Narciarstwo

Zuza Witych opowiada o przygotowaniach do Freeride World Tour

© Maritz Ablinger
Jak przygotować się do najbardziej hardkorowych zawodów narciarskich na świecie? Zapraszamy na rozmowę z Zuzanną Witych o szalonej serii Freeride World Tour.
Autor Maciej Świerz
Maciej Świerz: Cześć Zuza! Co tam u Ciebie słychać?
Zuza Witych: Dziękuję, wszystko dobrze. Właśnie wyrwałam się w Alpy, bo jeśli sytuacja pozwoli, to za dwa tygodnie planuję rozpocząć sezon. Na samym początku listopada szykujemy wyjazd do Soelden w Austrii. Mam nadzieję, że uda się ruszyć z przygotowaniami na śniegu.
Kozacka miejscówka. Nawet nie wiedziałem, że da się tam pojeździć na szerokich nartach.
Nie nastawiam się na typowy freeride, bardziej chodzi o klasyczne “wjeżdżenie się” i spędzenie czasu na nartach. Mam też trochę nowego sprzętu, do którego muszę się przyzwyczaić. Trzeba sobie to wszystko po prostu przypomnieć i rozruszać się trochę po lecie.
Jak spędziłaś ten dziwny off-season?
Dziwny offseason, to dobre określenie... Wiesz co, dość dużo czasu spędziłam w Polsce, ale cały czas przygotowywałam się do sezonu “na sucho”. Sporo trenowałam na siłowni, dorzucając dużo przygotowania motorycznego, stabilizacji i pracy nad mięśniami głębokimi.
W całym procesie przygotowawczym chodziło głównie o to, żeby wzmocnić moje “newralgiczne punkty”, które są osłabione przez poprzednie kontuzje. Mam nadzieję, że dzięki temu żaden uraz się nie odnowi. Siłownia ma też przyspieszyć płynne przejście na śnieg. Regularny trening bardzo to ułatwia.
A poza siłownią dokładasz do treningu jakieś inne sporty?
Tak! Na maksa nastawiam się na rower. To świetna sprawa. Bardzo fajne ćwiczenie na “głowę”, bo jadąc na rowerze uczymy się bardzo szybko reagować, podejmować decyzje i czytać teren. Ma to bezpośrednie przełożenie na jazdę na nartach, ponieważ oba sporty są tak naprawdę bardzo podobne.
Co prawda nie spędziłam na rowerze tyle czasu ile początkowo zakładałam, ale mam nadzieję, że teraz w Szwajcarii skorzystam jeszcze z uroków pięknej jesieni i trochę pojeżdżę.
No to wygląda na to, że na nadchodzący sezon jesteś gotowa. Chyba będzie się sporo działo?
Zdecydowanie będzie się działo! Mam nadzieję, że jestem gotowa. (śmiech)
Rozmowa - zuzanna witych o freeride world tour. Narciarka freeride w akcji.
Zuza Witych w akcji.
Jak nie Ty, to kto! W poprzednim roku wywalczyłaś kwalifikację do zawodów Freeride World Tour 2020/2021. W tym roku organizatorzy wprowadzili do serii kilka zmian. Wytłumaczysz, o co konkretnie chodzi?
Tak, w tym roku pojawił się nowy format, ale tak, jak dotychczas jest pięć przystanków. Do tej pory było tak, że po czterech “klasycznych” przystankach zawodnicy rywalizowali w wielkim finale w Verbier w Szwajcarii. W sezonie 2020/2021 mamy trzy “zwykłe” edycje zawodów w Kanadzie, Japonii i Andorze, a później małe podsumowanie i dwie rundy finałowe. Z mojej grupy do finałów awansuje tylko sześć dziewczyn! Rywalizacja zakończy się w Austrii i Szwajcarii, a punkty, zdobyte na tych zawodach będą mnożone razy półtora.
Tu wkracza wyższa matematyka... Jak sama powiedziałaś, w rundach finałowych wystartuje tylko sześć dziewczyn, ale warto zaznaczyć, że od początku serii będzie ich tylko osiem. Jesteś wśród ośmiu najlepszych narciarek świata. To chyba niesamowite uczucie?
Początkowo byłam przekonana, że jest nas dziesięć, ale ostatecznie okazało się, że zmniejszyli liczbę zawodniczek do ośmiu. Kilka dni temu w internecie pojawiła się taka krótka zapowiedź serii z całą listą startową. Zobaczyć swoje nazwisko obok tak niesamowitych sportowców, to jest prawdziwy kosmos. Naprawdę bardzo się cieszę.
À propos kosmosu. Przed Tobą 5 edycji zawodów, z których każda odbywa się w niesamowitym miejscu. Powiedz z której lokalizacji Ty cieszysz się najbardziej?
