Wojtek Sobierajski
© instagram.com/wojciech_sobierajski
Fitness

12 rekordów polski i świata w rok? Wojtek Sobierajski zrobił to!

„Nie zliczę, ile razy w zeszłym roku słyszałem, że to niemożliwe” – mówił Wojtek Sobierajski. Poznaj szczegóły 13 prób i przeczytaj rozmowę, z której dowiesz się, że każde marzenie da się zrealizować.
Autor: Krystian Walczak
Przeczytasz w 13 min
Nadszedł czas noworocznych postanowień. Jednak zamiast czynić nowe, wracamy do tego, co w zeszłym roku postanowił sobie Wojtek Sobierajski, który na przestrzeni 12 miesięcy pobił i ustanowił 12 różnych rekordów Polski i świata. Kiedy rozmawialiśmy rok temu, jego plany owiane były tajemnicą. Teraz, mając wszystko czarno na białym, możemy dopytać Wojtka o szczegóły.
Wojtek Sobierajski
Wojtek Sobierajski

12 rekordów Wojtka Sobierajskiego w 2021 roku – lista:

  • styczeń: Rekord Polski we wchodzeniu po linie – jak najwięcej razy w ciągu 1h na wysokość 5m (wynik: 111 razy)
  • luty: Ustanowienie rekordu świata w ciągnięciu samochodu na dystansie 1 km idąc na rękach – jak najkrótszy czas (wynik: 3h 16min)
  • marzec: Rekord Polski w biegu na 10 km z 50 kg workiem – jak najkrótszy czas (wynik: 1h 16min 58sek)
  • kwiecień: Rekord Polski w wejściu po linie na wysokość 2,5 km – w jak najkrótszym czasie (wynik: 9h 38min 43sek
  • maj: Rekord Polski w ilości martwych ciągów wykonanych pod wodą w ciągu godziny – z obciążeniem 100 kg (wynik: 333 razy)
  • czerwiec: próba spłynięcia przez całą Polskę w kajaku, nieukończona w powodu objawów udaru słonecznego
  • lipiec: Rekord Świata w triathlonie na dystansie olimpijskim z obciążeniem 50 kg (wynik: 6h 34min)
  • sierpień: Rekord Polski w zwisie na drążku – jak najdłuższy czas (wynik: 22min 45sek)
  • wrzesień: Rekord Polski w przeciąganiu samochodu idąc na rękach – jak największy ciężar na dystansie 5 m (wynik: 2227 kg)
  • październik: Rekord Guinnessa w biegu na dystansie maratonu ciągnąc samochód – jak najlepszy czas (wynik: 7h 43min 29sek)
  • listopad: Rekord Polski w maratonie boso – jak najlepszy czas (wynik: 3h 35min 33sek)
  • grudzień: Rekord Polski w jak najszybszym wejściu po linie o długości 30 metrów (lina była podwieszona do balonu na wysokości 300 metrów nad ziemią, wynik: 2min 53sek)
  • grudzień (dodatkowa próba związana z koniecznością przerwania czerwcowej): Jak najszybsze wejście na 250 metrowy komin po drabinie (wynik: 750 szczebli w 14min i 10sek)
Krystian Walczak: W niektórych twoich rekordach nawiązywałeś do poprzedników – triathlon z kłodą jako pierwszy robił Brytyjczyk Ross Edgley, na linie pod balonem wspinał się Duńczyk Leon Kofoed (zresztą tak, jak ty, zawodnik z solidnym backgroundem w biegach przeszkodowych – z tytułem mistrza Europy). Czy to było tak, że widziałeś gdzieś zdjęcia, filmiki i stwierdzałeś „też tak chcę”, czy może „mogę zrobić to lepiej, szybciej, wyżej itd.”?
Wojtek Sobierajski: Jeśli chodzi o rekord Rossa Edgley’a, to jakoś na początku roku, gdy byłem po swoich trzech wyzwaniach, dostałem od fana jego książkę ze słowami: poczytaj, to taki świr jak ty, tylko że za granicą! Właśnie wtedy pierwszy raz usłyszałem o Edgley’u. Książkę przeczytałem za jednym zamachem i stwierdziłem, że chłop robi fajne rzeczy, ale kilka jego rekordów jestem w stanie pobić. Na pierwszy ogień poszedł triathlon z obciążeniem 50 kg - notabene mój pierwszy w życiu. I się udało. Co do Leona Kofoeda, to znamy się osobiście z biegów z przeszkodami, gdzie wielokrotnie ze sobą rywalizowaliśmy. Czasem wygrywał Leon, czasem lepszy byłem ja, ale jedno pozostawało niezmienne - jego niesamowity uśmiech! Nasze rekordy różniły się długością liny. Ja z powodów technicznych miałem o dwadzieścia metrów krótszą. Przyznaję, że to wyczyn Leona był moją inspiracją. Podniebna wspinaczka wyglądała niesamowicie i też chciałem to przeżyć.
