PixARK
© Snail Games
Gry

Życie to nie bajka, a PixARK... nie Minecraft!

Byłoby lepiej, gdyby PixARK nazwany został... "PixAGRRR".
Autor: Michał Pajda
Przeczytasz w 6 minPublished on
Nie pałam największą miłością do gier, w których głównym celem protagonisty jest przetrwanie w nieprzychylnym dla niego środowisku. Przy kilku tytułach, które kładą nacisk na szeroko rozumiany survival, bawiłem się jednak całkiem nieźle - do najlepszych produkcji tego typu mógłbym zaliczyć The Forest (z wszystkimi jego błędami i niezbyt rozgarniętym AI przeciwników). Przyznam się też, że liznąłem kiedyś nieco Minecrafta - nie będę się z tym krył, bo to przecież (chyba) nie grzech, prawda?
Do tej pory, niestety, nie miałem przyjemności pograć w Ark: Survival Evolved - substytutem musiały być dla mnie youtube'owe gameplaye z tej gry, przez które z niecierpliwością wyczekiwałem, aż nadarzy się okazja, by w tytuł ten pograć samemu choćby przez krótką chwilę. Sposobność taka nie pojawiała się jednak na horyzoncie, więc po czasie o grze zapomniałem - aż do czasu, gdy zapowiedziano PixARK - uproszczoną wersję survivalu z dinozaurami, który w swych założeniach miał być przeznaczoną "dla najmłodszych" wariacją Ark: Survival Evolved i... Minecrafta. Z tego połączenia nie wyszło jednak studiu Snail Games nic dobrego.
Już teraz - żeby nie budować przesadnego suspensu - zdradzę, że PixARK okazał się być dla mnie największym rozczarowaniem tego roku (przynajmniej na chwilę pisania tej recenzji, bo w kalendarzu wydawniczym jeszcze wiele premier gier, które okazać mogą się niewypałami), pomimo faktu, że pokładałem w nim całkiem duże nadzieje. Do zagrania zachęcała przede wszystkim oprawa wizualna, która korelowała z tworem Mojang AB (mowa o Minecrafcie) - twórcy jednak nie poszli po linii najmniejszego oporu, ale postawili na zupełnie nową jakość, dlatego PixARK nie jest kolejnym klonem gry Markusa "Notcha" Perssona. Snail Games postawiło na powiew świeżości w tej materii - czego efekty widać na jakichkolwiek materiałach z gry.
Jest kolorowo i klockowo, co daje efekt ponadprzeciętnie uroczo wykreowanego świata. Mamy kanciaste postaci bohaterów odzianych w równie kanciaste ubrania i mierzących się z równie kanciastą fauną i florą - z którą to z kolei muszą się zmierzyć, aby zapewnić sobie bezpieczny, równie kanciasty byt. Na wstępie może i tytuł ten spodoba się niemal każdemu. Tylko... co z tego, jeśli jest to jedyna z zalet PixARKu, a dziwny zawód odczuwamy już w kilkanaście-dziesiąt minut po rozpoczęciu rozgrywki (a przecież docelowo powinna ona wystarczyć na setki godzin wciągającej zabawy, jak na survivalowego sandboksa przystało)?
PixARK

