Muzyka

Za kulisami: Zeppy Zep

© Kasia Mikołowicz / dscII
Autor Tomek Doksa
Współtwórca przebojów Sokoła i Taco Hemingwaya opowiada nam o byciu dzisiaj wyżej.
„Z jednej strony nowojorski Unsond, z drugiej obecność na miksie brytyjskiego Fact Magazine. Komplementy od twórców takich jak Jackmaster czy Iconica. To coś, co 22-latka może oszołomić. Ale nie oszałamia” – pisał o nim w 2012 roku współpracownik Red Bull Music Marcin Flint. Sześć lat później Sokół, przerabiający jeden z utworów w ramach międzypokoleniowego projektu Tymczasem, będzie rapował na przygotowanym przez niego podkładzie: „Masz śrubokręt? Bo ten bit wykręca śruby w furach”...
O kim mowa? Oczywiście, że o Zeppy Zepie. Czyli Michale Będkowskim. Krakowskim didżeju i producencie, absolwencie Red Bull Music Academy Bass Camp, dostawcy bitów dla Taco Hemingwaya, na klubowe kompilacje „Heartbreaks & Promises” Flirtini, albo dla duetu Taconafide. Kiedy rozmawialiśmy z nim po raz pierwszy, w 2013 roku, oprócz ulubionego przepisu na cheesburgera opowiadał nam o swoich planach na niedaleką przyszłość, ale wtedy jeszcze chyba mu się nie śniło, że kilka lat później będzie współautorem największych muzycznych hitów, nie tylko w internecie. Kawałek „Chcemy być wyżej”, nagrany z Sokołem, w niewiele ponad miesiąc wykręcił 20 milionów wyświetleń na samym YouTubie, a modowy film z jego muzyką wygrał nagrodę na Los Angeles Fashion Film Festival 2018...
3 min
Zeppy Zep od kuchni
Chwilę po premierze singla z Sokołem, Zeppy Zep sam na Facebooku przypomniał, że „kilka osób tutaj pamięta, jak wysyłałem z biblioteki w liceum bity do Prosto”. Zachęceni jego wyznaniem zapytaliśmy, czy pamięta też moment, kiedy przestał takie paczki wysyłać, bo propozycje same zaczęły napływać?
Zeppy Zep: To było tak naprawdę niedawno, wcześniej nie byłem kojarzony z rapowymi bitami. Co nie oznacza, że nie próbowałem w nich swoich sił, od rapu się wszystko zaczęło natomiast większość trafiła do szuflady i zostały tego setki. Ten przypadek z Prosto to chyba była jedyna okazja, gdzie wysłałem swoje rzeczy dalej w ten sposób. Nie myślałem jeszcze w ogóle w kategoriach promocji siebie, wystarczało mi po prostu robienie muzyki i to, że puszczę to kolegom na przerwie na słuchawkach.
Przed pięcioma laty mówiłeś nam, że pracujesz w domu, ale chciałbyś mieć przestrzeń do pracy poza nim – coś się zmieniło w tej kwestii?
Z tym to bywa różnie i często się zmienia. Przez chwilę nawet miałem taką przestrzeń na Żoliborzu, ale byłem tam dosłownie kilka razy. Później również były mniejsze i większe plany, ale obecnie uważam, że nie jest mi to aż tak potrzebne. W takich zbyt przygotowanych przez siebie, komfortowych miejscach wyobraźnia często zwalnia, otoczenie powszednieje, przestaje być inspirujące. Muzyka na projekt Tymczasem powstała w hotelu na kancie łóżka, laptop leżał na krześle.
„Z tego co kojarzę, to zawsze raczej działałem sam. Ewentualne kolaboracje i sesyjki na żywo prawie nigdy nie wychodziły” – to też twoje słowa. A tu nagle „Na zawsze” zgarnia 2 mln wyświetleń na You Tube. Wszystko zmieniła Julia Wieniawa?
Kawałek z Julką zmienił dużo, ale powstał inaczej niż wiele osób to sobie wyobraża. Pracowałem na nagranej już, gotowej a capelli, co było dla mnie dodatkowym atutem. Pozwoliło mi to z większą swobodą dopracować co trzeba i nadać numerowi finalny kształt. W kwestii kolaboracji nic się nie zmieniło, nie jestem tym kolesiem przy wielkim stole w studiu, i z dziesięcioma przypadkowymi osobami na sofie z tyłu. Rozumiem koncepcję „energii w pokoju” ale mam wrażenie że potrafi to tyle samo osób zmotywować co zablokować, złamać. Szczytem współpracy było natomiast to, że nagrałem melodię do „Chodź”, kiedy z Filipem, czyli Taco Hemingwayem i kolegami byliśmy u mnie w pokoju.
Współpraca z Taco Hemingwayem, Taconafide, Flirtini, teraz Sokołem – niejeden młody bitmejker marzyłby o takim portfolio. A o tobie jakoś cicho w mediach. Czujesz, że producent w Polsce to nie jest ciekawy temat?
Producentowi trudniej się komunikować niż raperowi, ale to się zmienia i uważam, że da się ugrać. Sama muzyka to piękny środek wyrazu, ale jak na nasze czasy mało dosłowny, nie tak jaskrawy jak słowa. Niemniej nie tak dawno przecież Noon, Emade czy Volt wzbudzali już duże emocje, a projekty nazywały się „Pezet Noon” lub „Fisz Emade”. Coraz więcej producentów chce się więc prezentować jako pełnosprawni artyści i myślę, że zobaczymy na to kilka mocnych dowodów w 2019 roku.
Czy tobie, jako producentowi, robi różnicę z kim współpracujesz? Czym robienie bitu dla Taco może się różnić od tego dla Sokoła?
Na pewno. Nie do końca jestem tą osobą, która wysyła paczki po 40 bitów. Dla danej osoby powstaje jeden bit i ewoluuje przez kilka wersji, aż zacznie brzmieć tak, że obie strony czują, że to jest to. Dla Wojtka to był ważny powrót, myślałem też o tym, aby poczuł się komfortowo, by towarzysząca muzyka to była „jego bajka”.
Skoro wracamy tutaj do rozmowy z tobą z 2013 roku, to gdzie widzisz siebie za pięć kolejnych lat?
Czuję, że będzie dobrze, ale nie umiem ci powiedzieć, jak to będzie wyglądać. Ważne jest dla mnie, aby pozostać w zgodzie ze sobą, nie pomylić zwykłego wysiłku i pracy z podążaniem gdzieś pod prąd i w złą stronę.