Mateusza Kaprzyka
© mat. prywatne
F1

Simracing: Ty też możesz powalczyć z Verstappenem!

Jak zacząć przygodę z simracingiem i co zrobić, aby kiedyś zmierzyć się z gwiazdą F1 Maxem Verstappenem? Zapytaliśmy o to Mateusza Kaprzyka, kierowcę rywalizującego zarówno w sieci, jak i w “realu”.
Autor: Mateusz Kaprzyk
Przeczytasz w 8 min
Mateusz Kaprzyk jest 18-letnim kierowcą wyścigowym z Katowic, który w sezonie 2020 wystartuje w mistrzostwach Włoch Formuły 4. Przygodę z motorsportem zaczynał od kartingu w wieku ośmiu lat. Na swoim koncie ma m.in. tytuł kartingowego mistrza Polski sezonu 2017 oraz starty w światowych finałach serii Rotax i Rok Cup. Rok temu ścigał się w serii Porsche Sprint Challenge Central Europe, w której za kierownicą 425-konnego Porsche Caymana GT4 stanął na podium w swoim pierwszym wyścigu, a także w europejskich mistrzostwach samochodów prototypowych LMP3.
Mateusz Kaprzyk w prototypie LMP3 podczas testów na torze w Walencji

Mateusz Kaprzyk w prototypie LMP3 na torze w Walencji

© mat. prywatne

Czy sprzęt czyni mistrza simracingu?

Od trzech lat simracing jest dla mnie kluczowym elementem przygotowań do “realnego” sezonu i od samego początku miał służyć do profesjonalnego treningu, a nie tylko dobrej zabawy.
Podobnie jest w przypadku wielu innych kierowców, także tych z Formuły 1, co pokazują ostatnie tygodnie. Max Verstappen czy Lando Norris praktycznie nie wysiadają z symulatorów, jednocześnie nieustannie transmitując wyścigi na swoich kanałach na Twitchu czy YouTubie.
Zestawy, z których korzystają warte są tyle, co dobry samochód, ale by porządnie potrenować, konkurencyjnie się pościgać a przy tym świetnie się bawić, wystarczy równowartość zbiornika paliwa.
Wielu czołowych kierowców pokazywało w ostatnim czasie swoje zestawy i okazywało się, że to zwykła kierownica ze średniej półki przymocowana do biurka. Zresztą, nawet Robert Kubica wspominał niedawno, że woził ze sobą taką kierownicę i laptopa, aby w wolnych chwilach jeździć wirtualnie w hotelu podczas weekendów F1!
Jeśli jednak symulator ma służyć do czegoś więcej, niż tylko dobrej zabawy, warto zainwestować w profesjonalną kierownicę np. Fanatec czy Thrustmaster oraz ramę z fotelem, pedałami i oczywiście jak najmocniejszy komputer. Ja korzystam z profesjonalnego, robionego na zamówienie zestawu z hydraulicznymi pedałami.
Mateusz Kaprzyk trenujący w simracingu

Sprzęt simracingowy Mateusza Kaprzyka

© mat. prywatne

Do tego dochodzi też przede wszystkim to, co ktoś mógłby nazwać ”grą”, ale to określenie absolutnie nietrafione. Gra to np. acrade’owy Need for Speed, podczas gdy platformy, z których głównie korzystam, czyli iRacing i Asetto Corsa, to profesjonalne symulatory z laserowo skanowanymi torami, zaawansowaną telemetrią i bardzo realnym odwzorowaniem modelu jazdy.
Zaczynałem przygodę z simracingiem jeszcze gdy startowałem w kartingu, a doświadczenie “wirtualne” bardzo mi pomogło, gdy po raz pierwszy przetestowałem prototyp LMP3 na torze F1 w Barcelonie pod koniec 2018 roku.
Co prawda symulator nie przygotuje cię na przeciążenia, choć są także symulatory dynamiczne, ale już samo odwzorowanie toru i znajomość punktów referencyjnych pozwoliła zaoszczędzić ładnych kilka okrążeń.

Simracing – jak zacząć?

