Premiera: W.E.N.A. 10 lat później

W.E.N.A. prezentuje nowy teledysk, my podsumowujemy dekadę od jego debiutu.

W.E.N.A.
W.E.N.A.

Dokładnie 16 kwietnia 2007 roku ukazała się pierwsza płyta Michała Łaszkiewicza, znanego lepiej jako W.E.N.A. i WuDoE – „Wyższe dobro”. Dziesięć lat później, raper postanowił nie tylko wrócić do czasów dzieciństwa, początków swojej podróży z muzyką, ale przede wszystkim do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, czyli warszawskiego Marymontu. To tam zrealizowano teledysk do „2007” – utworu, którym W.E.N.A. świętuje swój okrągły jubileusz. Możesz go teraz zobaczyć premierowo tylko na RedBull.pl:

Równocześnie z premierą klipu, należąca do rapera firma IAM. Clothes. uruchomiła limitowaną kolekcję ubrań Wyższe Dobro, którą W.E.N.A. też chce oddać hołd czasom, dzięki którym dziś „mogę być tu gdzie jestem”. Ale to nie koniec świętowania. My też pokusiliśmy się o małe podsumowanie. Oto subiektywnie wybrane numery, które pomagają zdefiniować jednego z kluczowych warszawskich raperów.

„Wolność” (2004)

Wena? Kto? Jeden z tych anonimowych typów z koleżeńskich zespołów lądujących na zapomnianych przez wszystkich lokalnych składankach? Wcześniej mogło tak się niektórym wydawać, ale featuring na „Bez zabezpieczeń” Małego Esz, debiucie dumnego reprezentanta Szybkiego Szmalu, kazał zwrócić uwagę na dwudziestoletniego wówczas adepta mikrofonowej sztuki. Musiał wejść na organiczny bit i wypowiedzieć się na abstrakcyjny temat, jeden z najtrudniejszych, jaki można sobie wybrać będąc warszawiakiem. Zdał jednak ten egzamin łącząc mozolnym flow wiele kropek – hipisów, socjalizm, alkoholizm i system penitencjarny. W nagrodę po raz pierwszy mógł zobaczyć swoją ksywkę w Empiku.

„S-A-L-U-T-U-J” (2007)

Co tu kryć, polski hip-hop zawsze był muzyką ziomeczków wzajemnie klepiących się po zgarbionych plecach. I czekał na typa, który powie wprost, że „w grę nie wchodzi przyjaźń” i koronuje się już w drugim wersie utworu (zawadiacko przeciągając wyraz „królem”, to „króóóóóólem” brzmi naprawdę dobrze). Dwa słowa – „Sk***ysynu, salutuj” – wystarczą mu, żeby pozycjonować się w szeregu. Jeden wers – „zamknij swój chudy ryj, przestań postulować” – wystarczy, żeby do dziś o nim mówiono. A poza tym „Salutuj” to numer genialnego timingu – wszystko wchodzi tu w punkt: sampel, hi-hat, werbel, stopa, zwrotka, refren…. Wystarczy, by unieśmiertelnić album „Wyższe dobro”, Weny wyjście z cienia.

„Sny na jawie” (2009)

„Duże rzeczy, nie małe zmiany”. Czyżby? Płyta Weny z Rasmentalismem byłaby do zapomnienia, bo Rasowi i Mentowi nikt niestety nie powiedział wtedy, że nie są tak za***iści, jak się im wówczas wydawało („Byłem jeszcze inną osobą i jako że nie akceptowałem siebie, srałem tęczą na swój temat” – skomentuje potem Ras), a „Weniak” nie umiał napisać bez agresji wystarczająco magnetyzujących linijek, ale... „Przecież na tych miejscami przekombinowanych podkładach WuDoE pływał jak delfin” – zauważył jeden z recenzujących blogerów. No właśnie, 25-latek leci na trąbkach „Snów na jawie” jak zły, wewnętrzny metronom pracuje ze szwajcarską dokładnością i coś podpowiada, że to rzeczywiście tylko przedsmak jego umiejętności.

