„Dla mnie ten festiwal to coś niesamowitego. Zdecydowanie numer jeden w Polsce – przede wszystkim muzycznie, bo to są moje klimaty, ale nie tylko. Mam przyjemność pracować przy tym festiwalu, widzę, jak to wszystko się buduje, co i kto za tym stoi, i to wszystko nie ma w Polsce porównania. Sunrise to niesamowite wydarzenie i niepowtarzalna atmosfera – ale nie przekona się o tym ten, kto nigdy tam nie przyjedzie” – mówi od lat związany z kołobrzeską imprezą DJ Diabllo aka Coorby, żywa legenda klubowego grania w Polsce (blisko 30 lat za konsoletą!).
Wszystko zaczęło się dokładnie dwadzieścia lat temu. DJ Kris wymyślił sobie wtedy, że zorganizuje w klubie Miami Nice w Mielnie imprezę, którą 25 lipca będzie świętować swoje imieniny. Impreza nie dość, że się przyjęła, to jeszcze po kilku latach wymagała znalezienia nowej lokalizacji, bo zainteresowanie przerosło oczekiwania samego solenizanta. W 2003 roku „Imieniny Krisa” zorganizowano więc w kołobrzeskim Amfiteatrze, a chwilę później kilkudniowa impreza przyjęła nazwę Sunrise with Ekwador – bo w jej organizacji pomagał kultowy klub Ekwador w Manieczkach. Wtedy machina ruszyła na dobre. Każdy didżej ze sceny klubowej chciał na niej zagrać, każdy fan EDMu – chciał ją przeżyć. Dziś Sunrise to największy festiwal z electronic dance music w Polsce (w 2018 roku nominowany do nagrody publiczności Fryderyka, w kategorii Wydarzenie Roku), na który co roku zjeżdżają do Kołobrzegu największe sławy popularnej muzyki tanecznej i ich fani. Zapytaliśmy grającego tam przez wiele lat DJa Diabllo, co tych drugich – poza oczywiście muzyką i gwiazdami – przyciąga najbardziej.
Miejsce
DJ Diabllo: Mój pierwszy Sunrise to był rok 2007 i pamiętam go doskonale. Grałem swojego seta na afterparty, o godzinie siódmej rano na plaży, i może nie było tam wtedy wielkich tłumów, ale… moja radość przebiła wówczas wszystko. Radość, że w końcu tam gram! Tegoroczny Sunrise odbywa się co prawda już nie w kołobrzeskim Amfiteatrze, który był miejscem magicznym, ale nowa lokalizacja to tylko kilka kilometrów w bok. Tam jest do dyspozycji znacznie większy teren – bo lotniska – możliwości są więc znacznie większe. Zarówno jeśli chodzi o układ scen (pierwszy raz Sunrise ma aż pięć scen!), terenu, jak i samej zabawy.
Publiczność
Z perspektywy DJa najlepsza publiczność jest właśnie na Sunrise. Ludzie jadą tam po to, żeby się bawić. Muzyka i zabawa to są dwie najważniejsze dla nich sprawy. Większość festiwalowiczów to fani konkretnych didżejów i grających na imprezie artystów, prawdziwi fani muzyki klubowej. Szczególnie polecam przyjechać na niedzielę, na „The History” – moim zdaniem najważniejszy dzień festiwalu, kiedy pod sceną bawi się najwięcej ludzi, którzy pamiętają jeszcze pierwsze edycje Sunrise, wiesz, taka najwierniejsza publiczność, i kiedy gramy same klasyki. Za konsoletą pojawia się wtedy DJ Kris – człowiek, bez którego tego festiwalu nigdy by nie było. Co w ogóle trudno sobie wyobrazić! Uwielbiam patrzeć na bawiących się wtedy na Sunrise ludzi, na tę ich niczym nieskrępowaną zabawę. To jest fantastyczny widok.
Klimat
Drugiego takiego nie znajdziesz nigdzie indziej, gwarantuję. Warto przyjechać tutaj, choćby po to, by zobaczyć jak wyglądają festiwalowe sceny. Te wszystkie scenografie, światła, technologie – niesamowite historie! W połączeniu z setami najlepszych didżejów i tłumem bawiących się ludzi tworzy to wszystko niesamowitą całość. Znam mnóstwo festiwalowiczów, którzy przyjeżdżają na Sunrise w pierwszej kolejności właśnie dla tego klimatu i poczucia wolności. Tobie też polecam.
Sunrise Festival 2019 odbywa się w dniach 19-21 lipca.
Wystąpią między innymi: The Chainsmokers, Armin van Buuren, Don Diablo, Afrojack, Timmy Trumpet, Paul van Dyk, Oliver Heldens, Headhunterz, Martin Solveig, Nervo, Nic Fanciulli, Adam Beyer, Claptone, Jamie Jones, Laidback Luke oraz Tchami x Malaa ze swoją trasą koncertową No Redemption.
Wszystkie informacje o imprezie znajdziesz na jej oficjalnej stronie.