Jan-Krzysztof Duda za swój cel stawia sobie tytuł mistrza świata w szachach
© jkduda.pl / mat. prasowe
Chess

Jan-Krzysztof Duda: Cały czas dążyć do celu

Jak to jest pokonać mistrza świata w szachach? 23-letni Jan-Krzysztof Duda już to wie. I nie może się doczekać pojedynku, w którym sam zdobędzie upragniony tytuł. Zrobi to tylko na własnych warunkach.
Autor: Tomek Doksa
Przeczytasz w 16 min
W szachy gra od piątego roku życia. Kiedy miał osiem lat, zadebiutował na liście rankingowej Międzynarodowej Federacji Szachowej (FIDE). Potem sukcesywnie zdobywał kolejne międzynarodowe tytuły, m.in. tytuł mistrza świata do lat 10 lat (2008 r.), wicemistrza świata do lat 12 (2009) czy wicemistrza świata w szachach błyskawicznych (2018). Jako pierwszy Polak w historii wygrał w sierpniu 2021 roku Pucharu Świata FIDE, pokonując w nim Rosjanina Siergieja Karjakina. Na drodze do finału pokonując jeszcze obecnego mistrza świata, Norwega Magnusa Carlsena. Czyżbyśmy byli świadkami symbolicznej zmiany warty? Jan-Krzysztof Duda w rozmowie z nami nie kryje, że zdobycie tytułu mistrza świata w szachach jest na szczycie jego listy: „Cały czas dążę do tego i mam nadzieję, że osiągnę swój cel”.
THE RED BULLETIN: Zostałeś zwycięzcą szachowego Pucharu Świata, odnosząc największy sukces w historii powojennych szachów w Polsce. Gratuluję, jakie to uczucie?
JAN-KRZYSZTOF DUDA: Jestem ekstremalnie szczęśliwy. Prawdę mówiąc, przed turniejem nie spodziewałem się, że mogę wygrać Puchar Świata. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i kiedy przechodziłem z jednej rundy do następnej, nadzieja na zwycięstwo też we mnie rosła. Tym niemniej musiałem przezwyciężyć na swej drodze cięższe momenty, zwłaszcza ten z mistrzem świata, Magnusem Carlsenem w półfinale. To była najważniejsza runda Pucharu Świata, ponieważ nie chodziło tylko o awans do finału, ale również do turnieju kandydatów, czyli bardzo prestiżowego turnieju. Jego zwycięzca będzie miał prawo wezwać mistrza świata na mecz, więc jest to naprawdę wielkie wydarzenie, wielka rzecz. Żadnemu polskiemu zawodnikowi to wcześniej się nie udało.
Jan-Krzysztof Duda już jako dziecko marzył o mistrzu świata w szachach
Jan-Krzysztof Duda już jako dziecko marzył o mistrzu świata w szachach
Stałeś się tym samym kolekcjonerem sukcesów pierwszych lub największych.
Prawdą jest, że to mój drugi taki tytuł, bo w 2018 roku zostałem wicemistrzem świata w szachach błyskawicznych i to też był pierwszy taki sukces w powojennej Polsce. Czyli można powiedzieć, że przebiłem swój rekord, bardziej go wyśrubowałem.
Awansowałem do turnieju kandydatów. Żadnemu polskiemu zawodnikowi to wcześniej się nie udało.
Jan-Krzysztof Duda
Co sprawiło ci w drodze po zwycięstwo w Pucharze Świata największą trudność?
Trafiłem w półfinale na Magnusa Carlsena, czyli najgorszego przeciwnika na ziemi. Nasz mecz był bardzo napięty. Generalnie w systemie pucharowym wszyscy kładą nacisk na białe, białymi szuka się punktów, a czarnymi się raczej muruje, gra na remis, i tak też planowałem zrobić. Magnus bronił się jednak bardzo dobrze, nie udawało mi się go przebić i dość nieoczekiwanie rozstrzygnięcie nastąpiło w czwartej partii, w drugiej partii dogrywki, gdzie w ogóle wygrałem czarnymi. To też było duże wydarzenie, bo przed tą partią miałem z nim jeden punkt z sześciu możliwych czarnymi. Magnusowi zdarzyło się przeholować i przedobrzyć, ja z kolei zepsułem koniec, bo mogłem wygrać szybciej, ale przez to wszystko cała nasza partia była bardzo emocjonująca. Na szczęście wszystko dobre, co się dobrze kończy. Potem, już siłą rozpędu, wygrałem też w finale.
