Barristan Selmy, Jaime i Tywin Lannister, czy Stannis Baratheon, a dołączyliby do nich m.in. Aerys II Targaryen, zwany Szalonym Królem, jego syn, Rhaegar Targaryen, czy Lyanna Stark.
Największym plusem takiego spin-offa jest ogromna ilość materiału źródłowego do wykorzystania przez twórców serialu, obecność doskonale znanych, ale o piętnaście lat młodszych postaci, pokaźna obsada nowych bohaterów, którzy albo nie dożyli do wydarzeń z Gry o Tron, albo zostali pokazani jedynie na marginesie, a także spójność historii. Rebelia Roberta była wydarzeniem o znacznie mniejszej ilości różnorodnych wątków i prostszej fabule, ale jednocześnie obfitowała w widowiskowe bitwy, dramaty ludzkie, zwroty akcji piękne scenerie, a więc ma wszystko, by powtórzyć sukces Gry o Tron. No, może poza smokami i magią… Jest jednak jeden haczyk: wedle doniesień, spin-off ma nie zawierać postaci już obecnych w serialu, a to zupełnie eliminuje taką ewentualność.
Przygody Dunka i Jaja
Do tej pory George R.R. Martin wydał trzy opowiadania o Ser Duncanie Wysokim i Aegonie V Targaryenie, znanymi także jako Dunk i Jajo. Autor planuje publikację jeszcze od sześciu do dwunastu opowiadań z tego cyklu, co już samo w sobie jest sporą przeszkodą dla ekranizacji. G. R. R. M. nie zdążył dokończyć Pieśni Lodu i Ognia na czas, a finał historii zostanie po raz pierwszy pokazany w serialu, ale nie chce, by sytuacja ta się powtórzyłą. Poza tym producenci nie mieliby wystarczająco dużo materiału źródłowego, by stworzyć pełnowymiarowy spin-off.
Przygody Dunka i Jaja jednak doskonale nadają się do serialu, albo nawet do serii pełnometrażowych filmów, jednak ta druga opcja wydaje się mało prawdopodobna ze względu na niechęć HBO do tego typu produkcji. Cała sztuka polegałaby przede wszystkim na znalezieniu odpowiedniego duetu aktorów (a raczej kilku duetów, bowiem wydarzenia tej serii rozłożone są w czasie na 50 lat), którzy byliby w stanie samodzielnie poprowadzić serial do sukcesu.
Opowiadania charakteryzują się dość optymistycznym i mało mrocznym (w porównaniu do Pieśni Lodu i Ognia) klimatem i raczej prostą fabułą, ale w żadnym wypadku nie jest wada. Po bardzo skomplikowanej historii przedstawionej w serialu, taki luźniejszy spin-off byłby strzałem w dziesiątkę, podobnie jak miało to miejsce z Better Call Saul po zakończeniu emisji Breaking Bad.
Rebelie Blackfyre’ów
Blackfyre w uniwersum Georga R.R. Martina to ród wywodzący się z Targaryenów. Jego założycielem był Daemon Rivers, jeden z Wielkich Bękartów króla Aegona IV zwanego Niegodnym. Daemon został zalegitymizowany przez ojca, a następnie otrzymał od niego legendarny miecz Blackfyre, od którego wziął swoje nowe nazwisko. Jak to często bywa w tym uniwersum, ktoś za bardzo zapragnął władzy i wywołał wielką wojnę domową…
Niemal cała historia rodu Blackfyre stoi pod znakiem walki o Żelazny Tron i konfliktu z prawowitymi władcami Westeros. I być może nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że łącznie odbyło się aż sześć rebelii z udziałem pięciu pokoleń na przestrzeni ponad 60 lat.
Taki spin-off obfitowałby w walki (zarówno w pojedynki, jak i wielkie bitwy z udziałem tysięcy żołnierzy), a także w to, co wielu fanów lubi najbardziej: intrygi, szpiegostwo i wbijanie noży w plecy. Plusem byłoby także pełnoprawne przedstawienie Złotej Kompanii – legendarnej formacji najemników założonej przez jednego z uzurpatorów, Aegora Riversa (Blackfyre’a), której do tej pory nie uświadczyliśmy w Grze o Tron. Być może też historia ta powiązana byłaby także z książkową postacią Aegona, Młodego Gryfa, który, jak się często spekuluje, może okazać się ostatnim żyjącym przedstawicielem rodu Blackfyre. Tak czy inaczej, byłby to doskonały motyw dla nowego serialu.