Jeśli zaczynasz całkowicie od zera, na początek dobrym rozwiązaniem będzie np. oficjalna gra F1, która jest przystępniejsza niż bardziej symulacyjna Asetto Corsa. Z kolei iRacing to już platforma typowo dla kierowców, którzy ścigają się “na serio”. Mając doświadczenie wyniesione z kartingu było mi łatwiej i szybko złapałem o co chodzi w iRacing, ale dla kogoś zaczynającego od zera ta platforma może być nieco przytłaczająca, bo naprawdę jest dość trudna.
Mateusz Kaprzyk w bolidzie F4 ekipy AS Motorsport podczas testów na torze Adria

Mateusz Kaprzyk podczas testów bolidu F4 ekipy AS Motorsport

© mat. prywatne

Przygodę z simracingiem najlepiej zacząć dokładnie tak samo, jak ze ściganiem w realu; od słabszych lig i samochodów. Bardzo często kierowcy z małym doświadczeniem chcą wsiadać w najmocniejsze auta, z którymi później sobie nie radzą.
Samochody o mniejszych mocach pozwalają nauczyć się precyzji i powtarzalności, a także wykorzystywania każdego centymetra toru. Jednocześnie nie przytłaczają nadmiarem mocy. Z drugiej strony, kiedy tej mocy brakuje, każdy błąd jest jeszcze bardziej kosztowny, więc warto najpierw odrobić tę lekcję.
Od strony technicznej na pewno nie można zapominać o włączeniu force feedback, czyli wibracji kierownicy. Niekoniecznie na najwyższy poziom, ale na tyle, by czuć przez ręce co się dzieje z samochodem.

Na co zwracać uwagę?

Jeśli chodzi o technikę jazdy, to tak samo jak w realu, musisz skupić się na precyzji i wyjściach z zakrętów. Wielu kierowców przykłada zbyt dużą wagę do jak najpóźniejszego hamowania, przez co psuje wyjście z zakrętów, a to właśnie tam można zyskać lub stracić najwięcej czasu.
W nauce torów: punktów hamowania i linii przejazdu pomaga oglądanie najlepszych, zarówno podczas powtórek, jak i po włączaniu “duchów” podczas swojej jazdy. Ja akurat tego nie lubię. Nie chcę być rozpraszany i wolę maksymalny realizm, ale na początku to na pewno bardzo pomaga. Podobnie jak jazda za kimś.
Tak samo warto oglądać to, co i jak robią tacy kierowcy jak wspomniani już Lando Norris czy Max Verstappen, od których można się wiele nauczyć. Gdy już zaczniesz jeździć, będziesz wiedział na co zwracać uwagę i co podpatrywać gdy oglądasz jazdę innych, szybszych kierowców. To sporo daje.

2 min

Wirtualne okrążenie toru Albert Park

Max Verstappen pokazuje, jak wygląda okrążenie toru Albert Park w Melbourne tuż przed startem GP Australii.

angielski

Z kolei podczas samych wyścigów musisz być bardzo, ale to bardzo cierpliwy. Czasami - szczególnie zaraz po starcie z dalszej pozycji wiesz, że możesz przejechać dany zakręt dwa razy szybciej niż inni, ale masz przed sobą dziesięciu innych kierowców i nie ma szans, abyś wyprzedził ich wszystkich w jednym zakręcie.
Zamiast więc ryzykować “dzwonem” i praktycznie końcem wyścigu już na pierwszym okrążeniu, planuj z wyprzedzeniem kolejne manewry kilka zakrętów, a czasami nawet okrążeń do przodu. No i walcz czysto!
Wiele platform, jak iRacing czy Gran Turismo Sport, klasyfikuje kierowców nie tylko według tempa i pozycji, ale też tego jak “czysto” jeżdżą, więc jeśli chcesz trafiać do wyścigów z najlepszymi, musisz trzymać poziom, nawet jeśli inni jeżdżą jak szaleni.
Oczywiście im wyższy poziom, tym trudniej dotrzymać kroku liderom, więc w pewnym momencie nie ma już mowy o zdejmowaniu nogi z gazu.

