Quebonafide w Tajlandii
© QueQuality
Muzyka

Feel no pain, to tylko tatuaże polskich raperów

Czy złe dziary mogą być piękne? Rapy co do tego są podzielone...
Autor: Tomek Doksa
Dyskusja o dziaraniu w świecie muzyki rozgorzała na nowo chwilę po tym, jak Kanye West wrócił po dłuższej przerwie na Twittera (a to już wydarzenie w rozrywkowym świecie) i w jednym z powrotnych wpisów pochwalił się projektem nowego tatuażu. Nie byle jakim zresztą projektem, bo autorstwa wziętego projektanta Goshy Rubchinskiy’ego.
Problem w tym, że internauci nie byli nim specjalnie zachwyceni i w większości podpisywali się pod opinią, że to żaden „projekt”, a amatorszczyzna rodem z generatora czcionek. Twitterowy spór od początku jednak nie miał przyszłości, tatuaż w końcu to sprawa bardzo osobista i Kanye zostawi na swoim ciele symbole, jakie tylko zechce. Fani mogą co najwyżej śmiać się z niego w komentarzach.
Sama jednak dyskusja wokół nieszczęsnego „neck tat” zachęciła nas do sprawdzenia, jak do tematu tatuaży podchodzą polscy raperzy. I jakimi dziarami też chwalą się za pośrednictwem social mediów. Ku inspiracji lub przestrodze.
Ten Typ Mes na przykład pisał kiedyś w jednym ze swoich felietonów: „Najbardziej imponują mi ludzie, których spotykam czasem w salonie tatuażu, ludzie z ligi »I don’t give a f*ck«. Wchodzi gość, wytatuowany od stóp po oczy i rzuca coś w stylu: »Spójrzcie, to nabazgrała moja córka Matylda! Wiem, wygląda to jak balas na łące, ale dziaraj go na karku, natychmiast!”. I przy okazji oznajmiał: tak, złe dziary są piękne! Niczym „złe fryzury, których nie da się zmienić, można ewentualnie je przykryć wielką peruką z inkaustu” – zawyrokował.
Muzyka · 5 min
Ten Typ Mes & Tuzza Globale - Kaczzki
Dziś sam ma wytatuowane plecy, ręce, klatkę piersiową i stopy. I raczej na tym nie koniec, o czym wspomniał zresztą przy okazji instagramowej promocji swojej nowej płyty „RAPERSAMPLER”: „Zaczynam postrzegać dziary jak ubrania lub ich fragmenty – widzę bladą skórę, po czym dochodzę do wniosku, że trze’a by ją ubrać w tusz”. Pytanie tylko: gdzie zrobi następny?
Ale… „Choć intencje mamy tylko dobre / Uważaj, co wrzucasz na tatuaż” – przestrzegał z kolei Quebonafide – gwiazda trasy Red Bull Music Presents. Wieść internetowa niesie, że podczas wizyty w Nowej Zelandii, gdzie raper realizował swoją „Egzotykę”, tamtejszym Maorysom miała się nie spodobać jego ozdobiona tatuażami twarz. Tatuaże opóźniały też przyznanie mu wizy do Stanów. „Niestety Pani konsul na razie okazuje się mało życzliwa, a tatuaże na twarzy nie pomagają w załatwianiu spraw w mentalnym PRLu” – donosił Quebonafide z kolejki do ambasady. Ale w końcu wyszło na jego. Dziary nie okazały się aż takie złe. Kto wie, być może gdyby jej od razu pokazał klatkę piersiową, na której zmieścił kultowy amerykański serial „Simpsonowie”, sprawa szybciej skończyłaby się happy endem…
A skoro o Maorysach była już mowa… Do tatuażu etnicznego maori odwoływał się już kiedyś Gedz, autor bardzo dobrej, wydanej niedawno płyty „247365”: „Gdy robię rap zapominam o problemach / Tylko spokój ducha może ukoić brak wiary / I woli, boli jak dziary maori, byłeś na fali” – rapował w kawałku „Satori”, grzecznie ostrzegając przed tego rodzaju przyjemnościami w maoryjski stylu.
„Nowe pokolenie mówi: tu dziś wrócił król / No cóż, przed poznaniem smaku przegranej / Spójrz mi na prawe przedramię, amen” – to już Tede w numerze „Trinity”, chwalący się swoim pierwszym tatuażem. Był rok 2013, po skończonej „operacji” raper usłyszał od tatuatora: „Gratuluję pierwszej dziary!”, więc zapytał: „Ale co? Liczysz, że wrócę?”. Oczywiście, że wrócił.
