Call of Duty: Black Ops 4
© Activision
Gry

Blackout - wrażenia z trybu Battle Royale w Black Ops 4!

Battle Royale w Call of Duty? To nie mogło być dobre, ale... Jest bardzo dobre!
Autor Michał Pajda
W dobie Fortnite'a i PUBGa, które to bezdyskusyjnie zdominowały rynek multiplayerowych strzelanek, trudno jest deweloperom przebić się z nowym tytułem mogącym tchnąć przysłowiowy wiatr zmian w gatunek Battle Royale. Boleśnie przekonał się o tym m. in. Cliff Bleszinski próbujący ratować firmowy budżet przy pomocy średnio udanego i naprędce wydanego Radical Heights, w którego nikt nie chciał grać - efektem tego była konieczność zamknięcia studia deweloperskiego Bleszinskiego, Boss Key Productions. Eksperymentowanie z Battle Royale staje się jednak uciążliwą regułą branży - co pewien czas na światło dzienne wychodzą szokujące informacje o implementowaniu go do dużych marek, jak chociażby Battlefield, czy Call of Duty. I chociaż w przypadku tytułu od EA DICE nie wiem z czym przyjdzie nam się zmierzyć - bo tryb ten jeszcze nie został udostępniony w beta testach - to Battle Royale w najnowszym CoDzie z zachwytu wgniótł mi kolana w drugą stronę.

UMARŁ KRÓL, NIECH ŻYE KRÓL!

Na wstępie jednak posypać muszę głowę popiołem i pokajać się publicznie, bo do Blackouta (tak nazwany został tryb BR w Call of Duty Black Ops 4) podchodziłem z olbrzymią rezerwą. Ba - wieszczyłem nawet, że to jedna z najgorszych decyzji Treyarchu i od obrzydliwego skoku na kasę naiwnych graczy dostaną czkawki. Na chwilę po odpaleniu bety okazało się jednak, że wszelkie moje utyskiwania były jedynie reakcją obronną organizmu na wciskanie Battle Royale'a w każdą możliwą produkcję. Blackout ma bowiem szansę na zrobienie szumu w gatunku i odebranie wielu graczy zwolennikom przede wszystkim Playerunknown's Battlegrounds. Dlaczego? Bo jest to niemalże kopia kultowego PUBGa, tyle że usprawniona o masę autorskich rozwiązań. I gra się w to na tyle dobrze, że najzwyczajniej w świecie żałuję, iż beta dzisiaj się kończy.
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Zasady gry pozostają niezmienne - zabawę rozpoczynamy w lobby wraz z niemal setką innych graczy dobranych do naszej rozgrywki. Swoją drogą element ten jest prawdopodobnie roboczy, bo wykonany niezwykle chałupniczo - ot, lądujemy na mapie (w którą wbijamy się uderzając z powietrza o glebę bez uszczerbku na zdrowiu) i zbieramy pukawki siejąc brak zniszczenia wśród pozostałych graczy (uzbrojenie nie zadaje wtedy nieprzyjaciołom obrażeń). Chwilę potem jest jednak zdecydowanie lepiej - w głośnikach rozbrzmiewa zagrzewający do walki, rockowo-symfoniczny dżingiel, a gracze transportowani przez eskadrę helikopterów przelatują przez mapę, by w odpowiednim dla siebie momencie opuścić śmigłowiec. Podczas lotu natrafiamy na pierwszą z nowinek gatunku. W powietrzu korzystamy bowiem z tzw. wingsuita, więc - przypominając latającą wiewiórkę - mamy olbrzymie możliwości początkowego manewrowania postacią, dzięki czemu udaje się dotrzeć nawet do najdalszych krańców mapy, niezależnie od toru, po którym porusza się początkowy środek transportu.

