Muzyka

„Quebonafide: Romantic Psycho Film”, czyli poznaj swojego idola

© Red Bull Media House
„Parę razy słyszałem, że się gubię, bo kiedyś byłem taki, a teraz jestem inny. Ale tak wygląda moje życie” – mówi Quebonafide w filmie, który jest najlepszą okazją, by przyjrzeć się raperowi z bliska.
Autor Tomek Doksa
Po ogłoszeniu premiery „Quebonafide: Romantic Psycho Film” na festiwalu Millennium Docs Against Gravity w niektórych komentarzach internautów przewijało się pytanie: „kim jest ten raper, że kręci się już o nim biografię?”. Wystarczyło jednak wczytać się lepiej w informację o filmie, by sprawdzić, że to nie biografia (ani nie film o skądinąd świetnej akcji marketingowej rapera), a zapis podróży – w głąb Azji, ale też samego siebie – w której Quebonafide szuka inspiracji do nagrania swojego kolejnego krążka. Następcy nagrodzonego Diamentową Płytą albumu „Egzotyka” (2017 r.) oraz równie diamentowej „Somy 0,5mg” Taconafide (2018 r.).
Muzyka · 2 min
Quebonafide: Romantic Psycho Film - zwiastun
Malowany dziwak z jakąś wydziaraną mordą / Też nie czaję fazy, czemu wszyscy o mnie trąbią
Quebonafide „Gazprom”
„Już przy poprzedniej płycie miałem poczucie, że poprzeczka jest tak wysoko zawieszona, jeśli chodzi o oczekiwania ludzi, że ja muszę zawiesić ją sobie jeszcze trzy razy wyżej niż wcześniej” – mówi nam z dużego ekranu Quebonafide. Ale też dodaje, że po „Egzotyce” i „Somie” wszedł w tzw. „tryb domowo-osiadły”, o czym rapuje zresztą w tytułowym numerze na nowej płycie „Romantic Psycho”: „Skończyłem trasę EKO, chciałem tylko wieczny detoks / Śmierdzieliśmy groszem, wszędzie ten przeklęty fetor / Każdy machał łapą w górze jak maneki-neko / I poczułem szczęście wreszcie, to jak leczy mnie to, miód i mleko”.
Kto choć raz siedział dłużej w domu ten wie, że po jakimś czasie nawet ukochana kanapa zaczyna uwierać, a poranna kawa nie cieszy jak kiedyś. W przypadku Quebonafide poszło o brak potrzebnych mu do działania bodźców. „Mam modny dom, jestem bogaty / Lecz cóż mi po bogactwach tych / Męczą sukcesy, męczy pustego życia szyk / Zbędna mi jest ta maskarada, bo ja bym oddać już był rad / Cały ten szum i zgiełk i czad / Za półkę, książkę, dziki sad” – jak nuci w pierwszych sekundach wyprodukowanego przez Red Bull Media House dokumentu.
Podróż jest dla mnie najwyższą formą wolności
Quebonafide
Półka, książka, sad – to zresztą ukryci bohaterowie tego dokumentu. Na półce, tyle że tej sypialnianej, w pociągu, Quebonafide przemierza kolejne kilometry na Wschód, z książką w ręku (być może nawet jedną z tych, o których nawinie później w „Jesieni” na krążku „Romantic Psycho”: „Szczeniaku, życie to nie jest Wall Street / Wydałem ten twój łańcuch na książki”), w poszukiwaniu sadów, widoków i ludzi, którzy pomogą mu się znowu „stymulować tym, co do tej pory dobrze działało”. Czyli podróżą właśnie. „Ona jest dla mnie najwyższą formą wolności, najwyższą” – podkreśla.
