Ostre koło
Praca w branży rowerowej, część 1
Jak założyć swój rowerowy interes? Zapraszamy na wywiad z Mikołajem Pytelą założycielem "AirBike".
Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być szefem w swoim własnym biznesie rowerowym? Założyć własny sklep, serwisować rowery, a co za tym idzie być pierwszym, który może sobie pozwolić na najnowszy sprzęt? Jeżeli jesteście ciekawi, jak wygląda życie „szefa” i czy na pewno jest usłane płatkami róż, zapraszamy na cykl wywiadów „Praca w branży rowerowej”.
Cześć Mikołaj, jesteś założycielem sieci sklepów rowerowych „AirBike”, która działa już od dawna na naszym rynku. Czy mógłbyś przybliżyć czytelnikom historię jak to się wszystko zaczęło?
Siema, nazywam się Mikołaj, urodzony w 1981 roku. Rowerami interesuję się chyba od czasów kiedy nauczyłem się na takowym jeździć. Potem na studiach razem z kolegą zastanawialiśmy się nad własnym biznesem. Zadaliśmy sobie pytanie: co lubimy i umiemy robić. Wpadł nam pomysł, że skoro mamy stare akwaria, to może sklep zoologiczny. Po szybkiej ocenie realności tego projektu padło jednak na inną miłość niż ryby. Padło na rowery. Okazało się, że ojciec naszego kolegi ma do sprzedania sklepik rowerowy na warszawskim Ursynowie przy ulicy Dereniowej. Kupiliśmy więc go na spółkę, za pożyczoną kasę. Jak się później okazało mocno przepłaciliśmy, a kredyt trzeba było szybko spłacić więc można to nazwać pierwszą poważną lekcją w tym biznesie. I tak w bólach powstał nasz pierwszy oddział „AirBike”.
Po tych wszystkich latach prowadzenia „AirBike'a”, jakie cechy uważasz za najbardziej przydatne w kierowaniu takim interesem?
Moim zdaniem najważniejsza jest uczciwość i ciężka, solidna praca. Jak myślisz że wynajdziesz koło – to się mylisz. W tej branży milionerem nie zostaniesz w ciągu roku, a nawet dekady. Trzeba kochać ten biznes żeby nie oszaleć.
Co trzeba mieć poza pomysłem aby otworzyć swój pierwszy serwis? Jakie są nieodłączne minusy prowadzenia swojego biznesu?
Po pierwsze jesteś w pracy 24 godziny 7 dni w tygodniu. Po drugie, o ile nie zaczynasz od rodzinnego spadku opiewającego na liczby z wieloma zerami, to przez kilka pierwszych lat firma wyssie z twojego portfela każdy grosz. Uważaj, bo często potrafi zabrać też pieniądze, które nie zawsze są twoje. Mądrze planuj kredyty i pożyczki.
Czy „AirBike” wspiera jakichś zawodników? Jak wygląda sprawa sponsoringu z waszej strony?
AirBike wspiera wielu zawodników. Pewnie jakby przeliczyć zaangażowanie w riderów na zwrot z inwestycji, to powinniśmy kupować „like’i na Fejsie” bo się to bardziej opłaca. Ale ja żyję z rowerów i żyję rowerami. Mam totalnego fioła na punkcie dwóch kółek. Dlatego prawie wszystkie pieniądze „marketingowe” topimy w scenie rowerowej. Znajdziecie nas prawie wszędzie. Poczynając od „ostrego koła” i „alley'ów”, przez BMX, 4X, DH, enduro, MTB, szosę, a kończąc na triathlonie i wsparciu imprez dla 2-4 latków. To branża, w której musisz zrozumieć, że zysk nie jest wszystkim. Wiele osób o tym zapomina i niszczą tym wizerunek rowerzystów, robiąc z nas maszynki do zarabiania pieniędzy. Wiadomo, że nikt nie chce dokładać do interesu, ale jeżeli robisz to kosztem „zajawki” na rower to daleko nie zajedziesz. Od tego są markety.
W co powinien się zaopatrzyć przyszły „szef” sklepu rowerowego poza cierpliwością?
Przydadzą się pieniądze na start. Bez tego albo nie ruszysz, albo przez kilka lat będziesz walczył o przetrwanie. Poza tym pomysł, co chcesz robić. Z marketami nie wygrasz. Musisz wybrać swoją drogę i nią podążać. Z tego co widzę, bronią się na rynku sklepy ukierunkowane konkretnie na coś (triathlon, rowery typu city, czy tak jak nasz sklep na warszawskim KEN’ie – na szosę). Ostatnim ale jednym z ważniejszych czynników są ludzie. Musisz mieć dobry zespół. Ludzi z pojęciem i pasją. Nie ogarniesz firmy samymi stażystami za 1000 zł miesięcznie. Trzeba ich umieć zmotywować do pracy nie tylko pensjami. Warto doceniać własne, przemyślane inicjatywy i nie dać sobie mydlić oczu.
Wielkie dzięki za poświęcony czas na wywiad. Do zobaczenia na zawodach lub podczas zimowego serwisu.

