Ralph Kaminski
© Dawid Grzelak
Muzyka

To zmieniło moje życie: Ralph Kaminski

Kim dla niego jest David Bowie? A do czego niemal doprowadził go Nergal? Ralph Kaminski opowiada nam o tym, co zmieniło (lub zaraz zmieni) jego życie.
Autor: Kasia Gawęska
Przeczytasz w 10 min
Ralph Kaminski nie jest debiutantem, bo przecież ma za sobą lata pracy i – świetnie przyjęty przez krytyków, ale przede wszystkim fanów – album „Morze“. Po premierze singla „Kosmiczne energie“ wiele się jednak u niego zmieniło – z wyglądem na czele. Skąd czerpie te wszystki pomysły? Co lub kto wpłynął na to, jakim jest dziś artystą? My pytamy, Ralph opowiada o rzeczach i ludziach, którzy zmienili jego życie.

Wizerunek

Najlepszymi przykładami kreacji scenicznej są dla mnie David Bowie, Mick Jagger, Freddie Mercury. Tym właśnie powinna być sztuka. Przede wszystkim Bowie – każda nowa płyta to inny wizerunek, inna postać. Dla mnie to inspiracja, ale moje zmiany wizerunku scenicznego wychodzą ze mnie – moje alter ego. Jestem taki, jakim chciałbym być, jakim chciałbym się zobaczyć, będąc na scenie. Ma to być równocześnie intrygujące, niewygodne, czasami może niesmaczne i dziwne dla widza. Taka według mnie powinna być sztuka. Nie może być letnia.
Mówimy teraz o mnie, ale jest też mój zespół My Best Band in The World. Nie lubię, gdy na scenę wchodzi zrobiony artysta, a z boku jest jakieś śmieciowisko. Muzycznie musi się wszystko zgadzać, ale obrazek też powinien być spójny. To, że ja i mój zespół mamy podobne kostiumy, nie zaburza odbioru osobowości muzyków, bo są to osoby na tyle silne i charakterystyczne, że zmiana stroju ich nie przytłacza. Zależy mi na przedstawieniu ich sylwetek bliżej, stąd też stworzyłem osobne konto na Instagramie, gdzie pokazuję My Best Band in The World. Nikt nie jest sztucznie wykreowany, a jedynie „podrasowany”.
Nasz wizerunek to również przesłanie. Jeśli jesteś facetem – możesz malować sobie paznokcie, założyć, co tylko chcesz. Jeśli jesteś kobietą – użyj swojej super mocy! Nie musisz być najchudsza na świecie, ale pokaż się, pokaż piękne kobiece kształty, bo to twoja super power. Idealnym przykładem takiej silnej kobiety jest np. Lizzo, wokalistka, która nie ma figury modelki, ale nie boi się pokazywać. Przecież większość ludzi nie wygląda tak jak wyidealizowane gwiazdy! Bo one nie są idealne, są kreacją nierzeczywistego świata. Jestem zwolennikiem ruchu body positive. Ja też walczę, mam ogromne kompleksy i cały czas przełamuję swoje ograniczenia, bo scena to inny świat. Scena to wolność, marzenie senne, w które chcę się wprowadzać, ale bardzo chcę to oddzielić od takiego mnie, który chodzi do Biedry i jeździ ZTM. Dużo osób ma potrzebę zwrócenia na siebie uwagi, ale niewiele osób ma na to odwagę. Kiedyś starałem się to robić w życiu codziennym, na ulicy, teraz wystarcza mi to, co jest na scenie.

Mama

Pokazywanie się światu w ten sposób jest mega trudne i wcześniej nie byłoby u mnie w ogóle możliwe. Jeszcze parę lat temu, jak zacząłem studia na Akademii Muzycznej, stałem jak kołek na scenie i musiałem małymi krokami przełamywać swoje ograniczenia, które miałem w głowie. Teraz jest to dla mnie łatwiejsze, bo z biegiem czasu stałem się bardziej świadomy siebie. Nie jest już tak łatwo mnie zniszczyć. Robię wszystko na tyle świadomie, że wiem, że to się może spotkać z takim a nie innym odbiorem, że pojawi się hejt, że ktoś mnie brzydko nazwie. Ale moją siłą jest to, że jestem totalnie świadomy tego, po co to robię i wiem, że mogę to robić. Najważniejsze w sztuce według mnie jest dążenie ku wolności, bez ograniczeń, bez strachu przed tym, jak zareagują inni.
Moja mama jest dla mnie wielkim wsparciem, fanką, która ma w sobie dużo dobrego krytycyzmu. Nie pierniczy się. (śmiech) Jak jej się coś nie podoba, coś nie tak powiedziałem w wywiadzie albo nad czymś muszę popracować, to ona mi powie. Jest po prostu mamą, a na dodatek niezwykle odważną osobą. W życiu zupełnie nie jest kobietą, którą gra w teledysku do „Kosmicznych energii”. Stworzyła od początku do końca tę postać i to jest w niej niesamowite. Mam to po niej. Szczególnie mieszkając w małym mieście, jak ona, pochodząc z prowincji, podjęcie się takiego projektu, poddanie się takiej charakteryzacji – to naprawdę coś!