„Niosę prawdę” (2009)

Co trzeba było zrobić w polskim rapie, żeby w drugiej połowie lat dwutysięcznych liczyć się w undergroundzie? Zaliczyć wspólny przelot z VNM-em, Jeżozwierzem, Brudnymi Sercami i Te-Trisem? W.E.N.A. to odfajkował. Nagrać krążek z Rasmentalismem? Zrobione. No cóż, oczywiście nie mogło go nie być na „Materiale producenckim” Quiza. Sama płyta, niedawno wznowiona, choć delikatnie mówiąc niedoskonała, doskonale wykorzystała moment bessy rodzimego hip-hopu i w 2009 roku pół rapowej polski pytało, jak rozkminiać „Glidera” Laika, a drugie pół – gdzie w końcu „wyp****oli” Proceente. Sam Wena wykorzystał dudniący podkład z dziko poszatkowanym samplem wokalnym, by w towarzystwie Ero (JWP) ugruntować swoją pozycję. Był „gotów na konflikt”, wiedział, że „każdy wers to manifest” i cisnął od pierwszej linijki. Wejście „ Mam wyblakłą czapkę, brudne buty i przetarte dżinsy / S***wysyński wzrok i bestialskie myśli” ma więcej testosteronu niż cały katalog QueQuality.

„Podstawowe instrukcje” (2011)

To był taki singiel, jakiego „Dalekie zbliżenia”, późny oficjalny debiut solowy Weny, potrzebowały. Ten kawałek człapałby do celu choćby na kikutach, wbijając pazurzaste palce w tłuste łydki sceny. Raper jest nieprzyjemny i obcesowy, do tego „kołczingowo” motywacyjny, i można by mu tu wszystko zarzucić, gdy nie pisał do samego siebie. I gdyby nie kleił się tak z tym bitem. W.E.N.A. i produkcja Kućka to jak Geralt i Ciri, żubrówka i sok jabłkowy, Macierewicz i Misiewicz. Słuchając „Podstawowych instrukcji” wierzymy, że Marymont to drugi Brooklyn, hardcorowy Wena zwneflonuje adwersarzy i że wbrew przeciwnościom tego świata musimy puścić sobie ten numer raz jeszcze.

„Razem” (2012)

Bohaterem tego artykułu jest facet, który nigdy dobrze nie czuł się w tłumie, introwertyk zmuszony do przewalczenia swojej natury i gość uwielbiający kostium ostatniego sprawiedliwego. Ale trzeba sobie też zdawać sprawę, że był ogniwem w dobrze pracującym, choć niekoniecznie złotym łańcuchu. żołnierzem na froncie w armii zapowiadającej się na zwycięską. Aptaun rokował świetnie jednocząc najzdolniejszych ze środkowego pokolenia. Z Te-Trisem, Małpą, PeeRZetem, Siwersem, pod wodzą weterana Pyska, naprawdę można było czuć się niezwyciężonym. Nic dziwnego, że W.E.N.A. nawijał na „Pasji” wczuwając się w biblijną konwencję albumu Pyskatego: „Faryzeusze wokół, fałszywi prorocy / Pośród Apostołów idę na odległy szczyt Golgoty. Razem!”. A że z Aptaun wyszło tak jak zwykle wychodzi z gwiazdorskimi ekipami? Tet na tegorocznym „Tristape” rzuca trochę gorzkich słów komentarza.

„Nic.” (2013)

„Na stylowe kawałki czas przyjdzie później, kiedy ksywka W.E.N.A. zniknie z tagów w metrze, pojawi się za to na ekskluzywnych kurtkach” – pisałem przy okazji undergroundowego „Wyższego dobra”. I przyszedł ten moment na „Nowej ziemi” – płycie przejścia, dziwnie dysfunkcyjnej wypadkowej dawnych inspiracji i próby pójścia dalej. „Nic.” to niby nic takiego, ale dziwnym trafem wyczerpuje temat adaptowania najntisowego, amerykańskiego flow w Polsce. To jest dowód warsztatowej supremacji, optymalnej pewności siebie, wokalnej pedanterii i cóż – luzu u osoby, którą o luz zwykle trudno było posądzać. Białas ze środkowej Europy złapał ten afroamerykański swing. Tak się rapuje.

Wena 2007 Wudoe
W.E.N.A.

