O ten wywiad starałem się naprawdę długi czas, bo postanowiłeś, że nie będziesz rozmawiać z mediami. Pytanie brzmi: dlaczego?
Sarius: Było kilka powodów. Przede wszystkim za każdym razem dochodziłem do wniosku, że to często takie gadanie o płytach, a ja miałem potrzebę wyrażenia czegoś głębszego. Kamyczkiem do mojego ogródka jest to, że bywałem na wywiadach nietrzeźwy, w jakiś sposób je lekceważyłem lata temu. Do tego jąkałem się, sam nie byłem w stanie tego słuchać i oglądać. Uznałem, że po prostu nie lubię tej formy kontaktu. Ale coś się u mnie zmieniło, może faktycznie ją polubię. Przez te ostatnie trzy lata pooglądałem wnikliwie rozmowy, przeanalizowałem je. Myślę też, że kiedyś wielokrotnie nie miałem za wiele do powiedzenia.
2 min
Czym dla ciebie jest hip-hop? Raperzy odpowiadają
W jakim sensie?
Nie byłem jeszcze ustabilizowany w swoich poglądach, nawet te dwa lata wstecz. Płonąłem wewnętrznie, lawa jeszcze nie ostygła. Teraz moje życie się znormalizowało. Mam o czym pogadać, a jeśli jeszcze ludzie pragną, bym podzielił się ze światem swoimi myślami poza samą muzyką – oto jestem.
A czy to nie jest trochę tak, że nawet będąc w poważnych wytwórniach, nie otrzaskałeś się medialnie, bo nikt ci w tym rzetelnie nie pomógł?
Nie chcę zabrzmieć jak pyszałek, bo przecież sam nie prowadzę wielkiej wytwórni, ale zrobiłbym to wszystko inaczej. Powinno się wziąć takiego młodzika i powiedzieć mu o właściwym zachowaniu w trakcie rozmów, zaznaczyć co się opłaca, a co nie. Ale też wiesz, ja cały ten okres traktuję jak przygotowanie do startu. Właściwą karierę zacząłem za sprawą płyty „Antihype”. Jestem oczywiście wdzięczny Asfaltowi za wspólne chwile, choćby za trasę z Ostrym, natomiast nie czuję, żeby ten etap miał wielki wpływ na moje życie i moją karierę. Najwięcej dał mi czas, gdy byłem już zdany tylko na siebie.
Skoro pierwsza część była swego rodzaju debiutem to czy druga, dopiero co wydana, jest pewnym przełomem?
I tak, i nie. Na pewno starałem się na przestrzeni nowego krążka podsumować moją podróż po opuszczeniu Asfaltu, tak, by zamknąć rozdział i móc raz a dobrze otworzyć nowy. Chciałem, żeby ta wędrówka była słyszalna i w tekstach, i w muzyce, dlatego całość jest tak mocno zróżnicowana. Nie celowałem za to w zyskanie rzeszy nowych słuchaczy. Nie ukrywam jednak, że jeśli ktoś chciałby się zainteresować moją twórczością, to ta przekrojowa płyta powinna mu pomóc. Można dzięki niej skumać mój vibe. Chcę teraz zapisać nową kartę, dlatego przeniosłem się na kilka miesięcy do Warszawy – to dało mi nową energię pozwalającą na nowe ruchy. Cieszy mnie to, że kiedyś pisano mi: mam podobne problemy, a teraz: dzięki za motywację.
Twoja dyskografia wydaje się dość logiczna. Początkowo byłeś agresywny i ironiczny, potem nastał czas bólu, a obecnie niby jest radość, ale i podskórny smutek.
Powiem wprost: jestem szczęśliwszy, bo zmieniły mi się warunki materialne. Poczułem spokój. Ciężko było go czuć, gdy nocowało się na stercie ubrań w kącie pokoju ziomka. Z drugiej strony tym albumem zaznaczam, że pieniądze szczęścia nie dają, mimo że w „Jutrzence” rapuję o pierwszym zarobionym milionie. Dalej jest we mnie trudna do wyrażenia niezgoda. Czuję niezrozumienie. Owszem, żyje mi się łatwiej, ale mam swoje zmartwienia.