Quebonafide Romantic Psycho Film - zwiastun foto
Quebonafide Romantic Psycho Film - zwiastun foto
Już po wydaniu płyty „Egzotyka”, która była owocem podróży przez siedem kontynentów, Quebonafide mówił, że uzależnił się od jeżdżenia po świecie i po wizycie w Meksyku, Indiach, Madagaskarze czy Islandii, chciałby zobaczyć jeszcze m.in. Rosję, Chiny, Mongolię… Udaje mu się to właśnie między „Somą 0,5mg” a „Romantic Psycho” – podróż Koleją Transsyberyjską, w której towarzyszy mu jego hypeman KrzyKrzysztof (należy mu się wyróżnienie za rolę drugoplanową) i bitmejker FORXST (piękne zdjęcia!), z jednej strony jest ciągiem dalszym planu, by „przed 30-tką zaliczyć wszystkie kraje”, ale przede wszystkim – wyprawą w głąb samego siebie, w poszukiwaniu pomysłów na nowy album, przed którym Quebonafide zawiesił sobie poprzeczkę „trzy razy wyżej niż wcześniej”.
Siedząc w kinie i przyglądając się tej podróży, widz ma niezwykłą okazję nie tyle podejrzenia wyprawy sławnego rapera od kulis (a oglądamy go m.in. w pociągu, zagrzybionym hotelu, podziemnym studiu nagrań i na pustyni), co przede wszystkim zobaczenia, jaki jest naprawdę. Z dala od sceny, na której jednak przyjmuje określoną pozę – gwiazdora, showmana, bożyszcza tłumów – i w momentach, które z wyobrażeniem fanów o sukcesie i życiu na pełnej petardzie nie mają nic wspólnego.
Kadr z "Quebonafide: Romantic Psycho Film"
Kadr z "Quebonafide: Romantic Psycho Film"
„Dzisiaj jestem tak zmęczony, że nawet panorama tej miejscówki nie jest w stanie chyba mnie obudzić. »Historia zblazowanego rapera« – tak nazwiemy ten dokument” – szepcze Quebonafide nad brzegiem jeziora Bałkaj, do którego z Warszawy jechał ponad 6 tys. kilometrów. Ale po obejrzeniu całego filmu trudno tak o nim nawet pomyśleć. Sam siebie charakteryzuje jako „chyba najbardziej bipolarną osobę ze wszystkich, które znam”. Swoje życie nazywa „balansowaniem po grzbietach dzikich koni” i przy okazji wyznaje, ile kosztuje go nagrywanie tego dokumentu. Przysłuchując się tej wypowiedzi można zgadywać, że druga taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Dlatego warto docenić tę podróż, w którą zabiera nas gwiazdor i wsłuchać w to, co ma nam do powiedzenia.
Dźwigamy te bagaże tak jak boye hotelowi / Każdy pewnie wie lepiej już od ciebie, co masz robić
Quebonafide „ZŁOTEGLOBY”
„Bardzo przykre jest to, że ludzie czasami nie są w stanie zrozumieć, że ich zachowanie może być dla kogoś obciążeniem” – to już z kolei słowa menedżera Quebonafide, DJ IKE’a, który opowiadał nam kiedyś najdziwniejsze sytuacje, jakie dzieją się nie tylko przed i po koncertach rapera. „Na ulicy nagminnie podchodzą do niego osoby, które traktują go jak jakieś zjawisko. Nagrywają ukradkiem stories, gdy je obiad i kompletnie nie biorą pod uwagę tego, że on też ma prawo normalnie funkcjonować. Pamiętam koncerty, gdzie te granice naprawdę mocno się przesuwały – fani wlewali się przez barierki, dochodziło do jakiś wariackich scen, ludzie krzyczeli, niektórzy wręcz płakali. Musieliśmy się ewakuować z klubu, a fani później biegli nawet za moim samochodem” – wspominał.
Kadr z "Quebonafide: Romantic Psycho Film"
Kadr z "Quebonafide: Romantic Psycho Film"
„Quebonafide: Romantic Psycho Film” to przydatna lekcja dla wszystkich fanów swoich idoli. Pozwala choć na chwilę wejść w głowę człowieka, który – oczywiście na własne życzenie – każdego dnia dźwiga ciężar sławy, ale nie zawsze ma ochotę na wspólne zdjęcie, zbitą piątkę, czy szczery uśmiech. Człowieka, który poza sceną potrafi odciąć się od świata, życząc mu jak najgorzej, ale też najnormalniej w świecie zaprosić nieznajomych na karty, wódkę i śmiechy do rana. Pozwólmy mu tylko dać się zaprosić, pozwólmy mu być normalnym.