„Wszystko” (2013)

Nawias otwiera Włodi, wchodzący z impetem i zaskakującą swobodą. Zamyka go Te-Tris, płynny niczym zboże w butelkach, piszący błyskotliwie i w punkt. W środku ląduje gospodarz i szczerze mówiąc aż mu się chce współczuć, zwłaszcza że rozmazany, migoczący podkład na pozór niewiele mu ułatwia. Ale gdzie tam – numer wybucha w refrenie, gdzie W.E.N.A. mistrzowsko i gęsto przeplata słowa, a potem daje ponieść się fali uderzeniowej i nie do końca regularnemu, elektronicznemu bitowi. Najpierw dostajesz nic, potem wszystko. Znowu: właśnie tak się rapuje.

„Zatoka dobrych pomysłów” (2014)

Eldo, podobnie jak i Włodi, jest dla Weny optymalnym mikrofonowym sparingpartnerem. Ta szorstkość w głosie, przywiązanie do wagi słowa, odruchowo wytwarzany dystans kiedy tylko raper się pojawia, to oczywiste wspólne mianowniki. „Zatoka dobrych pomysłów” przedstawia rap po staremu zasadami pisany, liofilizowany, czyli suszony po zamrożeniu, z odessanym rozpuszczalnikiem. „Świat mnie zgnębił, gdy mu dałem swoje ja / Wziąłem to na barki i bez przerwy noszę lekko osiem lat / Czujesz moc w głosie, stale ją przez zwoje pcham / Przyszła kolej, wziąłem swoje, życie tylko moment trwa” – W.E.N.A. podsumowuje się precyzyjnie w czterech zaledwie wersach. Nie tylko odpala siebie, ale odpala również Eldokę, ściągając Leszka z parnasu i kwietnych łąk na ziemię, tę ziemię. „Dwójka w ataku, bracia Tashibana rapu / Wudoe, Eldoka, salutuj chłopaku”!

„Nowy stary ja” (2015)

Epka z Sariusem była intrygującym pomysłem. Panowie są z innych miast, z innych pokoleń i podczas gdy Wena chłodził styl tłamsząc w sobie frustrację z czasów „Wyższego dobra”, to jego nowy mikrofonowy kompan przeciwnie, dawał się jej ponieść. „Nowy stary ja” pokazuje, że choć obaj nie wiedzą, kto komu dopisuje, to umieją spotkać się po środku. Warszawiak, nawijający tu trochę „po staremu”, spełnia zawartą w tytule obietnicę, przyznając bez ogródek: „Moich rówieśników już nie bawi rap / Mają kredyty na domy i tyjące żony”. Przy okazji nazywa sam siebie „jedynym typem po trzydziestce w tym klubie” i zarzeka się, że nie będzie stać w miejscu. Nie ma powodu, by mu nie wierzyć. Nie na tym bicie.

„Co teraz” (2015)

„Moje łóżko nie jest puste / A pamiętam jak budzik wyrywał z niego mnie o szóstej / Teraz patrzę na nią, chcę tylko, by zdjęła bluzkę / Uśmiecham się do siebie, chyba tak smakuje sukces” – przyznaje W.E.N.A. I choć nie brakuje złośliwostek związanych z chwalipięctwem sytego rapera, z jego instagramowego ekshibicjonizmu, całego tego sztafażu prosto z lifestyle’owego magazynu, to trzymajmy się faktów. Facet nagrywa z jednym z tych graczy, których podawał za przykład swojemu producentowi podczas tworzenia „Nowej ziemi”. I nie promuje tym kawałkiem żadnego albumu. Całkiem dobra definicja zawodowego spełnienia, co?

„PWC” (2016)

W 2015 W.E.N.A. wrócił do starego znajomego Quiza. Rok później winylową wersję albumu „Monochromy” wzbogacił utwór „PWC”. „Jestem sk***synem, kiedy płynę” – rapuje gospodarz, a gdybyście mu nie wierzyli, wziął na podkład dwóch takich, którzy mogliby tu robić habilitację z bezczelności – Bonsona i Mielzkiego. Nawijają tu o paleniu, tym razem nie mostów, chociaż... Zadane przez WudoE pytanie – „Dawno nie słyszałeś ode mnie niczego nowego / Szczerze powiedz, potrzeba ci tego do czegoś?” – nie zawsze było retoryczne. Bo wygrywanie życia, bo zwrotki jak z generatora i otwartość na poziomie urzędu późnym, piątkowym popołudniem, albo nieprzekonujące wolty. Ale owszem, tak, potrzeba.

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, zdjęciami i filmami, z dyscypliny która interesuje Cię najbardziej? Zapisz się na newsletter już teraz, a na pewno nie przegapisz najlepszych newsów.