2 min
Bo liczy się przekaz - raperzy mówią, o czym rapują
Kali, Paluch, Gedz, VNM, Sarius, Bedoes, OKI, Bisz, AVI, Eros oraz Kizo mówią, o czym rapują.
Zawsze było słychać u ciebie napięcie, ale jak tak rozmawiamy, to wydaje mi się, że faktycznie jesteś pogodny jak nigdy wcześniej.
Mogę sobie pozwolić na to, by spokojnie przyjechać do Warszawy na wywiady. Obudziłem się w pięciogwiazdkowym hotelu ze SPA i basenem. Rano się wyluzowałem i trochę poćwiczyłem. Założyłem wygodne ciuchy i spryskałem się dobrymi perfumami. Ludzie mnie szanują i zbijają mi piony. Przeprowadziłem parę rozmów z fajnymi ziomkami, a teraz siedzimy sobie w knajpie, pijemy drinka i również fajnie gadamy. To nie przewózka, tylko stwierdzenie faktów. Myślę sobie: czy ja naprawdę mam się czym aż tak przejmować?
Pytanie, jak twoi słuchacze podejdą do radosnego ciebie.
Jeśli ktoś jest moim prawdziwym słuchaczem, to najzwyczajniej w świecie będzie go cieszyć moje szczęście. Tak po prostu.
Dużo raperów, którzy nawijają głównie smutne teksty, mówiło mi, że nie umieją pisać, gdy czują, że mają mało trosk tu i teraz. Też tak masz?
Zupełnie nie. Pisałem, gdy nie miałem nic. Pisałem, gdy umierali mi bliscy. Pisałem, gdy rodziły się nowe szanse i nadzieje. Pisanie to ja. Rozmawiam o tym bez kompleksów, bo nie mam sobie nic do zarzucenia.
Bez dwóch zdań: mocno eksponujesz swoje emocje słuchaczom, jak choćby w nowym „29 lutego”. Nigdy nie pomyślałeś, że może mówisz jednak za dużo?
Jest taki poziom popularności, że twoja rodzina przestaje mówić: on tam coś sobie rapuje i jednocześnie przestaje mieć to w dupie, tylko zaczyna dostawać propsy od znajomych. Wtedy ty zaczynasz mieć kocioł w głowie, zaczyna dochodzić do ciebie, że nastolatki mają cię za jakiś autorytet, a koleżanki mamy mówią, że ma bardzo dobrego syna. Po nagraniu utworu nie przejmuję się już tym, jak kto go odbierze, a jeśli jednak odczuwam jakąś silniejszą presję w głowie to znieczulam się winem. No i też od zawsze ubieram rzeczy w takiej metafory, dzięki którym niewiele osób może dokładnie rozkminić, o co lub o kogo chodzi.
To taktyka obronna? Może ktoś bliski powiedział ci, że mu przykro, że coś nagrałeś?
Nigdy tak się nie stało. Za to parę mam zwróciło mi uwagę, że najebany gadałem jakieś rzeczy na instastory tuż po koncercie. Ale hej, też jestem zwyczajnie człowiekiem!
Ciekawe jest to, że tak naprawdę poszedłeś finansowo do przodu wtedy, gdy zrobiłeś sobie swego rodzaju przerwę wydawniczą. Nie było cię prawie dwa lata, a do tej pory wypuszczałeś coś rok w rok.
Koncepcja tej płyty powstała podczas tej przerwy. Przez obostrzenia wszystko się przedłużało, nie chciałem wydawać albumu, gdy nie będę mógł nawet go słuchaczom podpisać. Nowe numery nakładały się na starsze, dużo myślałem, dusiłem się w tym sosie. W końcu stwierdziłem, że trzeba te kawałki zebrać do kupy i rozrysować wspomnianą wcześniej podróż. Tu nawet goście odwzorowują moją drogę – jest ulica, jest artyzm, jest ironia.