A coś cię zaskoczyło?
Chyba to, że doszło do dogrywek, co było dość nieoczekiwane. Wcześniej udało mi się wygrać sporo meczów bez dogrywek, kończyłem je w regularnym czasie. Dogrywki natomiast były dość chwiejne, w niektórych partiach byłem nawet zagrożony, ale taka jest specyfika dużego turnieju, jakim jest Puchar Świata, w którym grasz przez trzy tygodnie. W systemie pucharowym masz tę świadomość, że jeden zły ruch, jeden błąd i możesz wypaść z turnieju. W takim trybie nie jest łatwo grać, jest duża presja i dużo emocji. Ale szachowe błędy zdarzały się każdemu i będą się dalej zdarzać, jesteśmy przecież tylko ludźmi. Szachy są tak naprawdę bardzo ciężką i skomplikowaną grą, dlatego podczas Pucharu Świata duże znaczenie ma aktywność fizyczna.
Co masz na myśli?
Tak jak mówiłem wcześniej, turniej był bardzo długi, trwał trzy tygodnie, stanowił spore obciążenie. Nie przez przypadek wszyscy zawodnicy ze światowej czołówki trenują sporty uzupełniające, mniej statyczne niż szachy, by pozostawać w dobrej kondycji, utrzymać koncentrację na stałym, wysokim poziomie. Oczywiście pod koniec turnieju jest to najtrudniejsze, wtedy jest najciężej, gra toczy się o najwyższe stawki i zmęczenie jest wówczas największe. W finale Pucharu Świata byliśmy z Siergiejem Karjakinem już wykończeni, choć ja byłem w trochę lepszej formie i jestem też od niego młodszy. Nie ukrywam, że działało to na moją korzyść. Utrzymywanie aktywności fizycznej jest więc dla szachisty bardzo istotne. Myślę, że dla wielu ludzi spoza środowiska może to być zaskakujące.
Dla mnie jest. Jak właściwie dbasz o tę aktywność, co trenujesz?
Zawsze odnajdywałem się najlepiej w sportach indywidualnych, na przykład piłka nożna to zupełnie nie moje klimaty. Dzisiaj głównie biegam i pływam – to są dwie dominujące, sportowe aktywności w moim życiu. Robię to już od lat, co prawda na bardzo amatorskim, ale też przyzwoitym poziomie. Czasami przeplatam to siłownią, treningiem siłowym, ale myślę, że trening wytrzymałościowy jest najważniejszy dla nas, szachistów. Lubię także tenis ziemny, stołowy. Pewnie dlatego, że są dość podobne są do szachów, proponują ruch za ruch.
Jan-Krzysztof Duda jest pierwszym Polakiem, który wygrał Puchar Świata FIDE
Jan-Krzysztof Duda jest pierwszym Polakiem, który wygrał Puchar Świata FIDE
„Grając w szachy można się wiele nauczyć”
„Grając w szachy można się wiele nauczyć”
Ktoś cię trzyma w tych treningowych ryzach?
Na pewno nie jest to u mnie tak rozpisane, jak w przypadku innych zawodowych sportowców, niemniej staram się systematycznie dbać o kondycję. Podczas turnieju szachowego, dodatkowe katowanie się fizycznie nie ma sensu, tym bardziej, że zdarza się, iż partia trwa pięć godzin, przygotowania do niej dwie i kiedy to wszystko się kumuluje, człowiek jest tak zmęczony, że nie ma ochoty jeszcze bardziej się obciążać. Ale poza turniejami i kiedy jestem w kraju, moja aktywność fizyczna jest w miarę regularna.