Taniec Smoków
Nie ma żadnych wątpliwości, że dyrekcja HBO kuszona jest możliwością ekranizacji Tańca Smoków, ale czy sieć ma na to wystarczająco duży budżet? Nie ma wątpliwości, że serial pochłonąłby gigantyczne fundusze, gdyż motywem przewodnim tej historii jest wojna domowa między Targaryenami, jednak w przeciwieństwie do rebelii Blackfyre’ów, tutaj do akcji wkroczyłyby smoki… i to po obu stronach konfliktu.
Serial oparty na historii Tańca Smoków przypadłby do gustu przede wszystkim tym widzom, którzy w Grze o Tron najbardziej polubili widowiskowe bitwy, ale nie oznacza to, że w takim serialu zabrakło by też intryg. Dużym plusem byłby także brak wyraźnego podziału na dobro i zło, bowiem obie strony konfliktu zyskałyby swoich sympatyków. Obecna “wojna” w mediach społecznościowych z wykorzystaniem hashtagów #TeamCersei i #TeamDaenerys jest dość ciekawym fenomenem, ale w przypadku Tańca Smoków urósłby on do znacznie większych rozmiarów.
Podbój Aegona I
Bez tego wydarzenia “dzisiejsze” Westeros byłoby zupełnie inne. Siedem zwaśnionych królestw na trzysta lat przed początkiem wydarzeń z Gry o Tron zostało (w większości) zjednoczonych przez Aegona Zdobywcę, który dzięki trzem smokom zdołał rzucić na kolana niemal cały kontynent. To właśnie na nim wzoruje się Daenerys Targaryen, która zamierza powtórzyć militarny i polityczny sukces swojego przodka. Analogii do późniejszej historii Westeros jest wiele, a widzowie poczuliby się jak ryba w wodzie, ale jest jeden haczyk. Podbój Aegona byłby… monotematyczny.
W grze o tron (którego jeszcze wtedy nie było) wygrywasz albo giniesz. Aegon doskonale o tym wiedział, ale zamiast podjąć się gry postanowił przewrócić stół, a wraz z nim całą planszę. Dzięki nieznanym wcześniej w Westeros smokom osiągnął pasmo sukcesów, którym nie mógł poszczycić się żaden inny władca w historii kontynentu. Wraz z siostrami, Visenią i Rhaenys, nie napotkał praktycznie żadnego oporu zdolnego powstrzymać Targaryenów. Dopiero w ostatnich dniach kampanii Aegon Zdobywca musiał zaprzestać dalszych planów podboju, gdyż jedno z królestw, niczym pewna wioska Gallów, znalazło sposób na pokonanie najeźdźców.
Serial o podboju Aegona byłby mimo wszystko doskonałym przykładem zabiegu origin story, tak popularnego w dzisiejszej popkulturze. Od tego wydarzenia bowiem zaczęła się “współczesna” historia Westeros. Możliwość obejrzenia, jak stary ład zostaje zastąpiony nowym i jak polityka zmieniła kształt w ciągu zaledwie trzech lat, byłaby nie lada gratką dla fanów książek i serialu.
Zagłada Valyrii
De facto zagłada Valyrii, sama w sobie, nie miała większego wpływu na wydarzenia w Westeros. Bez niej jednak kontynent Essos wyglądałby zupełnie inaczej. W mgnieniu oka bowiem wyparowało najpotężniejsze imperium w dziejach uniwersum George’a R.R. Martina. Choć sama zagłada byłaby (audiowizualnym) gwoździem programu, to cała historia sprzed i po tym wydarzeniu daje ogromne pole do popisu dla twórców potencjalnego serialu.
Intrygi pałacowe, konflikty z innymi siłami w Essos, walka o wpływy między najpotężniejszymi rodami Valyrii, a przede wszystkim wyjaśnienie zagadki Zagłady – oto czego możemy się spodziewać. Sam pisarz nie poświęcił temu zbyt wiele uwagi, gdyż w tym wątku wolał zachować nutę tajemnicy, ale podwaliny pod emocjonujący serial są już gotowe. Oczywiście problemem byłby brak materiału źródłowego i konieczność rozpisania niemal całej fabuły od A do Z, to warto zaufać twórcom. Zwłaszcza, jeśli do prac bezpośrednio zaangażowany zostanie także George R. R. Martin.
Historia Valyrii pełna jest pustych kart, które można z łatwością zapisać i stworzyć serial jeszcze większy i bardziej widowiskowy, niż cokolwiek dotąd znanego widzom. Wymagałoby to jednak ogromnego nakładu pracy i talentu, by zachować jakość znaną z Pieśni Lodu i Ognia. Ale HBO z pewnością nie zamierza zwalniać tempa, a prędzej czy później będzie trzeba podnieść poprzeczkę. Być może jest to perspektywa bardzo odległa, ale nie ma wątpliwości, że prędzej czy później ktoś podejmie się tego karkołomnego wyzwania.






