Siedem dekad rywalizacji i historii. Wielu bohaterów – pozytywnych, nieco negatywnych i szalonych. Wyczyny, które przechodziły do annałów i przejść mogły. A do tego anegdoty, zabawne zdarzenia i nietypowe wyczyny. Turniej Czterech Skoczni to jedyne w swoim rodzaju zmagania w skokach narciarskich.
Polacy z triumfu cieszyli się dotychczas czterokrotnie. Raz wygrywał Adam Małysz, dwa razy Kamil Stoch i raz Dawid Kubacki. Ten ostatni to wciąż jeden z faworytów trwającej edycji, a polskich wątków w historii niemiecko-austriackiej imprezy nie brakuje.
Co warto wiedzieć o Turniejem Czterech Skoczni?
Rekordowa przewaga Małysza
Adam Małysz na zawsze zapisał się w historii Turnieju Czterech Skoczni. Został pierwszym Polakiem, który triumfował w tej prestiżowej imprezie, i dokonał tego w nieziemskim stylu. Wygrał kwalifikacje do wszystkich czterech konkursów, pobił rekordy skoczni w Oberstdorfie (w tym samych zawodach jeszcze dalej poleciał Martin Schmitt), Garmisch-Partenkirchen oraz Innsbrucku, a na Bergisel pokonał Janne Ahonena o 44,9 punktu. To największa przewaga w historii turniejowych zawodów. Co więcej, Małysz jako pierwszy w dziejach przekroczył barierę 1000 punktów w klasyfikacji generalnej, a wspomnianego Ahonena wyprzedził o przeszło 100 punktów.
Blisko triumfu był inny Polak i to prawie... 40 lat wcześniej
Małysz przywrócił blask polskim skokom, ale nie był pierwszym Polakiem, który do ostatniej próby walczył o triumf w Turnieju Czterech Skoczni. W sezonie 1963/64 wyśmienicie spisywał się Józef Przybyła. W Oberstdorfie zajął szóste miejsce, w Garmisch-Partenkirchen trzecie, w Innsbrucku również trzecie i to z rekordem skoczni, a na półmetku zmagań w Bischofshofen prowadził w całym turnieju. Co więcej, otrzymał odznakę "stumetrowca", bo jako pierwszy uzyskał na tym obiekcie 100 metrów. Niestety, w drugiej serii upadł i marzenia o triumfie prysły. Skończył jako siódmy w "generalce".
4 min
Adam Małysz znów w powietrzu
Skacze i maluje nartami!
Hannawald nie musiał być pierwszy
Sven Hannawald uświetnił jubileuszową, 50. edycję Turnieju Czterech Skoczni epokowym wyczynem. Niemiec jako pierwszy wygrał wszystkie cztery konkursy. Niewiele brakło, by już 20 lat wcześniej takim osiągnięciem mógł się pochwalić Yukio Kasaya. Japończyk zwyciężył w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen i Innsbrucku, po czym... wrócił do ojczyzny. Miał wziąć udział w zawodach kwalifikacyjnych do igrzysk olimpijskich w Sapporo.
Bischofshofen nie zawsze w Trzech Króli
Do tradycji weszło już, że Turniej Czterech Skoczni rozpoczyna się pod koniec grudnia w Oberstdorfie, a kończy 6 stycznia, w Trzech Króli, w Bischofshofen. Nie zawsze jednak tak było. Pierwszy, historyczny turniej, zainaugurowały noworoczne zmagania w Garmisch-Partenkirchen, 4 stycznia zawodnicy skakali w Oberstdorfie, dwa dni później w Innsbrucku, a rywalizację kończyli dopiero 11 stycznia w Bischofshofen. Tak działo się zresztą całkiem niedawno, bo w 2007 roku ze względu na widzów finałowe zmagania przeprowadzono w niedzielę, 7 stycznia.
5 min
Adam Małysz i Ryoyu Kobayashi: Rozmówki polsko-japońskie
Ryoyu Kobayashi uczy Adama Małysza japońskiego i vice versa! Jeśli chcesz wiedzieć, jak jest po japońsku "Leć, Adam, leć!", "rekord skoczni" i "wyjście z progu" - koniecznie zobacz to video.