„Nie jestem pozerem, nie wiem po co okulary / Kiedy nie świeci to słońce, jak nie masz idei to po co ci dziary?” – słusznie pytał VNM w „Face-Swap”. Sam w „Nieśmiertelnym” zapewniał jednak, że swoje tatuaże robił raczej po coś więcej niż tylko dla modnej zachcianki. „Bliskim mówiłem, że jak pożegnam korpo for life pokryję ciało całe swoje w tatuażach / Dla mojej mamy to poświęcenie, jakby ktoś po mnie zmywał tu krew z ołtarza / To może przerażać (…) Ale ja lecę, jakbym wskoczył na grzbiet pegaza”. Więcej jego wyznań, choć niekoniecznie o tatuażach, znajdziesz jeszcze w tym materiale.
Pezet, z którym tutaj rozmawialiśmy o początku i końcu, pierwszy tatuaż zrobił na przedramieniu. Wybrał na niego serce z powbijanymi mieczami i cytat z kawałka „The sinner in me” zespołu Depeche Mode, którego jest fanem: „If I could be free from the sinner in me”, co w wolnym tłumaczeniu można przełożyć na: „Gdybym tylko mógł uwolnić się od grzesznika, który jest we mnie”. Cóż... bywa i tak, że łatwiej jest coś wytatuować niż zrobić.
Po cudzy cytat sięgnął też Sarius. Przeciwnik dziar z kategorii nic nieznaczących. „Ty jak robisz sobie dziarę gdziekolwiek na sobie leszczu / To robisz ją w najbardziej nic nie znaczącym miejscu” – jak rapował gościnnie w „Januszu Traczu” Eripe. A na klatę wrzucał fragment utworu nieżyjącego Lil Peepa: „Burn Me Down Till There’s Nothing Left” (Spal mnie, aż nic nie zostanie).
Tatuaż, który ma znaczenie, to podejście bliskie też Rychowi Peji. „Moje tatuaże, kolejny w życiu przełom / Odnotuję to jak na skórze nowe dzieło / A ty będziesz się przyglądał jak milczący świadek w cieniu / Wyjdź naprzeciw zdarzeniu na światło dzienne tlenu” – poznański raper owych „dzieł” odnotował już rzeczywiście sporo. Ale czy jest w stanie o jakimś tatuażu powiedzieć, że jest dla niego najważniejszy? „Portret zmarłej matki, na przedramieniu. Jest dla mnie jak amulet” – odpowiadał bez wahania.
Dla Soboty dziary przez wiele lat również były swoistym kalendarzem najważniejszych wydarzeń w jego życiu. Dziś to jednak przede wszystkim forma wyrazu artystycznego. Jedna z nich przybrała np. postać Jana Nowickiego z kultowego filmu Sylwestra Chęcińskiego – Wielkiego Szu, z którym nie dało się wygrać…
W temacie inspiracji i artystycznego wyrazu wjeżdża teraz Mioush, który pośród wielu tatuaży, decydował się na przykład umieścić młodego „Ojca chrzestnego” – Michaela Corleone – o twarzy Ala Pacino. Kiedy zbijesz z nim piątkę pierwsze jednak co zobaczysz, to duże KATO na palcach. W końcu to „Pan z Katowic, który trudni się rapem”.
Przez dziary wyraża się też młode pokolenie raperów. Smolasty na przykład tatuuje sobie w różnych miejscach i pod różną postacią, własne logo. Raz uśmiechnięte, kiedy indziej smutne – w zależności od okresu, w jakim raper decyduje się na kolejny tattoo.
„Pierwsza dziara to Trafalgar Law, bo umiem ludziom piracić serca” – chwalił się w numerze „A$AP Rocky” Żabson. Dziś już ma ich znacznie więcej, bywa na konwentach tatuażu i… gdyby tylko chciał się tam dziarać – tu cytat z jego Instagrama – „to bym miał wydziaraną japę już”. No no, Sobota też się kiedyś zarzekał, że ciała powyżej szyi nie ruszy…
A czy to boli? Flint, specjalista od freestyle'u, rapował kiedyś: „Na mym ciele dziary płoną jak blizna Harry'ego Pottera”, ale oczywiście trudno ten wers odbierać dosłownie. Gdyby tak było, w „Ostatniej pensji” nie zapowiadałby, że… „Tatuaże będą pokrywały ciało / Po co było pie*****nie, że są brzydkie na starość? / Będę się bujał z dziadkami co też je mają / Wyzywał policjantów, na demencje zrzucał winę całą”.
„Ludzie straszyli mnie przed tatuowaniem głowy, ale wszystko zależy od techniki tatuatora” – przekonuje Bonson. Dziś jeden z najmocniej wydziaranych raperów na polskiej scenie i bohater tego wywiadu. Na czole na przykład ma wytatuowaną różę, ma też tam hasło: „Feel No Pain”. Żeby nie zapomnieć o tym, by walczyć. Niezależnie od ilości przyjmowanych ciosów.
Albo igieł w studiu tatuażu, bo pewnie zarówno on, jak i każdy z bohaterów tego zestawienia, ma jeszcze sobie sporo do wytatuowania.