Podróż

Zawsze chciałem być tu, gdzie jestem teraz. Przeprowadziłem się do Warszawy dopiero po studiach, ale pragnąłem zamieszkać w dużym mieście. Nie wiem, czy to było coś, co wymagało odwagi. W wieku nastoletnim można się przeprowadzić nawet do Nowego Jorku, bo człowiek wychodzi z założenia, że raz się żyje. To było moje marzenie. Nawet mieszkając w Trójmieście i tak cały czas tęskniłem za Warszawą i chciałem tutaj mieszkać.
Jest jeszcze jedno ważne dla mnie miejsce, o którym myślę śpiewając w „Kosmicznych energiach” fragment „Chciałbym kiedyś gdzieś wyjechać z tobą”. Jestem dumny z tekstu do tego utworu, ta piosenka to ja w pigułce. W życiu jestem okropnie nieśmiały. Jeśli kogoś podziwiam, ktoś mi imponuje, wiem, że ktoś jest przepiękny i mnie onieśmiela, to strasznie się wstydzę, nie mówiąc już o tym, gdy się w kimś zauroczę. Ten fragment to marzenie o znalezieniu miłości, o wyjeździe z tą osobą. Kojarzy mi się z podróżą, w którą wybrałem się jakieś 12 lat temu z moją rodziną. Wyjechaliśmy wtedy na szwedzką wyspę Olandia. Mam marzenie, by zabrać tam ukochaną osobę. Nie wiem w sumie, czemu tam… Może to wspomnienie z nastoletnich lat? To był dla mnie przełomowy okres – niby byłem w liceum, ale wiedziałem, że opuszczę swój dom rodzinny, wejdę w wielki świat. Mimo to zawsze wiedziałem, że chciałbym tam wrócić.

Wywiad

Od jakiegoś czasu prowadzę z Arturem Rawiczem w CGMie wywiady pt. „Dwa światy”. Moim pierwszym rozmówcą był twórca logotypów zespołów metalowych. Ten wywiad nigdy się nie ukazał. Potem była długa półroczna przerwa, a następnie… Nergal. Myślałem, że dostanę zawału. Mało wiedziałem o jego świecie, podskórnie się go bałem... To mega kontrowersyjny, ale ciekawy człowiek. Tworzymy zupełnie różne rzeczy, ale mam wrażenie, że mamy podobne podejście do pracy. Podczas rozmowy byłem bardzo zestresowany, myślałem, że zemdleję. Teraz już podchodzę do tego z większym luzem.
Najwięcej kosztują mnie rozmowy z artystami, którzy nie są z mojego świata, ale dzięki nim uczę się najwięcej – otwiera mi to głowę. Na studiach potrafiłem łatwo kogoś ocenić, skrytykować, zhejtować. Nie byłem nigdy fanem Sarsy, ale poznałem ją podczas wywiadu i bardzo polubiłem. Jesteśmy z dwóch różnych bajek, ale szanuję to, co robi. Miło wspominam też spotkanie z Jackiem Cyganem. Nie wiem, czy gdyby nie te wywiady, kiedykolwiek miałbym szansę poznania takich ludzi. Po rozmowach z nimi wychodzę ze studia oświecony, z poczuciem, że się czegoś nauczyłem. Czuję mądrość, którą mi dali.

Wokalista

Pamiętam, że jak byłem mały, oglądałem bardzo dużo teledysków zespołu Queen, bo mój ojciec chrzestny miał kasetę VHS, na której były wszystkie ich klipy. Często mi je puszczał, polubiłem ich muzykę. Ale pierwszy wers „Kosmicznych energii” to bardziej Czesław Niemen – chciałem, żeby to był hołd dla niego. Inspiracją jest też dla mnie na pewno Amy Winehouse. Dzięki niej zobaczyłem, że można robić coś w stylu jazzowym, ale totalnie po swojemu. Można tworzyć piosenki na kontrastach. Ona śpiewała jak prawdziwa wokalistka jazzowa, ale wyglądała przy tym jak rock’n’rollowa laska. Pierwsza płyta Adele – też sztos. Kidy usłyszałem „Hometown Glory”, od razu wiedziałem, że chcę robić taką muzykę. To na mnie najbardziej działa: fortepian, wokal, tyle. To zawsze będzie mi najbliższe. Współcześnie na przykład taką odwagę, luz, bezpretensjonalność uosabia Harry Styles. Jest niezwykle naturalny, autentyczny.

