Pamiętasz jeszcze, gdy odpalałeś grę dla czystej rozrywki? Gdy liczyła się frajda i radość z samej zabawy? I gdy porażki nie powodowały jeszcze chęci wyrzucenia klawiatury za okno? Dziś coraz częściej brzmi to niczym mgliste wspomnienie.
Dziś gry mają jednego króla - rank.
Nie ważne jak, ważne, by piąć się w górę po wirtualnej drabinie. Zamiast cieszyć się rozgrywką, odpalasz kolejne partie by nabić te brakujące kilkanaście LP, by awansować dwie rangi, dywizje czy ligi w górę. Sama rozgrywka natomiast coraz bardziej zaczyna dawać poczucie obowiązku i misji, aniżeli czystej zabawy.
01
Przemyślany projekt
System rankingowy w grach to doskonale przemyślane narzędzie. Narzędzie, które skutecznie trzyma graczy przy grze. Twórcy gier wykorzystują tu podstawowe prawa psychologii, uderzając w fundamentalne potrzeby, których szuka ludzki mózg.
I tak, rankedy zaspokajają u nas: potrzebę kompetencji (poczucie bycia na danym poziomie, bo się na niego zasługuje), potrzebę postępu (każda gra przybliża mnie do celu) i przynależności (gram na tym samym poziomie co inni). Kiedy wszystkie trzy potrzeby są zaspokajane, bądź też przewrotnie - któraś jest na frustrująco zaniżonym poziomie - mózg chce więcej.
Dodatkowym chwytem znanym z psychologii behawioralnej, który ma doskonałe przełożenie na gry rankingowe jest zmienny harmonogram wzmocnień.
Jak możemy przeczytać w definicji: "Jest to schemat, w którym nagroda lub kara następuje po nieprzewidywalnej liczbie zachowań lub po nieokreślonym czasie. Sprawia to, że dane zachowanie jest niezwykle odporne na wygaszanie" - czy to nie brzmi niczym archetyp rankingu? Nigdy nie wiesz, czy kolejna gra będzie tą, która wreszcie zapewni Ci upragniony awans, czy znów zrobisz dwa kroki do tyłu, bo trafisz na team, którego nie da się wycarry'ować.
W tym przypadku nasz mózg nie uczy się zasady "jeśli zagram, wygram", zamiast tego jest - "jeśli zagram, to być może wygram". I nie potrafi przestać sprawdzać. Dokładnie ten sam mechanizm można spotkać w automatach do gier czy też przy scrollowaniu social mediów.
Warto też zwrócić uwagę na to, co jest realnie naszym celem. Początkowo, zawsze jest to chęć sprawdzenia się, zagrania z ludźmi na podobnym poziomie - co ma jak najbardziej sens. Ranking wówczas jest jedynie narzędziem, by nasza rozgrywka była optymalnie skrojona pod nasz aktualny poziom. Z czasem jednak z reguły to sam ranking staje się celem samym w sobie. Wszystkie inne aspekty schodzą na dalszy plan, a kluczowe staje się to, by po rozgrywce zobaczyć kilka dodatkowych punktów przy swoim nicku.
02
Drobne sygnały
Na start warto zadać sobie pytanie - kiedy po raz ostatni grałeś dla zabawy? Czy tryb nierankingowy sprawia Ci jeszcze jakąkolwiek frajdę czy jest to dla Ciebie marnowanie czasu?
Co więcej, kolejnym krokiem jest nastrój, który bezpośrednio zależy od rozstrzygnięć na serwerze. Wygrana? Zapowiada się znakomity wieczór. Przegrana? Wchodzimy w tryb "bez kija nie podchodź".
Objawów, że coś jest nie tak może być jednak więcej. Wielu graczy zaczyna dokładnie liczyć gry, wiele ile potrzeba zwycięstw do awansu, a ile porażek sprawi, że znów wylądują w tak zwanym "elo hell". Ten bilans masz stale zakodowany w głowie, a każda gra wprowadza do niego jedynie drobną aktualizację.
Warto też zadać sobie szczere pytanie, czy podczas gry jesteśmy jeszcze skupieni, czy już zestresowani. To dość subtelna różnica, która jednak znacząco zmienia pracę naszego umysłu. W przypadku skupienia, możemy wejść na najwyższe obroty, stres z kolei, to stąpanie po polu minowym, gdzie każdy najmniejszy błąd czy wydarzenie nie po naszej myśli, zaczyna efekt kuli śniegowej, który błyskawicznie może eskalować do głębokiej frustracji.
No i oczywiście do tego wszystkiego dochodzi klasyk czyli "nie można skończyć przegraną"... Każdą stratę rankingu trzeba odrobić, a i lepiej położyć się spać w dobrym nastroju niż podirytowanym porażką, gorzej, gdy na ten lepszy nastrój przyjdzie nam czekać do 4 bądź 5 rano...
03
Książkowy efekt Dunning-Krugera, czyli winny zawsze jest ktoś inny
W rankedach da się zauważyć jeszcze jeden, dominujący efekt psychologiczny, który jednocześnie czyni to środowisko niezwykle toksycznym. Mowa tu rzecz jasna o efekcie Dunninga-Krugera.
Mówi on o tym, że ludzie nie są w stanie do adekwatnej oceny swojego poziomu, a posiadane umiejętności najczęściej maleją wprost proporcjonalnie do posiadanego przeświadczenia o swoim skillu. Krótko mówiąc im ktoś jest słabszy, tym bardziej tego nie dostrzega.
Osoby z niższymi umiejętnościami nie mają bowiem wystarczającej wiedzy, żeby zobaczyć, czego im brakuje. Nie są w stanie dostrzec błędów, jakie popełniają. Czy nie brzmi to jak standardowy ranked, gdzie wina za przegraną zawsze leży po stronie "tego złego" junglera, snajpera czy jakiegokolwiek czynnika losowego? To Dunning-Kruger w pigułce.
Chyba nie trzeba nic więcej dodawać. Wiadomo, że 99 procent silverów, czuje się mentalnie co najmniej platyną.
04
Jeszcze ranga czy już nowa tożsamość?
Ostatnie zdanie poprzedniego akapitu brzmiało aż nadto naturalnie? Czy jednak aby na pewno tak powinno być? Czy nie lepszym określeniem byłoby zamiast "silverów" - "osób będących na randze silvera"? I oczywiście, jest to też po prostu uproszczenie języka. Nikt nie lubi klepać dłuższych formułek, gdy można użyć jednego słowa. Ale czy aby na pewno to wszystko?
Z czasem bowiem nasz ranking zaczyna coraz mocniej przenikać się z naszą tożsamością. To już nie jest wskaźnik tego jak jesteś w daną grę dobry. To wskaźnik tego, kim jesteś. "Jestem diamentem" - brzmi dumnie, ale już bycie "silverem" nie jest czymś, czym chcielibyśmy się pochwalić.
Co za tym idzie, utrata rangi jest tym bardziej dotkliwa. Tracimy wówczas cząstkę siebie. To natomiast prowadzi do absurdalnych mechanizmów. Część graczy, gdy osiągnie swoje "życiówki" w rankingach... przestaje grać. Strach przed utratą wymarzonej rangi jest bowiem dużo silniejszy, niż pokusa odpalenia ulubionej gry.
Warto wówczas się zastanowić, co tak naprawdę jest istotne. I w którym momencie wirtualna cyferka zdominowała zwyczajną chęć rozrywki.
05
Cenne narzędzie
Na koniec warto zaznaczyć - rankingi wciąż pozostaję niezwykle cennym narzędziem, które warto monitorować. Dla wielu graczy to bardzo użyteczny wskaźnik progresu i jakości ich gry.
Kluczem pozostaje jednak to, by pozostał to jedynie "wskaźnik". Nierzadko bowiem to narzędzie z czasem staje się epicentrum wszystkiego, co związane z rozgrywką, a także zaczyna realnie wpływać na emocje, czas czy w skrajnych przypadkach poczucie własnej wartości.
Dlatego też, następnym razem, jak będziesz siedział do 4 nad ranem, tylko po to, by "odbić" dwie wcześniejsze przegrane, warto zadać sobie proste pytanie: "Gram jeszcze dla siebie, czy już tylko dla tej wirtualnej cyferki przy nicku?"