Współpracuję z krakowskim AWF-em, jestem tam studentem trzeciego roku, a od wielu lat pracuję z fachowcami z katedry lekkiej atletyki i pływania. Korzystam też z pomocy psychologa sportowego i myślę, że bardzo dużo mi to dało. Oczywiście takie wsparcie nie jest do końca mierzalne, trudno to przełożyć na konkretne osiągnięcia, niemniej uważam, że był to dla mnie krok milowy. Zacząłem tę współpracę bardzo wcześnie, już w wieku 14 lat, ale pomogła mi ona pójść z karierą do przodu.
Szachowego bakcyla zaszczepili w tobie rodzice, ale nie chciałeś, choćby na przekór, robić w życiu czegoś innego?
Kiedy byłem dzieckiem, moja mama bardzo chciała, żebym był w czymś naprawdę dobry. Próbowałem więc wielu różnych rzeczy, m.in. pływania i gimnastyki sportowej, grałem też w tenisa ziemnego i na fortepianie. Szachy zaś były w mojej rodzinie od lat. Moja ciocia, siostra mamy, była swego czasu mistrzynią Polski seniorek i podobno, jak głosi rodzinna legenda, mój tata zwrócił na poważnie uwagę na mamę, kiedy ta ograła go w szachy. (uśmiech) Ta gra bardzo mi się spodobała, w wieku pięciu lat zostałem zapisany do klubu szachowego w Wieliczce. Tam miałem szczęście trafić na bardzo dobrego trenera, pana Andrzeja Irlika, złapałem więc bakcyla i zacząłem trenować nieprzymuszony, sam z siebie. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego właściwie szachy, co było w nich takiego, że się w nich zakochałem, ale bardzo szybko zacząłem odnosić sukcesy.
Przeczytałem o tobie, że od najmłodszych lat ciąłeś przeciwników „równo z trawą”, wyróżniałeś się na tle innych młodych mistrzów. Z tym trzeba się urodzić, czy można się też spokojnie tego nauczyć?
Myślę, że miałem predyspozycje do gry w szachy. Jest we mnie mocny gen rywalizacji, we wszystkim staram się wygrywać, jeśli tylko mogę. W połączeniu z pracowitością udało mi się bardzo szybko osiągnąć relatywnie bardzo wysoki poziom, w pewnym momencie zdominowałem już Mistrzostwa Polski juniorów w różnych kategoriach, tempach, kontrolach gry.
Generalnie uważam, że we wszystkim w życiu, w czym chcemy być najlepsi, musimy mieć do tego talent. Tę bożą iskrę i pierwiastek, bez którego jesteśmy tylko bardzo dobrzy, ale nie stajemy się wybitni. Ale niezwykle istotna jest też pracowitość. W moim przypadku talent do szachów dość szybko się ujawnił, więc w połączeniu z moją pracowitością faktycznie udawało mi się – jak wspomniałeś – i wciąż im się udaje kosić przeciwników równo z trawą. (uśmiech)
Jest we mnie mocny gen rywalizacji, we wszystkim staram się wygrywać.
Jan-Krzysztof Duda
Jestem od ciebie starszy o kilkanaście lat – miałbym jeszcze szansę zostać mistrzem w szachach?
Już raczej nie. (uśmiech) Szachy w ciągu ostatnich lat mocno odmłodniały. Jeszcze za czasów Michaiła Botwinnika, szóstego mistrza świata, panowało przekonanie, że 40-tka to jest ten optymalny wiek do gry w szachy, ale dzisiaj jest to zdecydowanie gra młodych ludzi, w wieku około 25 lat. Mamy dziś wielu bardzo młodych arcymistrzów, zwłaszcza z Uzbekistanu i Indii, z krajów, które bardzo prężnie rozwijają się w szachach. Można powiedzieć, że są dziś fabryką arcymistrzów w wieku 12-13 lat. Szachy stają się coraz bardziej popularne na świecie, zaczyna w nie grać oraz więcej młodych ludzi i to jest bardzo fajny trend, ponieważ uważam, że nie każdy musi być od razu zawodowcem, ale szachy mogą okazać się w życiu bardzo pomocne. Nawet nie tyle sama umiejętność gry, co różne cechy, które nabywamy praktykując grę w szachy. Przede wszystkim zdolność przewidywania, kalkulacji, nauka cierpliwości i wzięcia odpowiedzialności za podejmowane decyzje.