PixARK

© Snail Games

Nie jest dobrze w klockowym świecie

To nie tak, że wyłączyłem PixARK po kilkunastu minutach "zabawy", by zabrać się za pisanie recenzji. Do ogrania gry Snail Games próbowałem podchodzić co najmniej kilkukrotnie! Za pierwszym razem podjąłem się grania z przesadnym entuzjazmem - co było niemałym błędem. Później jednak miałem z tytułem tym styczność jeszcze kilka razy, aby na chłodno zweryfikować co w tej grze niezbyt dobrze działa. Konkludując można powiedzieć, że... wszystko - PixARK w obecnej formie wygląda, jak gdyby funkcjonował jeszcze w ramach Early Accessu.
Szybko okazuje się, że nawet pochwalona wcześniej grafika jest swego rodzaju iluzją, która ma na celu zwerbowanie młodszej części graczy do cyklu ARK. W założeniach miała to być bowiem bardziej przystępna wersja Survival Evolved - jednak... nie jest. Sztuka ta deweloperom nie wyszła przede wszystkim ze względu na przejrzystość wszystkiego, co w PixARK można zrobić - kuleje tu chociażby całkowicie nieczytelny ekran rozwoju statystyk postaci oraz jej umiejętności wytwarzania przedmiotów. Podobnie bowiem, jak w przypadku Survival Evolved, tak i tutaj gracze - wraz z każdym nowym poziomem postaci odblokowywanym przez doświadczenie zbierane w różny sposób (od zbieractwa i rzemieślnictwa przez likwidację pałętających się tu i ówdzie gadów) - zdobywają specjalne punkty, dzięki którym mogą odblokowywać umiejętność craftingu konkretnych przedmiotów. Łatwo w systemie odnajdą się ci, którzy z ARK - oraz jego specyficznym systemem nauki - mieli już kontakt w SE, jednak do tej grupy nie zaliczałbym dzieci, z myślą o których tytuł ten został przecież stworzony.
PixARK

PixARK

© Snail Games

Problemy z czytelnością PixARKa piętrzą się jednak dalej - chociażby przez nieintuicyjnie zaprojektowane ekrany ekwipunku, skrzyń i wspomnianego już craftingu. Surowców (oraz innych gadżetów, które ma pod ręką protagonista) nie da się szeregować w łatwy i schludny sposób - zapomnijcie również o katalogowaniu ich w prosty sposób według pomysłu gracza. Wszystko to odbywa się topornie i czasami okazuje się, że najzwyczajniej w świecie nie działa. W połączeniu z kompletnie nieczytelnymi schematami przedmiotów (brak chociażby podświetlania surowców, które potrzebne są do stworzenia danej rzeczy) skazuje gracza - dodajmy, że dorosłego - na rzucanie pod nosem nieustających wulgaryzmów. Tego typu problemów jest jednak więcej - tytuł kompletnie nie został przystosowany dla młodszego odbiorcy, który odbije się od gry nie wiedząc co w niej można robić. Ja nie wiedziałem. Dowiedziałem się po dłuższej chwili, ale zbudowanie prostej chaty jednoizbowej zajęło mi prawie dwie godziny (w porównaniu z Minecraftem, gdzie podobną konstrukcję można postawić w przeciągu maksymalnie sześciu minut). Tak nie powinna działać gra dedykowana najmłodszym!
I można się tak pastwić nad błędami, ale po co - kiedy gra ma też niewłaściwie zaprojektowane elementy - jak chociażby irytujące dinozaury, które działają tylko w dwóch trybach: "szwendania się wszędzie w losowych kierunkach" oraz "atakowania wszystkiego, co podejdzie za blisko". I zdaję sobie sprawę, że to nie tytuł, w którym zwierzęta będą miały wszczepione zaawansowane AI imitujące rytm życia oraz reakcje na inne organizmy, godzinę itd., ale... zwierząt (zarówno roślinożerców, jak i mięsożerców) jest tu od groma, a na podstawowych ustawieniach świata potykamy się o nie niemal na każdym kroku, co wygląda trochę tak, jak gdyby gracza wrzucono do mini-zoo, w którym ma bawić się ze zwierzątkami. Drażni to i odrzuca - ale może tym chcieli twórcy skompensować młodemu odbiorcy inne braki PixARKA?
PixARK

PixARK

© Snail Games

I tak można się pastwić nad PixARKiem, wymieniając kolejne elementy, które ewidentnie nie działają, bo zostały nieprzemyślane lub źle zaimplementowane. Tylko... po co? To po prostu nienajlepsza gra - szczególnie, jeśli myślimy nad jej zakupem dla młodszego gracza - z mało klarowną i toporną mechaniką. Szukając prezentu dla pociechy lepiej obejrzeć się za Minecraftem, który jest mniej przekombinowany i przebajerzony, ale odnajdą się w nim zarówno dzieciaki, jak i także domorośli konstruktorzy, którym marzy się wirtualna rekonstrukcja Katedry Notre Dame. Minecraft-król wciąż dzierży berło klockowej władzy, a PixARK rozpatrywać należy raczej w formie ciekawostki dla YouTuberów lub zagorzałych miłośników ARK: Survival Evolved.