LekkoatletykaTriathlon

Rekord świata w potrójnym ironmanie w liczbach

© teamkaras.pl
Autor Krystian Walczak
Robert Karaś, który został mistrzem i rekordzistą świata Triple Ultra Triathlon zdradził nam szczegóły sukcesu, o którym mówi cała Polska.
„Powoli dochodzę do siebie. Ale ciągle jestem mega przyćmiony. Nie wiem, czy nie miałem lekkiego udaru na tym wyścigu. Czuję się strasznie! Nie jest to ani ulga, ani radość. Nigdy nie miałem takiego stanu” – powiedział Robert Karaś dwa dni po zakończeniu zawodów Triple Ultra Triathlon rozegranych w niemieckiej miejscowości Lensahn. Na nieprawdopodobnie długim dystansie 11,4 km pływania, 540 km jazdy na rowerze i 126,6 km biegu, na samą myśl o którym najwytrwalszych miłośników triathlonu wszystko boli, ustanowił nowy rekord świata. Jego wynik 30 godzin 48 minut i 57 sekund jest nowym rekordem świata – prawie o godzinę lepszym od poprzedniego, ustanowionego w 2003 roku.
Podium niskie, bo zwycięzca pewnie zwykle ma problem żeby na nie wejść ;)
Podium niskie, bo zwycięzca pewnie zwykle ma problem żeby na nie wejść ;)
„Szczerze mówiąc, w dwóch wyścigach myślałem, że jestem skrajnie wyczerpany, ale tylko tak myślałem. Po tym, co się teraz wydarzyło, wiem, że tamto to była pestka! Ostatnie 100 km spędziłem poza komfortem. Na pewno zadecydowała o tym pogoda, a nie przygotowanie. Ciężko jest przez dwa dni, kiedy jest ponad 30 stopni w cieniu, a prawie 50 na słońcu, ochłodzić się, nawadniać, czy szybko jechać w kasku czasowym, w którym głowa wręcz płonie” – relacjonował. Czy zatem powtórzyłby to? „Nigdy! Ale nie muszę. Osiągnąłem swoje marzenie, swój cel. Chciałem zostać mistrzem świata w ultra i to się stało. Trzeba wrócić na IRONMANA, popracować nad prędkościami, ścigać się na krótszym dystansie, gdzie nie będę musiał tego przeżywać. Dużo mnie to nauczyło. Teraz żaden ciężki trening, czy zawody nie będą ciężkie, bo wiem, jakie inne kryzysy można przeżywać. Fajnie, że będę się mógł zajmować czymś, dla mnie, łatwiejszym” – podsumował i podzielił się przeróżnymi, niezwykle ciekawymi liczbami dotyczącymi swojego startu.

4 osoby

„W moim teamie były cztery osoby: moja żona Natalia Karaś, Piotr Benewiat (jedyny trener, z którym współpracuje Robert, jest odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne, pracuje z nim na siłowni), Adrian Rudaś i Janisz Borczyk. Cały team odpowiadał za odżywianie i schładzanie. Janisz jest moim mechanikiem, więc czuwał też nad rowerem. Kibicował mi również mój piesek, który jest na większości zawodów :)”.
Team Karaś
Team Karaś

20 kg lodu

Tyle Team Karaś zużył do schłodzenia swojego zawodnika.
Chłodzenie potrzebne nawet w wodzie
Chłodzenie potrzebne nawet w wodzie

100 kubeczków plastikowych

W kubeczkach Robert dostawał jedzenie. „Miałem ze sobą 10l zupy (papki, mussu). Rosół z wołowiną, ryżem i cukinią oraz to samo w wersji pomidorowej. Oczywiście nie zjadłem tego wszystkiego. Spożyłem około 4l. Tym razem, jakoś wyjątkowo nie wchodziły mi mięsne smaki. Musu owocowego zjadłem około 5l. Były to jabłka, gruszki, borówki, maliny, a do tego ryż, banany, miód i oliwa. Truskawki i maliny były w postaci mrożonych smoothies, razem około 5l. Każda porcja jedzenia była podawana w kubeczkach po około 100-150ml”.
Stanowisko polskiego teamu
Stanowisko polskiego teamu

15 bidonów

„W trakcie wyścigu poszło ok 150l wody - do picia i do polewania się. Ale miałem również izo, colę i Red Bulla. Wszystko mieszane z wodą. Około 6:00 rano, na biegu nie miałem ochoty na jedzenie, za to wyjątkowo zasmakowały mi zimne soczki owocowe dla dzieci. Wypiłem ich ok 30 sztuk po 250 ml każdy”.
Robert na rowerze
Robert na rowerze

4 kawałki pizzy

„Podczas tego wyścigu miałem ochotę na pizzę, więc support musiał modyfikować menu”.
Dobry team to podstawa
Dobry team to podstawa

2 krótkie przerwy

„W trakcie wyścigu nie spałem w ogóle. Na pływaniu, co 2 km, zatrzymywałem się na żywienie - na dosłownie 10, 15 sekund. W trakcie roweru zatrzymałem się raz, około 21:00, na 2 minuty, żeby przyczepić lampki. W tym czasie korzystałem również z toalety. Na biegu zatrzymałem się 4 razy na chłodzenie lodem i krótki masaż. Wiem, że pod względem zdrowotnym to nie był dobry pomysł, jednak moja głowa tego potrzebowała”.
"Moja głowa tego potrzebowała"
"Moja głowa tego potrzebowała"

1 rower i 1 specjalnie zaprojektowany strój triathlonowy

Całą część kolarską Robert pokonał w jednym stroju startowym, choć w zapasie miał jeszcze dwa. Strój został specjalnie zaprojektowany i uszyty z materiału, dzięki któremu można zaoszczędzić 20W w stosunku do tradycyjnego kolarskiego zestawu. Miał też specjalną wkładkę, z którą przejechał te 540 km. Dobra wiadomość dla innych jest taka, że stroje te w przyszłości mają być dostępne dla każdego w sklepie Olimpius. „Kask zmieniałem w trakcie wyścigu na drugi. Całą trasę pokonałem w jednych butach kolarskich, choć miałem dwie pary. Przebierałem się dopiero w trakcie biegu, sporo się chłodziłem. Ciuchy były bardzo mokre, więc nad ranem, około 5:00 zmieniłem koszulkę, spodenki i buty. Bieg zacząłem w starych butach, a potem zmieniłem je na nowe”.
Robert Karaś
Robert Karaś

0,5 opakowania

„Zużyłem około pół opakowania Trislide (dop. środku na otarcia dla triathlonistów). Do tego dwa razy używałem zasypki, pudru do stóp”.

3 zegarki sportowe i wielka niewiadoma

Pomimo kontrolowania parametrów wysiłku przez Roberta, jego średnie tętno pozostanie nieznane. „Rok temu zmieniłem trochę podejście i odrzucam wszystkie aktywności po treningu. Nie zapisuję ich. Nie sugeruje się tętnem od paru lat. Na treningach polegam na mocy na rowerze, a na pływaniu i podczas biegania na prędkości”.
Warto dodać, że dla bezpieczeństwa, zawodnicy mieli do pokonania 67 ośmiokilometrowych pętli na rowerze i 96 niespełna półtorakilometrowych pętli na biegu. Pływanie odbywało się na basenie.