Ciebie szachy czego nauczyły?
Wytworzyły we mnie przede wszystkim zdolność przewidywania. To dzisiaj jest dla mnie bardzo naturalne – przewidywanie kilka kroków, ruchów do przodu. Także w życiu. Reakcje ludzi na różne sytuacje przyjmuję dosyć naturalnie, jestem w stanie przewidzieć je dosyć łatwo. Za czasów ZSRR, kiedy szachy były dumą narodową tego kraju, panowało przekonanie, że jest to gra dla nielicznych, wybranych. Dzisiaj na szczęście uważa się, że każdy może grać w szachy i bardzo się z tego cieszę. W szachach jest naprawdę wiele różnych, bardzo wartościowych elementów. Generalnie, żeby grać w szachy, nie trzeba mieć wybitnego umysłu, ale można się wiele nauczyć.
Szachy wytworzyły we mnie zdolność przewidywania
Jan-Krzysztof Duda
I tu mnie masz – byłem przekonany, że to gra dla najlepszych z matematyki.
Na pewno nie, czego sam jestem najlepszym przykładem. Ja nigdy w matematyce nie brylowałem. Bardzo wielu szachistów to rzeczywiście umysły ścisłe i osoby bardzo biegłe matematycznie, ale nie jest to w szachach niezbędne. Statycznie najczęstsze, ale nie zawsze konieczne. Szachy to zdecydowanie coś więcej niż sama matematyka.
Jan-Krzysztof Duda podczas meczu z Nikitą Vitiugovem z Rosji. Turniej szachowy Tata Steel Chess Tournament w 2020 roku w Holandii.
Jeden zły ruch, jeden błąd i możesz wypaść z turnieju
Rozjaśnij proszę.
Do szachów można mieć różne podejście. Dla niektórych, owszem, jest to gra matematyczna, bo polega głównie na kalkulacjach i zdolności przewidywania, ale szachy są też zbyt trudne, żeby dały się po prostu przeliczyć. Inne podejście reprezentują praktycy, pragmatyczni ludzie, do których ja się zaliczam. Jest jeszcze trzecia grupa ludzi, traktujących grę w szachy na zasadzie sztuki. Im się podobają na przykład różne układy, dostrzegają tę artystyczną stronę gry, która ich stymuluje. Muszę przyznać, że sam też mam lekkie zacięcie artystyczne, więc jeśli mogę wygrać na dwa sposoby – pięknie lub niepięknie – to oczywiście wybieram tę pierwszą drogę. Ale też na pewnych warunkach. Na pewno nie oddam kontroli nad pozycją ani nie pójdę na jakieś ustępstwo tylko z uwagi na to, że zapowiada się coś pięknego i przeciwnik może wpaść w ładną pułapkę. W pogoni za pięknem nie zaryzykuję wszystkiego.
Pięknie powiedziane. Ale ile trzeba trenować szachy, by dojrzeć ich prawdziwie piękno?
Trudno mi powiedzieć, piękno jest jednak mocno subiektywne. Dla jednego piękne jest już samo ułożenie szachownicy,
Dla mnie pięknie swoje partie rozgrywała na suficie bohaterka popularnego serialu „Gambit królowej”. Ale pewnie mi powiesz, że z perspektywy zawodowego szachisty to słaba produkcja.
