NA SKRÓTY:
1 kwietnia o 16:30 na Wielkiej Krokwi rusza druga edycja jedynego na świecie drużynowego konkursu skoków na precyzję. 1000 metrów – to cel wszystkich kapitanów w Red Bull Skoki w Punkt. Jednym z pięciu kapitanów będzie Thomas Morgenstern, przed laty rywal Adama Małysza, austriacki mistrz olimpijski, mistrz świata, multimedalista wielkich imprez – choć wygrywał niemal wszędzie – to nigdy nie stał zimą na najwyższym stopniu podium w Zakopanem.
Teraz 39-letni "Morgi" chce to zmienić i w końcu zatriumfować w stolicy polskich Tatr. Przyjechał niezwykle zmotywowany, co pokazał już we wtorek podczas treningu kapitanów. Na małej mobilnej skoczni K-4 prezentował się wybornie. W pierwszej edycji jego drużyna zajęła trzecie miejsce, ale w tym roku Morgenstern celuje w zwycięstwo.
Red Bull: Jak Twoje nastawienie przed jutrzejszym konkursem?
Thomas Morgenstern: Mam nadzieję, że pogoda dopisze i będziemy mogli rywalizować na Wielkiej Krokwi. Zaczniemy agresywnie w pierwszej serii, a potem zaczniemy liczyć, ilu metrów potrzeba do osiągnięcia celu w ostatniej próbie. Zapowiada się świetny konkurs. Format zmagań jest znakomity, szykuje się wielkie show! Na pewno czeka nas dobra zabawa!
Chyba mocno trenowałeś latem, bo brylowałeś podczas treningu na mini skoczni.
Nie przesadzajmy! No dobra, pierwszy skok był dobry, drugi nieco spóźniony, a w trzecim chciałem już za wiele! (śmiech)
Czujesz się faworytem konkursu kapitanów?
Sam nie wiem. Będzie pięciu mocnych zawodników i każdy chce wygrać. Czeka nas zacięta rywalizacja. Żaden z takich tuzów nie chce przegrać!
Z czyjej strony spodziewasz się największego zagrożenia w waszej rywalizacji? Janne Ahonen jeszcze niedawno skakał na dużych skoczniach.
Postawiłbym jednak na Martina. W końcu rok temu wygrał i ma naprawdę dobrą technikę do tej małej skoczni. On potrafi polecieć daleko!
Przed rokiem zależało ci na pokonaniu Gregora Schlierenzauera...
I go pokonałem! (śmiech)
To kto będzie teraz twoim głównym rywalem?
No jak to kto? Mam czterech wielkich rywali! Przyjechałem tu po zwycięstwo! Chcę pokonać wszystkich! I sądzę, że moja drużyna też startuje z takim nastawieniem. Lecimy po wygraną.
Masz ciekawą drużynę. Kto będzie Twoim asem w rękawie?
Trudno powiedzieć. Dzisiaj przez mocne opady śniegu nie było pełnego treningu, więc jutro czeka nas trochę zagadek. Ale mamy czwarty numer startowy. Uważam, że to dla nas dobre. Anze Lanisek z ekipy Martina Schmitta skacze jako pierwszy, więc zobaczymy, jaką belkę startową dobrać. U mnie zaczyna Ryoyu Kobayashi, a prezentują podobny poziom. To nasza przewaga.
Ustaliliście już, w jakiej kolejności będziecie skakać?
Zacznie Ryoyu Kobayashi, potem wystartują Paweł Wąsek i Tate Frantz, a rywalizację zamyka Daniel Tschofenig. Zresztą, dokładnie tak jak przed rokiem. Mamy zatem coś do udowodnienia!
Wprowadziliście już jakieś poprawki do strategii w porównaniu z poprzednim rokiem?
Zaczynamy agresywnie, będziemy starali się latać jak najdalej, a potem potrzebujemy jednego krótszego skoku i na koniec lądowania w okolicy punktu K. Przewiduję, że Daniel będzie musiał uzyskać między 125 a 130 metrów. Takie przynajmniej jest nasze założenie przed zawodami.
Nigdy zimą nie wygrałeś w Zakopanem...
I to jest moja wielka szansa! (śmiech) Może wreszcie to zrobię! Najpierw chcę zwyciężyć na małej skoczni, a potem wygrać całe Red Bull Skoki w Punkt.
I wtedy będziesz spełnionym zawodnikiem?
Tak, wtedy już będę naprawdę kompletnym skoczkiem!