Wojtek Sobierajski
Wojtek Sobierajski
Twoje próby różniły się pod względem wymagań, musiałeś wykazać się wszechstronnością. Co było przy tym trudniejsze? Zwis na drążku, czy konieczność wytrzymania jak największej ilości czasu pod wodą bez oddychania? No i w tym drugim, jaki jest obecnie twój rekord życiowy, bo zauważyłem, że odnotowywałeś to na przestrzeni roku?
Obydwa rekordy były dla mnie jednymi z najłatwiejszych w tym roku. I do obydwu podszedłem praktycznie z marszu. Najdłużej bez oddechu wytrzymałem 4 minuty i 45 sekund.
Wojtek Sobierajski
Wojtek Sobierajski
Udało ci się w zeszłym roku „zminimalizować zniszczenia”, jak nazywałeś na przykład ręce zdarte od podłoża, po którym chodziłeś? Które kontuzje były najpoważniejsze?
Dzięki współpracy ze specjalistami z kliniki Rehapunkt zakończyłem zeszły rok zdrów jak ryba i to jest chyba największy rekord! Chociaż muszę przyznać, że w trakcie bywało różnie - otarcia, zbicia czy zrywana płatami skóra, to była norma. Zdarzały się także urazy grubszego kalibru - zapalenia ścięgien oraz mięśni, a nawet dwa złamania.
Jak sobie wtedy radziłeś? Ciężko było choćby trenować ze złamaną kością piszczelową, a co dopiero bić jakiekolwiek rekordy.
Do pierwszego złamania doszło na treningu, gdy w ramach rozgrzewki graliśmy z kolegami w piłkę. Wyskoczyłem, by przejąć podanie i podczas lądowania spadłem na wyprostowaną w kolanie nogę. Poczułem, że noga przegina się w drugą stronę i po chwili zalała mnie fala bólu. Pierwszą myślą, jaka zakiełkowała mi w głowie, było pytanie, jak ja teraz pokonam maraton z samochodem? Za trzy tygodnie czekał mnie najważniejszy rekord - Guinnessa - a ja właśnie złamałem kość piszczelową. Po kilku dniach stwierdziłem, że jeśli nie mogę chodzić na nogach, to będę chodził na rękach i przeciągnąłem Nyskę z trzema osobami na pokładzie, bijąc w ten sposób rekord Polski. Do drugiego złamania, tym razem przeciążeniowego, doszło na dziewięć dni przed maratonem na boso. Wskutek zbyt intensywnych treningów uszkodziłem sobie piszczel niemal w tym samym miejscu, co poprzednio. Nie mając już czasu na ponowne przekładanie rekordu, postanowiłem polecieć do Francji i dać z siebie wszystko. O dziwo piszczel nie bolał w ogóle, a ja przekroczyłem metę z czasem 3 godzin 35 minut i 33 sekund.
Wojtek Sobierajski
Wojtek Sobierajski
Jak przechodziłeś rekonwalescencję, to trzymałeś nogę w wiadrze z lodem i myślałeś, co by tu zrobić? Czy tak na przykład wymyśliłeś zmierzenie się z rekordem Wima Hofa, który zamierzasz bić w lutym?
(Śmiech) Nie, atak na rekord w półmaratonie na boso po śniegu wpadł mi do głowy dużo później, w grudniu. Ktoś mi chyba podesłał artykuł o człowieku lodu, który przebiegł dwadzieścia jeden kilometrów po śniegu bez butów. Co prawda ja przebiegłem cały maraton, ale tu chodziło o poruszanie się po lodzie, a nie asfalcie. Od razu mi się spodobało i zaplanowałem wyprawę na Islandię, by zaatakować rekord na kole podbiegunowym, tak jak mistrz.
Wojtek Sobierajski
Wojtek Sobierajski
Co się odwlecze… nie odpuściłeś maratonu z samochodem. Dlaczego?
Bo to był najważniejszy rekord w tamtym roku! Planowany od dawna, opłacony - to na nim opierał się cały projekt i nie mogłem go sobie odpuścić.
