Quebonafide Egzotyka
© Wojtek Koziara
Film

Quebonafide zaprasza za kulisy „Egzotyki”

Razem z Quebonafide odwiedzamy miejsca, w których powstawała jego „Egzotyka”. Dziś Australia.
Autor: Tomek Doksa
Przeczytasz w 5 minPublished on
Dla niewtajemniczonych (choć czy są tu tacy?): w listopadzie 2015 roku prezentowaliśmy wam premierowo klip „Oh My Buddha”, w lutym 2016 „quebahombre” prosto z Meksyku, a kilka miesięcy później jeszcze „Madagaskar” – wszystkie będące fragmentami realizowanego przez kilka ostatnich lat przez Quebonafide projektu „Egzotyka”.
Raper zaplanował go jako długą podróż, w ramach której odwiedził wszystkie kontynenty, spotkał się z rdzennymi mieszkańcami, poznawał egzotyczne miejsca i kultury, a przy okazji nagrywał tam nową muzykę, która ostatecznie złoży się na jego kolejny album.
Zanim ten się jednak ukaże, warto zobaczyć materiał zza kulis nowego klipu Quebonafide - „Bumerang” - który prezentujemy wam jako pierwsi. Co znaczy „Kan Ghu Ru”? O której w Australii zachodzi słońce? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w materiale poniżej.
A na premierę teledysku zapraszamy na stronę RedBull.pl już 22.05.2017.

3 min

Quebonafide Bumerang Making Of

„Bumerang” jest owocem wyprawy w najdalszy zakątek Ziemi na trasie „Egzotyki”, ale to nie Australia była ostatnim miejscem, które odwiedził Quebo przed finalizacją płyty. Dlaczego? O tym opowie wam już sam zainteresowany...
Ostatnim przystankiem na trasie „Egzotyki” okazały się Stany Zjednoczone. Na tle wszystkich krajów, które odwiedziłeś, to kraj zdecydowanie najmniej egzotyczny...
Quebonafide: Właściwie to Stany Zjednoczone wcale nie miały być ostatnim przystankiem. Z tego też względu tracklista jest ułożona w taki sposób, że mamy na niej „To nie jest hip-hop”, a następnie „Bumerang”. Mieliśmy, a właściwie ja miałem, niemałe perturbacje z wizą. Prawdę mówiąc już traciłem nadzieję, że uda się zrealizować kawałek z Nowego Jorku w ramach „Egzotyki”, a tu nagle niespodziewany zwrot akcji i szybka organizacja podróży. Faktycznie, może nie jest to super egzotyczny i zaskakujący kierunek, ale z drugiej strony, gdyby zabrakło na płycie kolebki hip-hopu, czułbym duży niedosyt.
Jak Stany wypadły na tle innych miejsc, w których byłeś?
Byliśmy tam właściwie bardzo krótko, większość czasu wtedy spędziliśmy w Kanadzie. Na pewno wrócę tam na dłuższą podroż.
Mówiłeś nam już kiedyś, że za pomysłem na „Egzotykę” stała chęć przejrzenia się w miejscach i kulturach, które wydają nam się pozornie bardzo odległe i obce? Podsumowując to teraz – z którymi miejscami i ludźmi czułeś największą więź, a gdzie czułeś się naprawdę obco?
Najłatwiej było wdrożyć się w miejsca, w których mieliśmy szansę poznać tamtejszych ludzi związanych z muzyką. Przykładem tego jest RPA, gdzie iFani pomógł nam zbliżyć się do ludzi, poznać ich kulturę i poglądy. Bardzo dobrze czułem się też wśród ludzi w Indiach. Najbardziej obcy wydał mi się Meksyk. Dorobek kulturowy jest naprawdę wart obejrzenia, ale czułem się w tym kraju trochę jak nieproszony gość. Momentami było nawet dosyć niebezpiecznie.
Quebonafide na trasie "Egzotyki"

Quebonafide na trasie "Egzotyki"

© Wojtek Koziara

Która wizyta i w którym kraju była dla ciebie najbardziej twórczo inspirująca?
Zdecydowanie Indie. Zderzenie z biedą, ogólnie realia, które zastaliśmy w Mumbaju i okolicach, dały mi ogromnego kopa do pisania. Dodatkowo, Indie to był dopiero czwarty przystanek projektu „Egozotyka” i to było pierwsze miejsce tak pozbawione globalizacji, które wtedy odwiedziłem. Być może dlatego ta właśnie wizyta tak zadziałała na mnie twórczo.
Czy jakieś miejsce odmieniło cię jako człowieka? A jakie odmieniło Quebo – artystę?
Wyjazd do Indii otworzył mi oczy na wiele spraw, szczególnie, że odwiedziłem ten kraj bezpośrednio po Dubaju, więc kontrast był naprawdę duży. Jeśli chodzi o miejsce, które odmieniło mnie jako artystę, to właściwie każda wbita pinezka miała duży wpływ na moją muzykę. Zacząłem się interesować zupełnie nowymi rzeczami, słuchać muzyki z całego świata, poznawać kuchnię, kulturę i zwyczaje z różnych zakątków.
Miałeś okazję pogrzebać w muzycznych skarbach Indii albo Meksyku? Przywiozłeś z różnych kontynentów jakieś płyty, inne nagrania?
Tak, zdecydowanie. Przy okazji każdej podróży sprawdzaliśmy lokalne sceny muzyczne. Czasem mieliśmy szczęście być bardzo blisko muzyki, np. dzięki iFani w RPA, czy śpiewając z Mariachi w Meksyku. Stamtąd przywiozłem też rapową składankę, mocny hardcore, a poza tym płytę z hitami śpiewanymi po hiszpańsku przez… minionki. (śmiech) Jeśli chodzi o pozostałe miejsca, to słuchałem dużo muzyki Bollywood, folkowych pieśni nepalskich i japońskiego rapu.
Ciekawi mnie też sam twój powrót do naszego kraju – po tym wszystkim, co zobaczyłeś dookoła świata, zderzenie z polską rzeczywistością musiało chyba zaboleć…
Właściwie to zupełnie inaczej do tego podchodziłem. Ja w Polsce czuję się bardzo dobrze, bardzo lubię tu wracać. Dzięki podróżom wiele rzeczy zacząłem tu na miejscu doceniać. Jednocześnie, ten projekt tak mnie pobudził do podróżowania, że nie mogę tu długo wytrzymać i tylko myślę o kolejnych wyjazdach.
Quebonafide na trasie "Egzotyki"

Quebonafide na trasie "Egzotyki"

© Wojtek Koziara

Czy „Egzotyka” jako projekt artystyczny kończy się dla ciebie wraz z wydaniem płyty i ewentualną trasą koncertową?
Ten projekt tak mnie uzależnił od podróżowania, że aż szkoda mi to kończyć. Planuję krótką kontynuację, w lekko zmienionej formie, połączoną z fajną akcją promocyjną. Myślę, że to będzie już definitywne zakończenie tego projektu, ale na pewno nie będzie oznaczało końca podróżowania.