No właśnie, nagrałeś choćby z TPS-em, co nie było takie oczywiste. Choć kiedyś miałeś uliczny sznyt.
Dokładnie, mam uliczne korzenie z racji dzielnicy, z której pochodzę.
No tak, częstochowskie Tysiąclecie...
Dokładnie. Nie czuję się skrępowany w towarzystwie osób, które uważam za swoje, za normalne.
Nie jest tajemnicą, że z tego samego rejonu co ty jest Żyto, który niedawno wrócił do gry. Nagrywka z nim chyba także wpasowałaby się w ten pomysł przelotu po karierze.
Ba, nawet przecięliśmy się kiedyś muzycznie na krążku z Soulpetem, ale teraz nie mamy kontaktu. Nie chodzi o to, że wyszły jakieś kwasy, po prostu każdy robi swoje. Obaj jesteśmy typami, którzy nie mają w zwyczaju pisać do ludzi na zasadzie: „Co tam u ciebie? Okej? Git”. Wolę się z kimś spotkać nawet raz na pół roku, zaje*ać trzydniowy melanż i pogadać o wszystkim niż wisieć na telefonie. Nie mam ciśnienia na wspólne rzeczy, za to cieszę się, że mu dobrze idzie. Zajebista sprawa z tym malarstwem.
Na ostatnim do niedawna materiale nie było gości. A teraz nie dość, że są, to jeszcze pojawiło się – inaczej niż zwykle – wielu producentów. Nie ma jednak choćby Gibbsa, z którym długo współpracowałeś.
Nie no, on poszedł w swoją stronę, ja w swoją. Nie ma między nami spiny. Mam nadzieję, że niedługo przestaną nas o siebie pytać, bo przecież nie jesteśmy rodzeństwem. Zrobiliśmy razem cztery płyty i tyle. Ile można też działać z jednym gościem? Faktycznie jednak dwójka to pierwszy album, gdy działam z tyloma producentami – okazało się, że daje mi to ogromną frajdę. Trzymanie pieczy nad całością albumu i dbanie o jego różnorodność to świetna sprawa. Mam swoją wizję i nie muszę jej z nikim konsultować. Cóż, każdy raper to egoista.
A ostatnio niemal każdy raper z Polski ma u siebie drillowy podkład. Ty również.
Kiedy ten numer powstał, to wydawał mi się świeży. Później jednak miałem już obiekcje, bo sam drill mi się znudził. To dobry track, ale powinien wyjść wcześniej. Bity w tej stylistyce są jednak do siebie bardzo podobne. Inna sprawa, że ostatnio prawie nie słucham rapu. Leci mi Boiler Room, electro. A już oldschoolowe imprezy maksymalnie mi się przejadły. Jak słyszę „Still D.R.E.” czy „The Next Episode” to chce mi się rzygać. Bo chcę patrzeć w przyszłość.
No tak, zaprosiłeś choćby Mery Spolsky czy Baranovski, postacie dość szeroko rozpoznawalne i kojarzone z innymi kręgami muzycznymi. Planujesz popowy materiał?
Na razie nie. Odrzuca mnie otoczka – duże koncerny kreują marionetki, nie za wiele możesz zrobić sam. Poznałem laureatów talent shows i to, jakimi oni są spętani kontraktami... To jest śmiech, po prostu śmiech. Nierzadko lepiej nie wygrać czegoś niż wygrać. Zmiana dziedziny może się jednak zdarzyć, bo mam pewien plan.
Jaki?
Chciałbym zgubić jeszcze pięć, może 10 kilo i spróbować sił w aktorstwie. Będę siedział w Warszawie i próbował z tym ruszyć, jednocześnie nagrywając nową płytę. Na niej nie będzie szczególnych szaleństw, ale mam już pomysł na płytę britpopową, bo bardzo lubię Oasis. Będą melodie połączone z moim rockowym sznytem. Wyjadę w góry, zaadaptuję studio, nagram to w siedem dni.