A o co dokładnie chodziło z tym kominem na końcu? Plan, żeby skończyć próbę przed północą, żeby zdążyć jeszcze w tamtym roku, to było super. Dodawało dramatyzmu całej sprawie. Ale to osiągnięcie może być naprawdę różnie interpretowane i na pewno trudno to uznać za rekord Polski, czy świata. Nawet nie do końca wiadomo, gdzie to było. Jaki był twój pomysł na to? A może plany kontra rzeczywistość jaką zastałeś na miejscu różniły się od siebie?
Wzorowałem się na rekordzie świata, ustanowionym na najwyższym kominie w Europie – słoweńskim, 360-metrowym kolosie (dop. wejścia na komin elektrowni Trbovlje dokonało dwoje wspinaczy – Janja Garnbret i Domen Škofic, zobacz film dokumentalny na ten temat poniżej). Chciałem zrobić coś podobnego w Polsce, z tym że nikt przede mną nie wspinał się w ten sposób oficjalnie na czas. Jako wyznacznik wybrałem więc wejście BNT, który jest najbardziej znanym urban climberem w naszym kraju. Jako, że się kumplujemy, poprosiłem Marcina o opinię na temat limitu czasu i dostałem odpowiedź, że poniżej 30 minut nigdy nie udało mu się na 250-metrowy komin wejść. I tyle. Jeśli ktoś uważa, że mój wynik 14 minut i 10 sekund jest słaby, zapraszam do jego poprawienia.
Wspinaczka · 48 min
360 Ascent
To, co było bardzo charakterystyczne, to twoja szybka regeneracja – jak ty to robisz? Zaraz po złamaniu wróciłeś do obciążania nogi. Wygląda na to, że rany rąk i nóg też goją się na tobie jak na psie.
To prawda, po ogłoszeniu moich planów na 2021 rok wiele osób mówiło, że skończę na wózku. I to w najlepszym przypadku. A zakończyłem rok zdrowy i w pełni sił. Nie wiem o co tu chodzi, ale cieszy mnie ta moja przypadłość!
Twój tata bardzo ci pomagał przy tych rekordach, a jak podchodzili do tego twoi bracia? Pukali się w głowę? Mówili: Wojtek po co ci to? Czy trochę zazdrościli i mówili: też bym tak chciał?
Tata to moje największe wparcie w trakcie bicia rekordów. Był ze mną praktycznie na każdym. Zawsze ma głowę pełną pomysłów. Gdy trzeba improwizować i wymyślić coś na szybko, jest niezastąpiony. Największym jego poświęceniem było kierowanie maluchem, którego przeciągałem na dystansie maratonu. Przez niemal osiem godzin mój tata nie mógł wyjść z auta nawet na sekundę, założył więc na siebie pieluchę... Moi bracia także bardzo pomagają mi w rekordach, zarówno jeśli chodzi o przygotowania, jak i o sam proces ich bicia. A czy ich samych do tego ciągnie? Chyba nie, patrząc na mnie, widzą jak ciężki jest to kawałek chleba oraz jak wiele poświęcenia wymaga.
Mówiłeś, że kiedy skupiasz się na przygotowaniu do swojego celu, możesz mniej czasu poświęcać na trenowanie innych. Czy w 2021 roku wielu twoich podopiecznych cierpiało z tego powodu?
Aby skupić się na swoim projekcie, zdecydowanie musiałem zmniejszyć czas poświęcony na szkolenie innych. Jednak to rekordy są dla mnie priorytetem, stały się także moim głównym źródłem zarobku. To niewyobrażalne, jak w ciągu roku zmieniła się moja wartość marketingowa. Nigdy bym nie przypuszczał, że te szalone wyzwania wzbudzą tyle zainteresowania, że będą pokazywane w każdej telewizji, wywiady ze mną będą leciały w każdym radiu, a artykuły publikowane w różnych mediach.
Kto nie dąży do rzeczy niemożliwych nigdy ich nie osiągnie
Heraklit z Efezu
W lutym ruszasz na Islandię, żeby pobić rekord świata guru zimowych zapaleńców, Wima Hofa. Z twoją formą zejście nawet poniżej 2h w półmaratonie na śniegu nie powinno stanowić problemu. To, że pobiegniesz w samych spodenkach, to pewnie też nie problem, bo przecież będziesz rozgrzany. Ale czy twoje stopy wytrzymają 2h kontaktu ze śniegiem?