Nie, serial jest bardzo fajny i przede wszystkim dobrze zrobiony od strony szachowej. Ciekawe jest też to, że pokazuje szachy z lat minionych, teraz ta gra bardzo się zmieniła, pojawiły się komputery, zmieniła się dynamika gry. Tak jak w skokach narciarskich z biegiem lat i ulepszeniem sprzętu, ludzie zaczęli skakać kilkadziesiąt metrów dalej, tak i w szachach jest dokładnie to samo. Dzisiejsze szachy wymagają też dużo więcej pamięciówki, a dają mniejsze pole popisu dla kreatywności. A co do wspomnianego przez ciebie sufitu – sam miałem okazję grać kiedyś z zawodnikiem, który też, jak bohaterka serialu, analizował grę na suficie. Choć nie wiem, czy on również widział tam odwrócone figury. Szachiści to na pewno bardzo ciekawi, oryginalni ludzie, z nimi wszystko jest możliwe.
Między turniejami trenują jakoś specjalnie swój umysł?
Przed zawodami przygotowuję się do nich głównie poprzez trening szachowy. Nie robię krzyżówek ani sudoku, żeby lepiej myśleć, jeśli o to pytasz. OK, czasami sięgam po te drugie, ale wyłącznie dla zabawy. Jestem po prostu lepszy w grach liczbowych niż słownych. W scrabble na przykład jestem bardzo kiepski, ale już w sudoku radzę sobie zdecydowanie lepiej.
Pamiętasz, jak odbierali twoją młodzieńczą pasję rówieśnicy?
Wiadomo, że trochę mi zazdrościli, trochę dokuczali, jak to dzieci. Szachy do dziś wydają się wielu ludziom dość ekscentryczne. Ale ja nigdy z tego powodu nie miałem wielkiej przykrości. Dzięki szachom dużo wyjeżdżałem i nie było mnie w szkole. Bardzo mnie to cieszyło, bo nie przepadałem za chodzeniem do niej, więc każda sposobność, żeby nie być na zajęciach, była dla mnie atrakcją. Ale przez to miałem też relatywnie słabsze relacje z rówieśnikami. Teraz na studiach jest lepiej, natomiast w szkole podstawowej i gimnazjum nie utrzymywałem praktycznie w ogóle kontaktów. Jestem jednak introwertykiem, więc specjalnie mi to nie przeszkadzało. Na pewno nigdy nie żałowałem drogi, jaką wybrałem. Szachy to fajne hobby.
Rówieśnicy trochę mi zazdrościli, trochę dokuczali, ale nigdy nie żałowałem drogi, jaką wybrałem.
Jan-Krzysztof Duda
Hobby? Chyba dziś całe twoje życie.
No tak, teraz nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak mogłoby wyglądać moje życie bez nich. Albo jak wyglądałby świat, gdyby szachów na nim nie było.
Prezes Polskiego Związku Szachowego Radosław Jedynak powiedział, że, gdy osiągnie już pewien wysoki poziom, to zaczyna się „piękne, cudowne życie”. Gratuluję ponownie.
To już kwestia interpretacji, czy jest to rzeczywiście piękne i cudowne życie. Na pewno może ono tak wyglądać z zewnątrz, ale kiedy całe swoje życie poświęcasz tej dyscyplinie, nie traktujesz jej na pewno jak uzasadnienia dla wyjazdów na wakacje. Dla mnie wyjazd na każdy turniej jest mocno obciążający. Miałem okazję być w wielu ciekawych miejscach na świecie, ale nie wszystko tam widziałem. Podczas turnieju szachowego nie da się za bardzo zwiedzać, można to robić albo przed, albo po turnieju, dlatego starałem się w wielu przypadkach przedłużyć pobyt i zobaczyć trochę więcej. Ale z czasem i to stało się męczące.
Pamiętasz któryś z tych wyjazdów szczególnie?
Na pewno Puchar Świata. (uśmiech) Inny wyjazd, który bardzo ciepło wspominam i można o nim powiedzieć, że był też pierwszym bardziej egzotycznym w moim życiu, to wylot do Wietnamu, na mistrzostwach świata do lat 10, w 2008 roku. Zdobyłem tam swój pierwszy międzynarodowy tytuł i to było coś pięknego. Wtedy uświadomiłem sobie, że mam papiery na to, by zostać arcymistrzem. W dość przekonującym stylu wygrałem ten turniej.