Oglądałam już trochę przejazdów z zeszłorocznych zawodów i muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ściana w Kanadzie. Widać tam mnóstwo różnych możliwości i wydaje mi się, że mam szansę się tam pokazać z dobrej strony. Druga lokalizacja, która też wygląda świetnie to austriackie Fiebierbrunn. Mam bardzo dużo pomysłów na swój przejazd. Te dwie ściany to zdecydowanie moje “ulubienice”. (śmiech)
Czyli wstępna video-analiza już jest. Pewnie przed samymi zawodami spędzasz przy takich nagraniach dużo więcej czasu?
Tak, teraz latem obejrzałam wszystkie przejazdy z zeszłego roku, ale bliżej sezonu na pewno przyjrzę się im jeszcze dokładniej. Myślę, że sprawdzę powtórki nie tylko z ubiegłego sezonu, ale również z przed dwóch lat. To bardzo pomaga, ale nie można się tym oczywiście kierować na 100%, bo pokrywa śnieżna, warunki i wiatr, mogą zupełnie odmienić ostateczny wygląd naszej ściany. Ja to robię tak, że wynajduję sobie fajne elementy z różnych przejazdów i staram się połączyć to w swoją unikatową linię.
Czyli przepis na idealny przejazd to połączenie “pewniaków”, które możesz w pewien sposób przewidzieć i zaplanować z elementem freestyle’owym, z którym musisz zmierzyć się na miejscu?
Tak, dokładnie. Na miejscu mamy też cały dzień na tak zwany “face check”. Oglądamy sobie ścianę przez lornetkę. Dzięki temu można się utwierdzić w przekonaniu, że coś “jest do zrobienia”, albo zmienić plan, bo na trasie przejazdu pojawiają się skały, których w poprzednich latach po prostu nie było widać. Zawsze staram się mieć w głowie plan na przejazd jeszcze przed pojawieniem się na zawodach. Później po prostu dopasowuje go do warunków.
Narciarka Zuza witych w trakcie zjazdu w górach.
Zuza Witych w akcji
Gdy rozmawialiśmy pół roku temu, zwróciłaś uwagę na bardzo przyjacielską atmosferę, która panowała na zawodach kwalifikacyjnych do FWT. Myślisz, że tutaj będzie podobnie, czy raczej każdy pójdzie w swoją stronę i skupi się na walce o punkty?
Myślę, że dalej będziemy “trzymać się razem” i pojawią się jakieś drobne podpowiedzi, szczególnie ze strony najbardziej doświadczonych zawodników. Uważam, że zwłaszcza w przypadku chłopaków nie będzie żadnych problemów, a czy między samymi dziewczynami będzie tak dobrze, to ciężko powiedzieć…
Czy będziemy razem analizować możliwości i pomagać sobie w wyborze linii? Nie wiem, wyjdzie na pierwszych zawodach! (śmiech) Myślę, że jakieś drobne wymiany pomysłów i drobne wskazówki na pewno się pojawią.
Miejscówki są, “koleżanki” chyba też, to teraz sprzęt. Kolejny sezon na polskich nartach Majesty - dlaczego?
Przede wszystkim bardzo fajnie się nam współpracuje i podoba mi się to, że jako Polka startuje w Tourze na polskich nartach. Co więcej Majesty wypuściło teraz zupełnie nową, genialną kolekcję. Ja testowałam te narty już od połowy zeszłego sezonu i wszystkie moje najlepsze wyniki zjechałam właśnie na tych nartach. Firma jest też bardzo zaangażowana i czuję ich olbrzymie wsparcie.
Zuzanna Witych na podium z nartami majesty
Polska zawodniczka na polskim sprzęcie - szacuneczek!
Dodatkowo to wszystko się fajnie zgrało - mój debiut w FWT i premiera ich zupełnie nowej kolekcji, która naszym zdaniem jest prawdziwym przełomem.
Chyba się zgłoszę po jakieś testówki, skoro tak mówisz… No dobrze, to powiedz jeszcze jak spędzisz ostatnie miesiące przygotowań do pierwszych zawodów.
Chciałabym jak najwięcej czasu spędzić na śniegu. W styczniu muszę być już w pełnym gazie. W tym sezonie będzie trochę inaczej, bo zazwyczaj najlepsza forma pojawia się w marcu. Trzeba to wszystko trochę “przesunąć”. Przejeździć drugą połowę listopada i cały grudzień. Półtora miesiąca powinno wystarczyć, by dobrze przygotować się do sezonu i w styczniu być już na najwyższych obrotach. Później tylko walka o utrzymanie formy. Chcę odpowiednio to wszystko wyważyć, żeby nie przesadzić ani w jedną ani w drugą stronę.
Nie może się nie udać. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Zdzwaniamy się po pierwszym sukcesie w Tourze!
Mam nadzieję że będzie okazja! Dzięki, do usłyszenia.

Spodobał Ci się ten materiał? Zobacz też: