Zaprzyjaźniony z nami serwis StuntersBlog tym razem serwuje na naszych łamach rozmowę z odkryciem polskiej sceny z roku 2012. Paweł przesiadł się wtedy z poczciwego i znanego dobrze wszystkim Simsona S51 na prawdziwy czterocylindrowy motocykl. To, co pokazał później dowiodło, że jest jednym z najlepszych polskich zawodników. Zapraszamy do lektury!
Jak to było z początkami twojej przygody ze stuntem?
Paweł Karbownik: Zaczęło się od tego, co stało w garażu, czyli Simsona S51. Pierwsze treningi na tym zupełnie nie przystosowanym do ekstremalnej jazdy motorowerze zacząłem w 2008 roku. A pierwszym celem, jaki sobie postawiłem, była nauka jazdy na tylnym kole. Z czasem szło coraz lepiej, robiłem postępy, a poczciwy Simson wyglądał coraz gorzej, dochodziły nowe wzmocnienia ramy i spawy, aż po rok 2011, gdy nadszedł czas na zmiany…
Czy to, czego nauczyłeś się na Simsonie, a umówmy się, że jest to bardzo trudny motocykl do zabawy w stunt, pomogło w późniejszych treningach już na CBR?
Zgadza się, jazda na Simsonie dała mi podstawę, a nawet całkiem dobry poziom w umiejętnościach. Po przesiadce na CBR 600 F4i musiałem tylko przestawić się na inną wagę i moc. Doszły również nowe triki, których musiałem uczyć się od podstaw. Chodzi m.in. o palenie gumy, drift i jazda przy większej prędkości na jednym kole.
Czyli można polecić poczciwego Simsona młodym osobom zaczynającym przygodę ze stuntem?
Młodej osobie na pierwszy motocykl Simsona nie polecam. Jest to jednak pojazd starej konstrukcji, bez powalających hamulców czy mocy. Jeśli ktoś chce zaczynać naukę stuntu, to polecam japoński motocykl typu Honda CBR125 lub jakąś 250-tkę. Za podobne pieniądze można kupić motocykl, który ma o wiele lepsze zawieszenie, hamulce i wytrzymalszy silnik nie wymagający tyle naprawy.
Prezentujesz ogromny wachlarz tricków, jakie z nich są najtrudniejsze?
Najtrudniejsze są te, których nie potrafię zrobić albo nie mam ich jeszcze „wyjeżdżonych” przez odpowiednią ilością czasu. Dla mnie najtrudniejsze są kompilacje i łączenie trików w całość, ponieważ każdy musi być perfekcyjnie wykonany, by kolejny po nim wyszedł również dobrze.
A subiektywnie, które są twoje ulubione?
Akrobacje. Czuje się pewnie, gdy jadę na głowie i mogę dodatkowo jeszcze spalić gumę lub pomachać jedną ręką.
Powróćmy do minionego sezonu, bardzo dla ciebie udanego. Czego się nauczyłeś i co najbardziej utkwiło w pamięci?
Ubiegły sezon zaliczam do udanych, i to mimo kontuzji nadgarstka i miesiąca w gipsie. Nauczyłem się kilku rzeczy, poznałem wielu ludzi oraz zwiedziłem trochę świata. W pamięci utkwił mi wyjazd do Dubaju. Świetna przygoda i na dodatek zająłem tam świetne drugie miejsce na mistrzostwach świata.
Jakie plany na 2018 rok?
20 stycznia zacząłem od zawodów we Włoszech, udało się zacząć solidnym drugim miejscem. W lutym zaczynamy przygotowanie motocykli do sezonu, a od marca będę startować na pełnym ogniu z treningami, pokazami i zawodami, by poprawić osiągnięcia z ubiegłego roku. Mam nadzieję, że za rok będę mógł się pochwalić już samymi sukcesami.
Trzymamy kciuki, aby tak właśnie się stało. A co z motocyklem? Planujesz zmiany? Ostatnio przymierzałeś się do GSX-Ra 750. Sądząc po materiale, jaki publikowałeś w tamtym czasie, całkiem nieźle się „dogadywaliście”, jak na pierwsze treningi. Czemu zrezygnowałeś z dalszej jazdy na nim?
Odbyłem kilka treningów na Suzuki K4 750. Ale nie jest to motocykl dla mnie ze względu na moc, która jest trudna do ogarnięcia podczas niektórych ewolucji. Ma fajną agresję – rewelacyjnie się nim driftuje czy robi stoppie, ale w technicznych trickach trzeba się namęczyć. Delikatny ruch manetki gazu podczas kręcenia cyrkli skutkuje mocnym szarpnięciem co utrudnia znacząco jazdę. Postanowiłem sezon 2018 spędzić w dalszym ciągu na CBR F4i, ponieważ jest elastyczna pod każdym względem i lepiej mi się jeździ niż na „gixxie”.
Paweł, dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki za sezon 2018.
Dziękuję i do zobaczenia!
* * *
Materiał powstał przy współpracy ze StuntersBlog
