Roman Ficek na mecie GSB
© Szczytografia
Ultramaratony

Nowy rekord! 500 km w 107 h w polskich górach – rozmowa z Romanem Fickiem

Główny Szlak Beskidzki ma nowego rekordzistę. Roman Ficek biegnąc bez wsparcia pobił rekord Rafała Bielawy i opowiedział nam o tym.
Autor Krystian Walczak
Polskie szlaki mają swoje rekordy biegowe. Roman Ficek pobił ten najsłynniejszy i to w nie najłatwiejszym stylu. Przebiegł Główny Szlak Beskidzki w 107 godzin i 25 minut w wersji self-supported – nie korzystając z pomocy teamu przygotowującego jedzenie, czy przepakowującego plecak co kilkanaście kilometrów. Wystartował 28 czerwca rano z Wołosatego, a do Ustronia dotarł 2 lipca wieczorem – dzień przed swoimi urodzinami. Jadł i spał korzystając z infrastruktury turystycznej tego czerwonego szlaku. Miał śmiałe zamierzenie zejścia z wynikiem poniżej 100 godzin, jednak ten ambitny plan, w warunkach panujących aktualnie w górach okazał się nierealny do zrealizowania. Mimo tego Roman odniósł olbrzymi sukces. Nie tylko pobił rekord biegu bez wsparcia zespołu, ale też wykręcił najlepszy czas w ogóle. Poprzedni rekord w formule ze wsparciem, Rafała Bielawy z 2017 roku, wynosił 108 godzin i 55 minut. Roman prowadził live’y na swoim Facebooku, miejscami na trasie dołączali do niego przyjaciele i znajomi. „Kropkę” na mapie śledziło wiele osób. Chyba jeszcze żadna próba bicia rekordu GSB nie przykuła tak dużej uwagi.
Wszyscy byli ze mną, wierzyli, że mi się uda i kibicowali od serca
Roman Ficek
Roman Ficek podczas próby bicia rekordu GSB
Roman Ficek na Głównym Szlaku Beskidzkim
Łuk Karpat, który przebiegłeś w zeszłym roku, to było biegowe marzenie, twoja biegowa podróż. Tutaj, na GSB mieliśmy do czynienia przede wszystkim z próbą bicia rekordu, którą śledziło mnóstwo osób. No i udało się! Jak wrażenia?
Jestem przeszczęśliwy. Choć nie zmieściłem się w stu godzinach, sam fakt, że pobiłem dwa rekordy – bo zarówno ten bez wsparcia, jak i ze wsparciem – sprawia, że jestem przeszczęśliwy. Także to, że w ogóle udało mi się przetrwać tę próbę, przetrwać na tym szlaku, to jest dla mnie wielki sukces i kolejne, wspaniałe osiągnięcie.

Roman Ficek o biegowym rekordzie Głównego Szlaku Beskidzkiego

Czy po tym wszystkim, z perspektywy, oceniasz, że wybór kierunku przebiegnięcia GSB – ze wschodu na zachód – był właściwy w kwestii rozłożenia sił?
Ciężko powiedzieć. Najpierw przebiegłem 200 km przez błota i moczary, jakie stanowił Beskid Niski. Dopiero po 250 km, gdzieś w połowie trasy, w miarę wysuszyłem skarpetki i buty. Startując z drugiej strony, może biegłbym w suchych butach, ale potem wpadłbym w błoto, które mogłoby mnie zmęczyć. Może to był dobry wybór, że świeże siły wykorzystałem na całe Bieszczady i Beskid Niski…
Takie są polskie góry. Zawsze gdzieś jest błoto i są kałuże.
Roman Ficek
Roman Ficek biegnie wzdłuż Głównego Szlaku Beskidzkiego
Roman Ficek na GSB
Czy często musiałeś biec podczas burzy – tych przetoczyło się ostatnio sporo?
W Bieszczadach zbiegłem z Połonin akurat, gdy nadchodziła burza. W okolicach Jasła lekko mnie skropiło i tyle. W Beskidzie Niskim padało zanim ruszyłem. W okolicach Chyrowej przeszła taka ulewa, że ze zwykłych potoków porobiły się potężne rzeki. Jeszcze dzień wcześniej miałbym pewnie problem, żeby przez nie przejść. To niesamowite, co mogą zrobić dwie burze, które wystąpią w podobnym czasie. Ale mi udało się pomykać pomiędzy nimi – albo była przede mną, albo już za mną. Mamy nagrania jakie zniszczenia wywołał żywioł. W Beskidzie Sądeckim i w Gorcach przypaliło mnie słońce. Było bardzo gorąco. Buty, które wcześniej miałem oblepione błotem, zalane wodą i wypełnione piaskiem, teraz były jak garnki, w których gotowały się moje stopy. W Żywieckim też było słoneczko, a na końcu, w Beskidzie Śląskim, o 5:00 rano, pod Pilskiem, na Hali Miziowej dorwała mnie burza i tam mi dolało pierwszy raz. Na szczycie Stożka, 20 km od mety dobiła mnie kolejna burza z gradem.
Roman Ficek biegnie wzdłuż Głównego Szlaku Beskidzkiego po rekord
Górskie potoki stały się trudniejsze do przebycia
Czy sądzisz, że na przykład na jesieni, mógłbyś poprawić ten rekord?
Nie wiem, czy jesień to jest dobra pora, bo noce są już pół na pół z dniem. W tej chwili ciemno jest tylko przez sześć godzin dziennie. We wrześniu jest też zimniej. Rano, nawet na Babiej Górze, już mogą pojawiać się przymrozki. Trzeba mieć ze sobą więcej ciuchów, a to się wiąże z cięższym plecakiem. Nie jest też powiedziane, że we wrześniu będzie super pogoda, bo może być tak jak teraz, albo i gorzej. Wakacje to jest dobry termin. Najgorsze są burze i ulewy. Ale takie są polskie góry. Zawsze gdzieś jest błoto i są kałuże. Teraz to było spotęgowane razy trzy, albo cztery. Ale taki jest ten szlak. To nie są Tatry, gdzie woda spływa po skale i zaraz wszystko jest suche. W większości takie mamy góry – trochę błotniste.
Roman Ficek pobił rekord Głównego Szlaku Beskidzkiego. Tak wyglądały jego stopy.
Stopy Romana Ficka dostały w kość
Ciężko byłoby wybrać lepszy termin.
Troszkę mógłbym jeszcze przesunąć termin, ale gdy już go ustaliłem, to nie chciałem nic przestawiać. Szkoda czasu. Przygotowałem się i chciałem działać. Nie było tornad, ani innych rzeczy, które mogłyby przesunąć start. Przede wszystkim nie lało mi na głowę 24h/dobę, także nie było najgorzej.
Roman Ficek nocą na Głównym Szlaku Beskidzkim
Roman nie korzystał z pomocy supportującego go teamu
Miałeś mieć rywala, ale w ostatniej chwili się wycofał. Wystraszył się ciebie, czy pogody?
Rafał (Kot – dop.) stwierdził, że pogoda jest bardzo zła, że ludzie cały czas piszą, że jest masakra, pełno błota i nie ma szans na rekord. Obserwując pogodę, widząc co się dzieje, stwierdził, że rezygnuje i pobiegnie jesienią. Taka była jego decyzja.
Gdy usłyszysz dobre słowo, możesz przez następne kilka, a nawet kilkadziesiąt kilometrów biec z tą energią, którą od kogoś dostałeś
Roman Ficek
Początek trasy był najtrudniejszy - Roman Ficek na GSB
Chłodzenie nóg w fontannie

Bieg Głównym Szlakiem Beskidzkim śledzili ludzie w całej Polsce

Dużo osób śledziło tę „kropkę na mapie”, która pokazywała twoją pozycję, ale ta „kropka” z lokalizatora wyświetlająca się na stronie internetowej miała dość dużą bezwładność i niektórzy mogliby pomyśleć, że miejscami ścinałeś…
Celowo GPS był ustawiony na sygnał co 10 minut. Miał spore opóźnienie i ktoś rzeczywiście mógłby tak pomyśleć. Tymczasem chodziło to, żeby wytrzymał 120 godzin, żebym nie musiał się martwić o jego ładowanie, bo bym nie nadążył robić tego wszystkiego. Czasem miałem 1,5 czy 2 godziny na sen i do tego musiałem zjeść, naładować telefon oraz zegarek i przebrać się. Przy tak wielkim zmęczeniu i niewyspaniu, ogarnięcie tak wielu rzeczy na raz nie jest proste. Ale nawet pomimo tych ustawień, bateria skończyła się na Czantorii, na 10 km przed metą.
Wsparcie było, ale głównie mentalne. Roman Ficek na trasie GSB
Na trasie ludzie dołączali do Romana
Co planujesz teraz?
Podczas kolejnej wyprawy, równie wielkiej co Łuk Karpat, chciałbym przebiec Norwegię od najdalej wysuniętego punktu na północ po ten najbardziej wysunięty na południe, poniżej Oslo. Byłby to bieg przez skandynawskie góry. Być może nie jest to projekt na 2021 rok, ale w 2022 powinno się udać go zorganizować. Muszę też odpocząć psychicznie po tych wyprawach, bo to jest też wielkie obciążenie głowy. To wyzwanie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne.
Powinno być łatwiej zorganizować kolejną wyprawę, bo zainteresowanie GSB było bardzo duże.
Zdziwiłem się nim strasznie, bo było pełno komentarzy, kibice śledzili „kropkę”. Po drodze moja siostra Karolina, Łukasz Malinowski (operator kamery – dop.), czy Jakub Jaszczuk, czytali mi komentarze. „Jesteś dla mnie super inspiracją” – takie dodawały mi otuchy i wsparcia. Często się uśmiechałem, wzruszałem, no i biegłem do przodu. Dostawałem zapas siły na kolejne kilometry. Bardzo się cieszę, że tak to wyglądało. Wszyscy byli ze mną, wierzyli, że mi się uda i kibicowali od serca.

Tak Roman biegł Łukiem Karpat:

Ultramaratony · 1 min
Roman Ficek w Górach Fogaraskich
Biegnąc prowadziłeś live’y na Facebooku, rozmawiałeś z ludźmi, udzielałeś wywiadów. Może byłoby jeszcze szybciej, gdybyś tego nie robił. Dzwonił do ciebie między innymi dziennikarz Łukasz Grass. Nie przeszkadzał po drodze?
(śmiech) Akurat nie dzwonił do mnie z wywiadem, ale Łukasz Grass zadzwonił do mnie by mnie wesprzeć dobrym słowem, dodać mi siły i otuchy, także kilka telefonów od niego odebrałem. Wierzył we mnie bardzo. Takie rozmowy w zasadzie tylko pomagają. Jeśli na chwilkę wyciągniesz telefon, odbierzesz i parę sekund, czy nawet minutę pobiegniesz wolniej, to nic się nie stanie. Bo gdy usłyszysz dobre słowo, możesz przez następne kilka, a nawet kilkadziesiąt kilometrów biec z tą energią, którą od kogoś dostałeś.