Bywał też turniej... trzech skoczni
Wiatr niekoniecznie bywa sprzymierzeńcem zawodników. Podobnie jak organizatorów. Dwukrotnie w historii Turniej Czterech Skoczni stawał się Turniejem Trzech Skoczni. Za każdym razem pechowy okazywał się Innsbruck. W 2008 i 2022 roku warunki nie pozwoliły na rozegranie konkursów na Bergisel, w związku z czym przenoszono je do Bischofshofen.
Zwycięstwo po suto zakrapianej imprezie
Konkursy noworoczne w Garmisch-Partenkirchen to osobny rozdział w historii Turnieju Czterech Skoczni. Oczywiście, ze względu na termin. Nie brak różnych anegdot. Ernst Vettori pomylił kiedyś... narty i założył do skoku dwie różne. Zwycięzcą trzeciej edycji niemiecko-austriackich zmagań został Hemmo Silvennoinen. Rok później Fin tak zabalował, że trener nie chciał go wystawić do konkursu. Po interwencji kolegów z kadry i członków sztabu szkoleniowego Silvennoinen nie tylko stanął na starcie, ale też... wygrał zawody. W Innsbrucku i Bischofshofen już się nie pojawił, bo jego reprezentacja wyjechała przygotowywać się do igrzysk.
Zwycięzcy bez zwycięstwa
Jeśli w rywalizację nie wmiesza się wiatr, a żadna z serii nie zostanie odwołana, do końcowej wygranej potrzeba ośmiu świetnych skoków. Ale nie potrzeba żadnego zwycięstwa. W 70-letniej historii kilku zawodników dokonało tej sztuki – Finowie Hemmo Silvennoinen (1954/55), Risto Laakkonen (1988/89), Janne Ahonen (1998/99), Rosjanin Nikołaj Kamienski (1955/56), Niemiec Horst Queck (1969/70), Czechosłowak Jiri Raska (1970/71), Norweg Ingolf Mork (1971/72) oraz Austriak Ernst Vettori (1986/87). Raz w historii zdarzyło się natomiast, by po ośmiu próbach dwóch zawodników miało identyczną notę. W 2006 roku turniej ex aequo wygrali wspomniany Ahonen oraz Czech Jakub Janda.
28 min
MałySHOWmania
Skoki narciarskie z lekkim przymrużeniem oka. Czy Adam Małysz poradzi sobie z nietypowymi wyzwaniami?
Nieżywy "Goldi"
Andreas "Goldi" Goldberger to jedna z legend skoków narciarskich. W Turnieju Czterech Skoczni Austriak triumfował dwukrotnie, ale przeżył też niecodzienną przygodę. Do ówczesnego dyrektora Pucharu Świata, jego rodaka Waltera Hofera, podczas jednej z edycji zadzwoniła córka i powiedziała, że "Goldi" nie żyje. Przerażonego Hofera uspokoiła dopiero żona. Chodziło bowiem o... papugę imieniem "Goldi".
Podwójny skok trenera Polaków
W 2003 roku o zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni biło się trzech wielkich zawodników – Janne Ahonen, Sven Hannawald oraz Adam Małysz. Show podczas finałowego konkursu w Bischofshofen skradł jednak obecny trener reprezentacji Polski, Thomas Thurnbichler. 13-latek, będąc przedskoczkiem, wylądował na buli, odbił się i... poleciał jeszcze kilkadziesiąt metrów. To najsłynniejsza próba z tamtych zawodów.
Eddie "Orzeł" miał wrócić po latach
Turniej Czterech Skoczni w sezonie 2013/14 zapowiadano nie tylko jako walkę Simona Ammanna, Thomasa Morgensterna i, jak się później okazało, Thomasa Dietharta, ale też... powrót legendarnego Eddiego "Orła". Edwards, Brytyjczyk, który zasłynął rekordowo krótkimi skokami, chciał w Garmisch-Partenkirchen pełnić rolę przedskoczka. Nie dostał jednak zgody od FIS, więc został mu skok na malutkim obiekcie w Oberstdorfie. Niemniej, szumu wokół siebie znów narobił.
4 min
Rekord świata w skokach na sankach!
Zobacz jak Eddie "Orzeł" Edwards po raz kolejny przeszedł do historii sportów zimowych.