2 min
Raperzy podają wers, z którego są najbardziej dumni
Nie wybiegajmy za daleko w przyszłość – na razie pogadajmy o aktorstwie. Co cię w nim pociąga?
Zacząłem być raperem, gdy miałem 11 lat. To wtedy napisałem pierwszy numer, którego refren brzmiał: chociaż mam tylko 11 lat, to i tak moja muza opanuje świat. W przedszkolu byłem za to zajebistym aktorem, z zajebistą dykcją. Wiesz, grałem Józefa, same największe role. Czasem aż mnie to denerwowało, bo rówieśnicy mogli sobie grać pasterzy...
Albo drzewa...
Właśnie. Nawet prosiłem panią, żeby raz na jakiś czas dawała mi coś mniejszego, ale jednak bardzo to lubiłem. Potem starałem się przełożyć to na klipy, a zagrałem chyba w 50. Myślę, że dobrze umiem oddawać emocje, no i jednak czuję, że w dzieciństwie mogłem zrobić więcej w kwestii rozwoju wokalu. W podstawówce z miejsca chciano mnie wziąć do chóru, ale byłem gościem, który grał w piłkę, więc koledzy by tego nie zrozumieli. Moje śpiewanie to nadal blues, takie zdzieranie gardła. Nigdy nie zapisałem się na lekcje.
W tamtych czasach, podczas występów, ani razu nie poczułeś się skrępowany?
Nie no, był stres, ale rekompensowała go wyjątkowość – byłeś zwalniany z lekcji, specjalnie traktowany. Lubiłem też moment, w którym mogłem wziąć presję za mordę, wziąć wdech i wyjść na scenę. Tak samo jest na koncertach.
Czyli ciągle, mimo tylu lat, towarzyszy ci trema?
Jasne, że tak. Stary, to jest w ogóle śmieszne, opowiem ci. Ostatnio byłem na festiwalu w po lockdownie. Dzień wcześniej mieliśmy próby i poszły super, bo wiadomo – zebrało się grono starszych stażem ziomali. Miałem już wcześniej solowy koncert, więc odmroziłem się pod względem występów po lockdownie. Za to nawet u starszych kolegów z branży zaobserwowałem niecodzienną napinkę. Niby chodzimy i się śmiejemy, ale każdy patrzy po kątach i w głąb siebie. Nie było luzu takiego jak zawsze.
Przed tobą intensywny czas, związany z wyjazdami do 30 miejsc. Stolica będzie chyba dobrą bazą wypadową.
Niby tak, ale serio, chodzi głównie o spróbowanie sił w innym fachu. Sama stolica to nie mój klimat.
Jest zbyt szybka?
Nie, chodzi o mentalność, zupełnie nie moją. Mam tu wielu dobrych kolegów i tych przyjezdnych, i rdzennych warszawiaków. Dużo jest tu jednak zje*aństwa i amatorów życia na pokaz, a przodują w tym przyjezdni pajace. To taka pogoń napędzana materializmem w najgłupszy sposób – nie chodzi nawet o to, by mieć jak najwięcej mieszkań, tylko jak najdroższy sweter. Nie przemawia to do mnie.
Zabrzmiałeś jak ktoś, kogo nie zepsuły pieniądze. Ale czy tak jest faktycznie?
Zepsuły, zepsuły. Nie da się zarobić większej gotówki i w żaden sposób się nie zmienić. Tylko że tutaj spotkania są na pokaz, tylko po to, by nakręcić instastory, wszystko jest skorelowane z mediami społecznościowymi. W końcu nie wiesz, czy się spotykasz z ziomkiem, by pogadać czy żeby zrobić content. Wszędzie można się natknąć na takie zachowania, ale tutaj, przez bycie centrum show-biznesu, jest tego więcej.
No tak, ty sam – mimo tych jedynek na OLiS-ie – przemykasz raczej gdzieś obok tego naszego rynku.
