esport

Worlds 2020: Złamane serca Europy. Fnatic z 2:0 do 2:3 w meczu z TES

© Riot Games
Po dwóch pierwszych mapach, wygranych przez Fnatic, europejscy fani mogli przecierać oczy ze zdumienia. Kolejny szok nastąpił jednak na koniec serii, gdy awans świętowało Top Esports.
Autor Bartek Bukowski
"Jako że był to mój pierwszy występ na Worldsach, przybyłem tu bez oczekiwań. Szukałem nowych doświadczeń i rozwoju jako gracz. Całościowo jestem zadowolony z tego, jak daleko udało nam się dojść. Było bardzo blisko półfinału, jednak Top Esports było w tym meczu od nas po prostu lepsze" - tymi słowami na konferencji prasowej Oskar “Selfmade” Boderek podsumował tegoroczne mistrzostwa świata w League of Legends w wykonaniu Fnatic.
Polak starał się robić dobrą minę do złej gry, ale i tak było widać, że cała drużyna Fnatic na konferencję po meczu z Top Esports przybyła w wisielczych nastrojach.
Nie ma się jednak czemu dziwić. Niby tak właśnie miało być. Tak stawiała miażdżąca większość ekspertów. To Top Esports było faworytem do wygrania nie tylko tego meczu, ale i całego turnieju. Gdy jednak zwyciężasz dwie pierwsze mapy, i to w bardzo dobrym stylu, to przełknięcie goryczy porażki jest wyjątkowo trudnym zadaniem.
Trzeba tu jednak zaznaczyć, że pierwsze dwie gry wcale nie należały do łatwych. W obu, to Top Esports delikatnie lepiej zaczynało rozgrywkę. Na drugiej mapie, to chińska formacja długo oscylowała w okolicach dwóch tysięcy złota przewagi.
Fnatic jednak, za każdym razem pokazywało przede wszystkim świetne rozumienie gry. Europejczycy doskonale wyczuwali, kiedy powinni iść po więcej, a kiedy się wycofać i przegrupować szyki. Gdy tracili jedną wieżę, w zamian brali inną, bądź smoka. Wśród “Pomarańczowych” na pewno wyróżnić można było “Selfmade’a”, który zwłaszcza na pierwszej mapie, całkowicie zdeklasował i wyłączył z gry “Karsę”. Po dwóch mapach w Europie zapanowała euforia. Już mało kto zadawał sobie pytanie “czy?”, każdy zastanawiał się tylko “jak wysoko?” Fnatic pokona Top Esports.
- Nikt nie będzie pamiętał, jak dziś zagraliśmy. To nie sprawia, że ta porażka jest “ok” z tego powodu. Przegrana to zawsze przegrana - komentował po meczu rozżalony “Rekkles”.
Top Esports dokonało rzeczy, która do tej pory na Worldsach była niewykonalna - reverse sweepa, czyli powrotu z 0:2 i wygrania meczu 3:2. Taki comeback miał miejsce pierwszy raz w 10-letniej historii rozgrywania mistrzostw świata League of Legends!
Trzecia gra była kubłem zimnej wody na rozgrzane głowy Europejczyków. TES nagle pokazało całkowitą dominację. Dość niekonwencjonalne wybory Fnatic, jak Vel’koz w rękach “Nemesisa”, czy Kha’zix u “Selfmade’a” całkowicie zawiodły. Mistrzowie LPL od początku narzucili swój styl gry i ani na moment nie zwolnili. Po 15 minutach ich przewaga w złocie przekraczała cztery tysiące, po 20 - siedem tysięcy. Wówczas było już wiadomo, że o szybkim końcu w trzech mapach nie ma co marzyć.
I o ile trzecia rozgrywka od początku do końca była dla Fnatic przegrana, o tyle czwarta może się graczom FNC jeszcze długo śnić po nocach. Jeżeli bowiem w ósmej minucie masz już ponad dwa tysiące złota przewagi, wziętego Heralda, smoka, a twój botlane całkowicie dominuje swoich vis-a-vis, to możesz czuć, że jedną nogą jesteś w półfinale.
Fnatic jednak, pomimo mocnego startu, nie potrafiło się rozpędzić i postawić kropki nad “i”. Gra, choć z lekkim wskazaniem na “Pomarańczowych”, stała na ostrzu noża. Kluczowa dla losów tego meczu, ale też wydaje się całego ćwierćfinału, była akcja z 23. minuty. Wówczas TES perfekcyjnie spozycjonowało się pod leżem dragona i w walce 5 vs 5 rozbiło “Rekklesa” i spółkę. Fnatic nie było w stanie sięgnąć carry TES, skupiając swoje obrażenia na Tahm Kenchu, zaś ukryci na tyłach “Knight”, “Karsa” oraz “JackeyLove” eliminowali rywali jeden po drugim.
Po tej akcji Fnatic nie potrafiło się już podnieść i trzy minuty później jasnym stało się, że o wszystkim zdecyduje piąta mapa. Ta zaś była prawdziwym koncertem mistrzów regionu chińskiego. “Karsa” i spółka nie pozostawili na niej złudzeń, kto bardziej zasłużył na awans do półfinału zamykając całość w zaledwie 25, bardzo jednostronnych, minut.
"W dwóch pierwszych grach za dużo psuliśmy. Powiedziałem reszcie, że możemy wciąż wygrać. Utrzymaliśmy pozytywne nastawienie i byliśmy w stanie triumfować" - skomentował po grze “Karsa”.
Ostatecznie, choć nie dało się ukryć rozczarowania, Fnatic również należy ocenić pozytywnie. "Jestem super dumny z chłopaków i nie uważam, że powinni się czegokolwiek wstydzić" - stwierdził szkoleniowiec drużyny, “Mithy”.
Dla Fnatic, to trzecie Worldsy w przeciągu czterech ostatnich lat, które kończy w ćwierćfinale. Jedynym wyjątkiem, gdy “Pomarańczowym” udało się przebrnąć tę rundę, był rok 2018, kiedy to przygoda europejskiej organizacji zakończyła się na finale (porażka 0:3 z Invictus Gaming). Co ciekawe, we wszystkich czterech edycjach, “Rekklesa” i spółkę eliminowały drużyny z Chin (kolejno: RNG, Invictus Gaming, FunPlus Phoenix oraz Top Esports).
esport · 5 min
Red Bull Solo Q - najlepsze momenty