Jak trenować do rywalizacji w simracingu?

Brak przeciążeń sprawia, że jazda w symulatorze nie jest może tak wymagająca jak w realu, ale nadal potrafi dawać się we znaki. Kardio jest bardzo ważne, bo gdy pojawia się zmęczenie, pojawiają się też niepotrzebne błędy. Przydaje się więc bieganie czy jazda rowerem, ale także trening siłowy, głównie skupiony na rękach.
Jeśli chodzi o samą jazdę w symulatorze to korzystam z pomocy świetnego trenera, Dawida Nowakowskiego, mistrza świata w simracingu. Trenujemy razem dwa razy w tygodniu po ok. 90 minut. Analizujemy moje przejazdy i telemetrię, porównując ją z danymi z przejazdów Dawida.
Telemetria w simracingu

Telemetria w simracingu

© mat. prywatne Mateusza Kaprzyka

Dużo jeżdżę także sam. Średnio w sumie 8-10 godzin tygodniowo. To nie tylko wyścigi, ale także treningi. Kilometry są bardzo ważne, więc najważniejsze jest jeździć dużo, ale też mądrze; mieć plan, wyciągać wnioski, analizować.
W tym roku będę startował w mistrzostwach Włoch Formuły 4, ale niestety w iRacing nie ma bolidów F4, więc jeżdżę głównie Formułą Renault i Formułą 3. Od czasu do czasu także prototypami LMP2 i ogólnie głównie autami z dużym dociskiem, choć lubię także czasami wskoczyć np. do Audi R8 GT3.
Simracing pomaga w przygotowaniach do prawdziwego ścigania

Simracing pomaga w przygotowaniach do prawdziwego ścigania

© mat. prywatne

Co zrobić, by osiągać lepsze wyniki w simracingu?

Oglądaj powtórki i onboardy, analizuj jazdę i… znajdź trenera. Simracing jest bardzo popularny, a przy tym także całkiem przystępny. Żeby być w czołówce, trzeba więc prezentować naprawdę wysoki poziom.
To powoduje, że jest wielu kierowców, którzy są świetnymi simracerami i trenerami, choć czasami nie mają dużego doświadczenia wyścigowego w “realu” albo wręcz nie mają go wcale. Sporo czasu potrzeba także aby rozgryźć telemetrię i tutaj także przydaje się doświadczenie trenera.

Czy simracing jest na fali?

Sytuacja na świecie sprawiła, że simracing jest w ostatnich tygodniach bardzo popularny. Czołowi kierowcy nie mogą ścigać się w “realu”, więc rywalizują wirtualnie, co śledzi coraz więcej kibiców. Już nie tylko w internecie, ale i na antenach sportowych czy motoryzacyjnych stacji telewizyjnych. Właśnie ruszyły oficjalne mistrzostwa Polski w simracingu. Z kolei czołowi kierowcy F1, F2 i F3 rywalizują w iRacing w bardzo mocnych seriach. Sam mam nadzieję, że w maju uda mi się powalczyć z nimi w jednej z nich, ale o tym więcej wkrótce.
Świetną robotę w promocji simracingu robią także wspomniani już Max Verstappen, Lando Norris czy Charles Leclerc. Wielu simracerów wie, że nigdy nie uda im się powalczyć z nimi na prawdziwym torze, dlatego próbują swoich sił wirtualnie.
Liczba kierowców będących w danej chwili online w iRacing poszła w ostatnim czasie mocno w górę. Trudno się dziwić. Tak jak wspomniałem na początku, może się okazać, że po zakupie kierownicy za kilka stówek i odrobinie dobrze przepracowanych treningów, nagle staniesz wirtualnie do walki z kierowcami z czołówki F1. To już nie tylko świetna zabawa i ogromna frajda, ale także duża satysfakcja.
W końcu kto z nas nie chciałby powalczyć z Maxem Verstappenem i pokonać gwiazdy Red Bull Racing na torze wyścigowym? Nawet jeśli “tylko” wirtualnym.