Żużel
Robert Lambert: „To najlepszy czas w moim życiu”
W tym roku Lambert wywalczył mistrzostwo świata, drużynowe mistrzostwo Polski i mistrzostwo Wielkiej Brytanii. A przed nim jeszcze… największe wyzwanie!
Robert Lambert ma za sobą perfekcyjny sezon. Zgarnął wszystkie najważniejsze trofea, włącznie z tytułem Indywidualnego Mistrza Świata FIM. Opowiedział nam o tym, zdradził co czuł po finale SGP i jak podchodzi do największego wyzwania, które go czeka – ojcostwa.
Czujesz się spełniony po takim sezonie?
Robert Lambert: Za mną naprawdę genialne tygodnie, które były najlepszym sportowym podsumowaniem tego roku. Nie wyobrażam sobie, by mogło to się ułożyć lepiej. Chwile, kiedy zdajesz sobie sprawę, że ciężka praca, którą wykonałeś, przynosi tak wspaniałe owoce, są naprawdę wyjątkowe. Życie sportowca jest bardzo intensywne, ale też zmienne – to naturalne, że mamy górki i doły, bo nie da się wygrywać bez przerwy. Kiedy przychodzi okres, w którym tak wiele planów przynosi efekt i realizujesz tak wiele ambitnych celów, to jest niesamowite. Mistrzostwo świata i wygrana z Toruniem w mistrzostwach Polski dały mi w krótkim czasie ogromną satysfakcję.
Jak wyglądał twój tydzień poprzedzający ostatni, finałowy turniej Speedway Grand Prix w Toruniu? Dołożyłeś do swoich przygotowań coś szczególnego?
Raczej nie. Nie jestem zwolennikiem rewolucyjnych zmian, szczególnie w okresie, kiedy wszystko idzie zgodnie z planem. Jakieś nowości mogłyby tylko zaburzyć mój normalny rytm, który przecież doskonale się sprawdzał. Starałem się zachować spokój i funkcjonować zupełnie normalnie. Nie chciałem za dużo myśleć o decydujących zawodach, żeby nie przegiąć z motywacją i mobilizacją. Zadbałem o odpoczynek, relaks i czystą głowę, by tego decydującego wieczora być wyspanym, świeżym i gotowym. Czas pokazał, że postąpiłem słusznie.
Pewnie każdy tytuł mistrzowski smakuje wyjątkowo. Multimedaliści wspominają po latach, że ten pierwszy jest jednak szczególny, niezależnie od tego, w jakich okolicznościach został zdobyty. Ty wywalczyłeś złoto w finale, jakiego nie było nigdy w historii! W ostatnim wyścigu sezonu wzięło udział trzech zawodników, którzy mogli sięgnąć po złoto. Trudno to sobie nawet wyobrazić. Jaką satysfakcję dała ci wygrana w tak unikalnych zawodach?
Ogromną. Bezapelacyjnie. To było coś absolutnie niewypowiedzianego! Taki układ pokazał też, jak pasjonujący może być sam cykl Speedway Grand Prix. Ta seria jest w stanie wygenerować niesamowite horrory. Już przed rokiem, kiedy Bartek Zmarzlik pokonał Brady’ego Kurtza o punkt w klasyfikacji generalnej, wydawało się, że bardziej dramatycznie już być nie może. A tu proszę, kolejny sezon przynosi jeszcze większą dramaturgię!
Jak na gorąco zareagowałeś na swój największy sukces w karierze?
Szczerze? Nie bardzo pamiętam (śmiech). Ładunek emocjonalny był tak potężny, że niezbyt dokładnie pamiętam, co działo się tuż po mistrzowskim wyścigu. Na pewno jeździłem dookoła, cieszyłem się i chciałem w jednej chwili być w kilku miejscach, żeby podziękować wielu ważnym dla mnie ludziom. To była czysta euforia, zabrakło mi tchu i nie wiem dokładnie, co czułem. Analiza tego, co osiągnąłem przyszła później – wtedy, na torze, to była po prostu dzika radość. Wszystko zagrało w tym turnieju perfekcyjnie i byłbym rozczarowany, gdyby wynik był inny.
Czy to, że finałowy turniej odbywał się w Toruniu, na twoim ligowym stadionie, miało znaczenie?
Bardzo duże. Czułem ogromne wsparcie z trybun, choć zdawałem sobie sprawę, że pewnie połowa stadionu kibicowała Bartkowi Zmarzlikowi, naprawdę duża część mnie, a jeszcze inni byli rozdarci i liczyli pewnie po prostu na ciekawe zawody. Na pewno było ekstremalnie głośno, tej atmosfery nie zapomnę nigdy. Cieszę się, że mój sukces mogło przeżyć tak wielu ludzi, którzy mi kibicowali. Toruń jest dla mnie wyjątkowy, to moje miasto i mój klub, więc nie mogłem sobie wyobrazić lepszych okoliczności.
Jak zmieni się żużlowiec Robert Lambert po tym sukcesie?
Pewnie będę miał jeszcze więcej pewności siebie i spokoju w najważniejszych momentach. Zawsze twardo stąpałem po ziemi i nie chciałbym, żeby to się zmieniło. Mam świadomość, że to jest sport i będąc na szczycie nie da się już wejść wyżej – można tylko spaść w dół, czasem bardzo boleśnie. Zrobię wszystko, żeby tak się nie stało. Jeszcze bardziej skupię się na ciężkiej pracy i będę chciał być jeszcze lepszy. Żużel bardzo się zmienia i nie można zatrzymać się choćby na chwilę. Stanie w miejscu oznacza cofanie się. Trzeba stale się rozwijać, śledzić zmiany i podążać za nimi w mądry sposób, że pozostać w grze o najwyższe cele.
A jak zmieni się Robert jako człowiek?
Mam nadzieję i zrobię wszystko, żeby wcale się nie zmienił. Wiem, ile pracy mnie to wszystko kosztowało i że w kluczowych momentach pokazałem najlepszą wersję siebie, a skoro tak – nonsensem byłoby coś zmieniać. Nie wyobrażam sobie, żebym nagle zaczął zadzierać noc, stał się wyniosły, czy arogancki. To byłaby katastrofa.
Sporo jednak się zmieni, bo w listopadzie pierwszy raz w życiu zostaniesz ojcem…
Tak… I to jest fantastyczne. Nasza córka przyjdzie na świat w domu mistrza świata – nieźle brzmi, prawda? Po finale SGP i finale PGE Ekstraligi przestawiłem się na inny vibe. Teraz absolutnie najważniejsza jest moja rodzina i na tym skupiam się całkowicie. Sportowo osiągnąłem największy sukces w karierze, ale przede mną jeszcze ważniejsze, ludzkie wyzwania. Razem z Julią zrobimy wszystko, by sprawdzić się w roli rodziców.
Czujesz, że przeżywasz właśnie najważniejszy czas w swoim życiu?
Bez dwóch zdań. Byłem już mistrzem Europy i wicemistrzem świata, ale ten sezon pod względem sportowym przebił wszystko. Zostałem mistrzem świata, wygrałem PGE Ekstraligę z Toruniem i wywalczyłem mistrzostwo Wielkiej Brytanii. W cyklu Grand Prix wygrałem trzy z czterech ostatnich turniejów, pokazałem więc, że byłem optymalnie przygotowany na najważniejszą część roku. Do tego za chwilę powiększy się moja rodzina. Tak, to zdecydowanie najbardziej ekscytujący czas w moim życiu.