Teledysk

Z reguły nie jestem fanem teledysków, za to uwielbiam twórczość Xaviera Dolana czy Quentina Tarantino. Lubię dziwne obrazki, w których aspekt wizualny jest bardzo ważny. „Kosmiczne energie” nie są klipem dosłownie odzwierciedlającym tekst piosenki, ale mimo to mocno się z nią łączą. Zarówno teledysk, jak i piosenka, to zderzenie się z własnymi kompleksami. Jako uczestnicy dziwnego treningu konfrontujemy się z nimi oraz z tym, co narzuca nam świat. Podświadomie chcemy być tacy, jak ludzie w social mediach – żeby zdobyć miłość, sukces, musimy tacy być. Po treningu drużyna patrzy na mnie – perfekcyjnego, „zrobionego”, wykreowanego na potrzeby telewizji. Moi koledzy mimo treningu i ciągłej walki poddają się, wracając do tego, co zwykle robią, czyli w tym przypadku symbolicznego, kompulsywnego obżerania się. Jest w tym dążeniu do ideału jakaś naiwność.

Koncert

Tego lata zagrałem na Pol’and’Rock Festival. Byłem w szoku. Myślałem, że tam nie będzie mojej publiczności, ale wszyscy śpiewali razem ze mną. Poczułem się jak gwiazdor rocka – zaczyna mi się to tak podobać, że chyba przerzucę się na heavy metal. (śmiech) To był jeden z najpiękniejszych koncertów, jakie zagrałem, chociaż najbardziej uwielbiam grać trasy klubowe. Co do koncertów innych artystów, którzy zaimponowali mi na żywo, to muszę wspomnieć o zespole The 1975 – nie znałem wcześniej jego twórczości, przez przypadek zobaczyłem ich występ na Open’erze i... się zachwyciłem. Najlepszy występ na jakim byłem to natomiast Grimes, cztery lata temu. Dobrze wspominam też MGMT na pierwszym Orange Warsaw Festival w 2009 roku. Byłem pod ogromnym wrażeniem występu Harry’ego Stylesa w O2 i Troya Sivana. No i Tom Odell zachwycił mnie cztery lata temu na Open’erze, gdy promował swoją pierwszą płytę. Miał wspaniałe chórzystki i zagrał piosenkę, o której myślałem, że ukaże się potem na jego kolejnej płycie, ale nigdy nie została wydana. Muszę ci też wyznać, że podczas koncertu Stanisławy Celińskiej i Royal String Quartet płakałem od pierwszej do ostatniej piosenki!

Fan

Dzięki muzyce wyrażam siebie, karmię swoje ego, ale z drugiej strony chcę coś zamanifestować, opowiedzieć o czymś, dodać ludziom siły. Dostałem ostatnio dużo listów na Święta. Ludzie dzielili się ze mną intymnymi problemami i historiami, z których większość zapamiętuję. Jeśli dziewczyna mówi mi, że boi się wychodzić z domu, ma stany lękowe, ja od razu ją rozumiem. Nie musi mi niczego tłumaczyć. Doceniam to, że zdobyła się na odwagę, by się tym ze mną podzielić. Mam najlepszych fanów, o jakich mógłbym prosić – mój odbiorca jest młody, ale bardzo świadomy i wrażliwy.
Takie wyznania jak to, o którym wspomniałem, nie są mi obojętne. Myślę, że w dużym stopniu z radzeniem sobie również z problemami innych ludzi pomaga mi terapia, w której jestem od dwóch lat. Im dalej w las, tym bardziej widzę potrzebę chronienia siebie, swojego wnętrza, stawiania granic. Ile mogę dać ludziom? Przecież oddaję im moją prawdę, historię, rozbudzam emocje, zapraszam ich do mojego życia. Nie powinienem robić więcej.
Mój wizerunek to także rodzaj zbroi. Są twórcy, którzy są tacy sami na scenie i w życiu. To jest piękne, ale na ten moment nie mógłbym tak żyć. Jeśli robiłbym muzykę o tym, że wstałem rano i poszedłem po bułki do piekarni, to możliwe, że byłoby to łatwiejsze, ale są takie dwie piosenki na mojej nadchodzącej płycie, że naprawdę mam obawy przed ich opublikowaniem. A zaśpiewać je na żywo? To dopiero będzie trudność.
Muzyka · 1 min
Red Bull SoundClash: Grubson vs. Zalewski