Dobrze powiedział mi kiedyś Słoń – o nas się nie mówi, bo nie jesteśmy atrakcyjni dla zjebów, którzy chcieliby nas ułożyć, żebyśmy tańczyli, jak nam zagrają. Zawsze będziemy na uboczu. Robimy swoje po cichu i mi to odpowiada. Idą za nami liczby i słuchacze, ale wiadomo, lepiej promować swoich przydupasów.
Ani trochę cię to nie uwiera? Latami pozostawałeś niedoceniony, masz obecnie prawo się ciskać.
Lubię atencję, to część występowania na scenie. W pewnym momencie, gdy osiągniesz cel, o którym marzyłeś i to się zepnie z efektem materialnym, to wydzielają się hormony, przez które przestawia ci się w bani – wybaczyłem wszystkim wrogom, skupiam się na tym, by dobrze żyć. Nikomu nie zazdroszczę, wszystkim dobrze życzę, niech każdy będzie zdrowy. Złogi jadu wyparowały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
No i jeszcze na dokładkę rozbudowujesz label – niedawno dołączył do niego Feno. Czujesz się już wydawcą pełną gębą?
Przyjęliśmy go w szeregi, ale jest niezależnym artystą, trudno przegapić jego pomysł na siebie. Po prostu się lubimy, kontakt złapaliśmy od początku, bo nasza pierwsza rozmowa, odbyta lata temu, dotyczyła Marylin Mansona. Pasuje do nas, w sam materiał się nie wpier*alam. Może poczuję się wydawcą pełną gębą, gdy poznam małolata z Częstochowy, zabiorę go do studia, dam mu wskazówki i odmienię jego życie. Mówię o kimś abstrakcyjnym, bo nikogo takiego dotąd nie znalazłem. Zwyczajnie chciałbym komuś pomóc. Nie oczekuję wdzięczności, ale to musi być bardzo przyjemne – patrzeć na sukces osoby, którą wrzuciło się do gry.
Muszę jednak podpytać o ten transfer. Hashashins nie miało z nim problemu?
Szczerze? Mam to w dupie, nie moja sprawa. Ale z tego, co wiem, ma wszystko wyjaśnione z Deysem, nie wnikałem w to jakoś specjalnie. Wszyscy jesteśmy dorośli.
Jeśli dobrze rozumiem, to chciałbyś na razie poprzestać na tym jednym graczu?
Chętnie bym jeszcze kogoś przyjął, ale... nikt mi nie siedzi.
Aż tak? Czemu?
Jak już masz kogoś wziąć do siebie, to musi cię oczarować aż tak! Jeśli ktoś taki się trafi, to od razu zaproszę go do siebie. Nie chcę rozkręcać kanału na YouTubie, tylko zrobić mocną ekipę i grać kiedyś festiwale w cztery, pięć składów. Młodzi ludzie mają teraz straszne ciśnienie na przebicie się, każdy chce być raperem albo youtuberem i przez to słyszę naśladowanie stylów. Sporo osób naśladuje też mnie stylem bitu, głosem. Nie mam 47 lat, żeby kontraktować kogoś takiego. Na razie ma być unikat. Myślę, że jest dużo takich ludzi, ale na razie na nich nie trafiłem.
Skoro zaczęliśmy od braku wywiadów, to i tym zakończmy – czy Q&A mogą zastąpić rozmowę taką jak choćby ta?
To dobre pytanie. Mam grupę na Facebooku, którą można porównać do wyje*anie wielkiej izby, w której każdy może zadać mi pytanie i ja na nie odpowiem, gdy znajdę czas. Nie o wszystkim można tam jednak ze mną pogadać. O moim życiu prywatnym wiadomo bardzo niewiele, chronię je, jak mogę. Z tej wspomnianej izby nie da się przejść do osobnego pokoju, w którym siedzą moi przyjaciele.
Naprawdę nikomu się nie udało tego zrobić?
Na palcach jednej reki policzę ludzi, którzy byli moimi słuchaczami, a stali się dobrymi kolegami. Trzeba patrzeć, komu się ufa.