esport

Worlds 2020: G2 i Fnatic w ćwierćfinałach. Szczęśliwe losowanie "Samurajów"

© Riot Games
Już tylko G2 Esports oraz Fnatic bronią honoru zachodniego League of Legends na tegorocznych Worldsach. Tradycyjnie całkowicie zawiodła Ameryka.
Autor Bartek Bukowski
- Jeśli jesteś dobrym graczem, zaadaptujesz się do każdej mety. Granie tankami w jungli jest dużo łatwiejsze, niż gra carry junglerem. Jeżeli ktoś potrafi grać w carry mecie, to będzie dla niego łatwe odnaleźć się również jako tank. Aktualna meta mi pasuje, ale myślę, że to nie tylko o to chodzi. To także moje indywidualne umiejętności - mówił w rozmowie z serwisem “Inven Global” Oskar “Selfmade” Boderek.
Polski leśnik Fnatic był jedną z najjaśniejszych gwiazd zakończonej właśnie fazy grupowej mistrzostw świata w League of Legends 2020. Gra zespołu “Pomarańczowych” skupiała się głównie właśnie wokół osoby “Selfmade’a”. 20-latek swoim Gravesem, Evelynn czy Hecarimem miał za zadanie stanowić serce kompozycji drużyny i jej główne źródło obrażeń. I świetnie się z tego zadania wywiązywał. Momentami był wręcz bezczelny.
Ostatecznie jednak, wicemistrzowie Europy musieli uznać w grupie wyższość Gen.G. I choć z koreańską formacją mieli bilans 1-1, to niespodziewana wpadka z LGD przekreśliła ich szanse na awans z pierwszego miejsca. To o tyle istotne, że już w ćwierćfinale Fnatic czeka olbrzymie wyzwanie. Rywalami “Rekklesa” i spółki będą jedni z faworytów do końcowego triumfu - mistrzowie Chin - Top Esports.
Nieco więcej szczęścia w losowaniu miało natomiast G2 Esports, którzy fazę grupową również zakończyli na drugiej pozycji. Trudno nie odnieść jednak wrażenia, że kluczowa była po prostu ich własna niefrasobliwość. Porażki takie jak z Teamem Liquid nie powinny mieć miejsca. Ostatecznie, po rozegraniu tie-breakera, to Suning zostało sklasyfikowane na szczycie grupy A.
G2 miało jednak sporo szczęścia w losowaniu ćwierćfinałowego rywala. Z trójki Top Esports, DAMWON oraz Gen.G trafiło na, przynajmniej na papierze, zdecydowanie najsłabszą ekipę - Gen.G. To jednak wcale nie oznacza, że awans do półfinału jest pewny. No chyba, że będziemy sugerować się social mediami europejskiej organizacji.
“Samurajowie” ochoczo przypominają w nich zeszłoroczny turniej, w którym byli “grabarzami” Korei. Najpierw, w ćwierćfinale, rozbili DAMWON, by później odesłać do domu SKT T1. Teraz może być podobnie. G2 bowiem w swojej połówce drabinki ma wyłącznie koreańskie zespoły - w półfinale trafi na zwycięzcę meczu DAMWON - DRX.
Warto również odnotować kolejny żenujący rok w wykonaniu Ameryki. Kibice z NA ponownie pożegnali się ze wszystkimi trzema ekipami już po fazie grupowej. Zawiodło przede wszystkim TSM. Mistrzowie regionu zakończyli fazę grupową z kompletem porażek. - To jakiś żart, że poszli na 0-6 - kpił z rywali “Selfmade”.
TSM sprawiało wrażenie zespołu całkowicie nieprzygotowanego na tego typu imprezę. “IgNar” z FlyQuest starał się usprawiedliwiać taki stan rzeczy różnicami w mecie. - Osobiście uważam, że wynika to z różnicy w mecie. Dla przykładu wśród graczy NA nie ma nikogo, kto byłby w stanie powstrzymać Zileana “Bjergsena”, podczas gdy na Worldsach wydawał się bardzo słaby - mówił w rozmowie z Danielem “Questem” Kwonem.
Trudno jednak usprawiedliwiać tak słaby występ jedynie niedopasowaną metą. Zwłaszcza, gdy ma to miejsce drugi rok z rzędu. W Ameryce muszą poważnie zastanowić się nad tym, jak podnieść swój poziom. W przeciwnym razie to Riot może zacząć się zastanawiać, czy nie obniżyć powagi regionu na przykład poprzez zrzucenie mistrzów LCS do drugiego koszyka przy losowaniu grup.
Pełen zestaw ćwierćfinałów Worlds 2020:
esport · 5 min
Red Bull Solo Q - najlepsze momenty