Ale potem kosztowało cię to wszystko na pewno wiele młodzieńczych wyrzeczeń.
Oczywiście gigantyczną część swojego życia spędziłem nad szachami i jeszcze wiele czasu zamierzam tak spędzić. Jestem świadom tego, że nie robiłem przez to wielu rzeczy, które robili moi rówieśnicy. Mam też bardzo ograniczone kontakty towarzyskie, przynajmniej jeśli chodzi o ludzi spoza środowiska szachowego, ale tak jak mówiłem wcześniej, jestem introwertykiem, więc to nie jest dla mnie żaden koniec świata.
Jan-Krzysztof Duda z Pucharem Świata
Jan-Krzysztof Duda z Pucharem Świata
I cały czas grasz w szachy? Także w domu, z rodziną?
W naszej rodzinie nikt nie chce ze mną grać. (uśmiech) Może tylko moja ciocia, czasami. Sam w wolnym czasie czytam głównie książki, ale również szachowe – bardzo mnie to relaksuje. Mam stryja, który jest profesorem i też w wolnym czasie czyta książki matematyczne, więc nie tylko dla mnie jest to forma relaksu. Czasami robię też bardziej przyziemne rzeczy. Włączę na przykład telewizję, jakiś film czy serial, rzadziej zagram w grę komputerową, niezwiązaną z szachami, ale generalnie uważam, że większość z nich to strata czasu. Nie jest to dla mnie w żadnym stopniu rozwijające. Szachy są dla mnie bardzo ważne i większą część dnia poświęcam właśnie im.
Twoje pierwsze trofeum to Puchar Polski juniorów do lat 8. Pamiętasz coś z tamtej chwili?
Nie pamiętam, co wtedy czułem, ale na pewno byłem już zakochany w szachach po uszy. Trenowałem przez nikogo niezmuszany, sam z siebie, i to było dla mnie bardzo naturalne, że robię progres. Czułem, że moja gra jest coraz lepsza i że jeśli mam startować w zawodach to po to, by je wygrywać. Wiedziałem, że będzie coraz trudniej, że pewnego dnia zagram ze starszymi ode mnie, ale kiedy zdobyłem już swój pierwszy międzynarodowy tytuł, wtedy tak naprawdę uświadomiłem sobie, że moja przyszłość będzie związana z szachami.
Czułem, że moja gra jest coraz lepsza i że jeśli mam startować w zawodach to po to, by je wygrywać.
Jan-Krzysztof Duda
To twoje słowa: „Za geniusza się raczej nie uważam, ale »cudownym dzieckiem« może jestem, mówiąc pół żartem, pół serio”. Porozmawiajmy więc serio – jesteś?
Nie jestem już dzieckiem. (uśmiech) Ale wiem, o co pytasz. Sądzę natomiast, że jestem już na takim poziomie, że mam teraz styczność z samymi cudownymi dziećmi. Coś, co kiedyś wydawało się u mnie dobre, np. pamięć, która na tle moich rówieśników była wręcz fenomenalna, tak teraz, pośród innych zawodników światowej czołówki, wydaje mi się już taka sobie… Na pewno wszystko z biegiem czasu się zmienia. Kiedy byłem dzieckiem, byłem przekonany, że pewnego dnia zostanę mistrzem świata, teraz zaś, kiedy jestem coraz bliżej tego tytułu, widzę też coraz więcej wyzwań i to już nie jest dla mnie tak oczywiste, jak kiedyś. Ale oczywiście cały czas dążę do tego i mam nadzieję, że osiągnę swój cel.
A kiedy to się już wydarzy, co wtedy?
Wtedy ci powiem. (uśmiech) Najpierw mistrzem świata muszę zostać, co wciąż brzmi dla mnie dość abstrakcyjnie. Bardzo tego chcę, ale przede mną jeszcze daleka droga. Muszę wygrać jeszcze jeden turniej, jeden z najtrudniejszych na świecie, a potem wygrać mecz najtrudniejszy ze wszystkich meczów. Niby więc blisko, a wciąż daleko.