To jest tak naprawdę wielka niewiadoma. Wszystko zależy od warunków, jakie zastanę na miejscu. Twardy, ubity śnieg jest zdecydowanie lepszy niż miękki, który oblepia stopę wychładzając ją nie tylko z dołu, ale także od boków czy z góry. Nie da się także przewidzieć pogody. Czy będzie bardzo zimno? Czy będzie mocno wiało? Wszystko okaże się na miejscu. Ja na Islandię lecę z tym samym nastawieniem co zawsze: tylko zwycięstwo!
Wojtek Sobierajski
Wojtek Sobierajski
Wspominałeś, że lubisz wędkarstwo i piesze wędrówki. W zeszłym roku miałeś na to czas?
Dużo mniej niż zawsze, ale to nie przez rekordy, tylko zostałem tatą! Pamiętam słowa znajomych, którzy przepowiadali bardziej rekordy w zmienianiu pieluch, niż te sportowe. Czas pokazał, że jak się chce to można, a wszystko jest kwestią priorytetów i odpowiedniego planowania. Na jesieni kilka razy wyskoczyłem na weekend na mazurskie jeziora i udało się złapać parę fajnych szczupaków.
Wiele razy w zeszłym roku wspominałeś Aleksandra Dobę, cytując w mediach społecznościowych Heraklita z Efezu: „Jeśli nie dążysz do rzeczy niemożliwych, to nigdy ich nie osiągniesz” - te słowa rozpoczynają film "Ballada o Olku Dobie". Kim jest dla ciebie ten polski podróżnik, kajakarz, ale też na przykład szybownik?
Po prostu bardzo podoba mi się ten cytat. Nie zliczę, ile razy w zeszłym roku słyszałem "to niemożliwe". Za każdym razem udowadniałem, że wszystko, co sobie zaplanujesz, każde marzenie jest do zrealizowania. Wystarczy w to uwierzyć.

12 rekordów Wojtka Sobierajskiego z 2021 roku, w liczbach:

  • 12 miesięcy – 13 prób i 12 rekordów
  • 612 razy wchodził po linie: 111 razy po 5-metrowej w styczniu, 500 razy po 5-metrowej w kwietniu i 1 raz po 30-metrowej w grudniu
  • 3085 m – pokonał Wojtek wspinając się po linie w trakcie bicia rekordów (555m w styczniu, 2,5 km w kwietniu i 30 m w grudniu)
  • 300 metrów – na takiej wysokości leciał balon, do którego podwieszona była 30-metrowa lina
  • 10h 41min 36 sek wyniósł łączny czas wchodzenia po linie w trakcie wszystkich prób – 1h w styczniu, 9h 38min 43sek w kwietniu i 2min 53sek w grudniu
  • 250 m miał komin, na który Wojtek wszedł po 750 szczebelkach w czasie 14min i 10sek
  • W 3 próbach wykorzystano samochody. W lutym przeciągnął ważącego 700 kg malucha idąc NA RĘKACH na dystansie 1 km, co zajęło mu 3h 16 min. We wrześniu pokonał maraton (42,2 km) ciągnąc tego samego malucha na nogach, co trwało 7 godzin 43 minuty 29 sekund. Ostatecznie Nysę, do której wsiadły trzy osoby, co razem dało 2227 kg, przeciągnął na krótkim dystansie 5m, ale ponownie… idąc na rękach.
  • Przynajmniej 22 minuty i 45 sekund trzeba zwisać na drążku, żeby pobić rekord Wojtka Sobierajskiego
  • 3 rekordy związane były z obciążeniem
  • 10 km z 50 kg workiem przebiegł w 1h 16min 58sek
  • Triathlon na dystansie olimpijskim, z obciążeniem 50 kg, pokonał w 6 godzin i 34 minuty (w tym: 1,5 km pływania zajęło mu 1h 15min; 40 km na rowerze pokonał w 2h 45min; 10 km przebiegł w 2h 34min)
  • W zaledwie 1h, pod wodą przerzucił w sumie 33 tony, 333 razy wykonując martwy ciąg ze 100-kilogramową sztangą. Próba odbyła się na głębokości 2m.
  • 2 razy pokonał maraton (raz ciągnąc samochód i raz na boso)
  • Najszybciej maraton pokonał na boso, z wynikiem netto 3 godziny 35 minut 33 sekundy (brutto 3 godziny 38 minut 19 sekund)
  • 2 razy plan trzeba było zmienić – najpierw z ciągnięcia auta na dystansie maratonu na ciągnięcie auta z jak największym obciążeniem idąc na rękach, a potem z jak największego dystansu boso w ciągu 24h, na jak najszybszy maraton na boso
  • 1 próba została przerwana – z powodu objawów udaru słonecznego nie udało się pokonać 1200 km kajakiem