ZACHWYT, ZACHWYT, SKRYPTY, ZACHWYT

Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Na ziemi czeka jednak jeszcze więcej sympatycznych niespodzianek. Przede wszystkim bardzo spodobał mi się system zbierania walających się tu i ówdzie gadżetów, akcesoriów do broni oraz samych pukawek z dostosowanymi do nich rodzajami amunicji. Ogrom rozrzuconego sprzętu co prawda razi, jednak w finalnej wersji na pewno zostanie ograniczony - zabieg ten ma jedynie pozwolić graczom na zapoznanie się z dostępnym w trybie sprzętem - poza potężnym arsenałem uzbrojenia konwencjonalnego mamy również kosmiczne blastery oraz mnogość osprzętu umożliwiającego stosowanie przeróżnych taktyk w walce z przeciwnikiem - m.in. linki z hakiem umożliwiające przyciąganie się do wystrzelonych powierzchni, mobilne barykady zapewniające osłonę oraz utrudniające nacierającym wrogom atak, samochodziki sterowane radiem pozwalające na szpiegowanie nieprzyjaciół i obserwację otoczenia z bezpiecznej odległości
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Bardzo dobrym rozwiązaniem jest również podzielenie menu ekwipunku - na naboje mamy określoną liczbę slotów i odgórnie ustaloną liczbę możliwych do przenoszenia pocisków danego kalibru, niemniej jednak nie walają się one już w "plecaku", który posiada pięć slotów (lub dziesięć, jeśli znajdziemy przedmiot plecaka) i w którym przechowywane są akcesoria do broni oraz czasowe power-upy (np. zwiększone obrażenia przy walce wręcz). Jeśli chodzi o bronie, to tych z kolei możemy dzierżyć tylko dwie - podnosząc kolejną pukawkę z ziemi po prostu zamieniamy ją z tą aktualnie trzymaną w rękach, co również wymusza na graczu kombinatorykę i podejście taktyczne. I zaczynają się trudne wybory - wziąć rzadką wyrzutnię rakiet z trzema pociskami, czy jednak zostać przy strzelbie?
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Pochwałę należy również skierować pod adresem osób zajmujących się konstrukcją mapy - jej wielkość jest w sam raz dopasowana do trybu rozgrywki. Są też kluczowe miejscówki oznaczone na mapie, które stają się w pierwszej kolejności areną zmagań o broń i amunicję. Niemniej jednak warto zaznaczyć, że każda lokacja jest zróżnicowana i ma swój charakter, dzięki czemu potyczki w obrębie każdej z nich wyglądają zdecydowanie inaczej. Brak tutaj lokacji mdłych i wykorzystujących powtarzalne assety - co jest niestety wielką bolączką wielu graczy Playerunknown's Battlegrounds. 
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Zrzuty z amunicją i pukawkami zastąpiono z kolei specjalnymi miejscówkami opanowanymi przez... zombie. Warczące i ryczące boty strzegą skrzyń ze zdecydowanie lepszym sprzętem, dlatego czasem warto zaryzykować i stoczyć o niego bój z pozostałymi graczami - szczególnie, że miejscówki występowania truposzy są niezmienne i oznaczone olbrzymimi słupami widocznymi z każdego skrawka mapy. Należy jeszcze pochwalić jedną, może mniej istotny aspekt - przepięknie wyglądające środowisko podwodne, o jakim wspomniani fani PUBGa mogą wyłącznie pomarzyć. Co prawda jest to drobiazg, który jednak rzuca się mocno w oczy, bo przemierzanie rzeki pod jej taflą jest nie tylko efektowne, ale w Battle Royalach efektywne. Drobiazgiem nie są z kolei pojazdy, którymi się pomiędzy kolejnymi miejscówkami poruszamy - do dyspozycji mamy bowiem quady, motorówki oraz większe samochody transportowe (pasażerowie nie jeżdżą w środku, ale "kucają" na jego pace - świetna sprawa!) oraz... helikoptery - chociaż latać tym ostatnim niestety nie było mi dane, bo zwyczajnie nie miałem szczęścia do jego znalezienia.

O CO SIĘ MARTWIĘ?

Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Grze jednak - przynajmniej na tę chwilę - daleko jest jeszcze do doskonałości. Głównymi minusami są jednak kwestie techniczne związane w głównej mierze z technikaliami. Przykładem są tutaj bardzo częste zerwania połączeń (znienawidzony komunikat z napisem "Connection Interrupted"), które mają miejsce niemalże zawsze przy zminimalizowaniu gry - niezależnie od tego, czy jest to zrobione umyślnie przez gracza, czy też przez program zewnętrzny, którego wyskakujący komunikat "chowa" grę i pokazuje pulpit. Co jest uciążliwe, szczególnie gdy zbierze się bardzo dobry ekwipunek lub wyląduje się w ostatniej dziesiątce walczących. Problemem jest również optymalizacja gry - potwór trzymany pod moim biurkiem uciągnął bez problemu trzecią część Wiedźmina na ustawieniach graficznych "ultra", natomiast przy mieleniu Blackouta ewidentnie się krztusił (chociaż programy do analizy liczby klatek wskazywały na najwyższych ustawieniach właśnie pomiędzy 40, a 50 klatek - pomimo tego były chrupnięcia), przez co zmuszony byłem do obniżenia jakości wyświetlanych tekstur oraz efektów cząsteczkowych. Wierzę jednak, że finalna rozgrywka pozbawiona będzie tych baboli i Blackout będzie najlepszym Battle Royalem na rynku.

JEST NA CO CZEKAĆ!

4.Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
4.Call of Duty: Black Ops 4 Blackout
Call of Duty: Black Ops 4 warto będzie kupić chociażby przez sam tryb Blackout, który wart jest premierowej ceny całej gry. Na tę chwilę tytuł jest niedopracowany pod względem technikaliów, jednak już dziś oferuje o wiele więcej zabawy, niż PUBG - a wszystko to za sprawą wprowadzenia kilku gadżetów, ogromnego arsenału uzbrojenia i zróżnicowanych miejscówek, na których przychodzi graczom toczyć pojedynki na śmierć i życie. I chociaż rynek Battle Royalów jest przesycony, to Blackout odnajduje się w nim doskonale - jestem przekonany, że tryb ten wspomoże sukces finansowy Black Opsa 4 i na stałe zagości na komputerach i konsolach fanów gatunku. Teraz czekamy na pokaz trybu BR w Battlefield V - EA DICE musi się jednak bardzo postarać, by pobić to, co zaprezentował graczom Treyarch w trakcie kilku ostatnich dni otwartej bety.