Żużel
Kulisy produkcji żużlowych strojów. Ile to kosztuje?
Żużlowcy lubią się stroić. Porozmawialiśmy z Łukaszem Bojarskim, który jeździł na żużlu, a teraz zajmuje się produkcją kevlarów i skór. Sprawdź, ile trwa stworzenie kombinezonu oraz ile kosztuje.
- Sprawdź podsumowanie ostatniej kolejki
- Red Bull Juniorskie Asy - dowiedz się więcej o edycji 2025
Marcin Karwot, dziennikarz żużlowy redbull.com:Był pan kiedyś żużlowcem, a teraz produkuje pan kevlary dla zawodników. Skąd pomysł na taką ścieżkę?
Łukasz Bojarski, właściciel firmy Golden Panther Race Wear, która produkuje żużlowe kevlary: To był plan B od zawsze, bo mój tata jest z zawodu cholewkarzem i za czasów, kiedy jeździłem na żużlu, to mój tata był moim producentem. Szycie było więc od zawsze w mojej rodzinie, a ja miałem też trochę duszy artystycznej - uwielbiałem rysować i wycinałem sobie osłonki do BMX. Gdy nastąpił koniec mojej kariery zostałem mechanikiem, ale nie odpowiadało mi to życie na odległość i w ciągłej podróży. Padł więc pomysł założenia firmy i teraz jesteśmy już 8 lat na rynku. Teraz mogę powiedzieć, że była to świetna decyzja.
Ciężko było wbić się w żużlową niszę? Oprócz pana w Polsce są jeszcze trzy inne firmy produkujące kevlary dla zawodników.
Na początku nie zakładaliśmy takiej skali. Mieliśmy robić tyle, żeby wystarczało i zdobywać doświadczenie. Środowisko żużlowe jednak nie jest zbyt duże. Ja jestem związany z tym sportem od 9. roku życia. Najpierw jako miniżużlowiec, potem jazda na pełnej mocy, więc trochę tych klubów zwiedziłem. Poznałem bardzo dużo ludzi i odnoszę wrażenie, że z każdym się lubiłem. Nie miałem jakiś konfliktów. Pochodzę z Częstochowy, więc to mekka żużla. Poznałem więc tam sporo osób współpracujących z topowymi zawodnikami, takimi jaki Rune Holta, Artiom Łaguta czy Nicki Pedersen. Gdzieś te kontakty były i wystarczyło pokazać, że taki Bojarski zaczął tworzyć kevlary. Pierwszymi osobami, które się zgłaszały byli znajomi chcący spróbować czegoś nowego. Nie ukrywam jednak, że pierwsze dwa lata mnie przerosły, bo zakopaliśmy się liczbą zamówień. Teraz już jest tendencja wznosząca, ale był okres, że żałowałem, że poszedłem tą ścieżką.
Raczej to nie dotyczy pana firmy, ale pamiętam sytuację sprzed kilku lat, że zawodnicy ROW-u nie mieli gotowych kevlarów na pierwszy mecz sezonu. Czy faktycznie tych zamówień jest tak dużo, że trudno wyrobić się z robotą?
Co roku jest masa zamówień. Prawda jest taka, że większość zamówień jest dostarczanych na ostatnią chwilę. Wynika to z tego, że są różne umowy sponsorskie i dotyczy to głównie klubów. Zawodnicy indywidualnie zgłaszają się już na jesień i rezerwują sobie terminy. Największym problemem są umowy sponsorskie i dogrywanie miejsc na kombinezonach, które znacząco opóźniają produkcję, bo my musimy z tym czekać. Nie możemy zrobić tego szybciej, bo nie ma zatwierdzonego projektu. Dlatego kilka klubów zgłasza się na ostatnią chwilę - na przykład 4-6 tygodni przed pierwszą kolejką. To jest krótki okres, zważywszy na fakt, że w Polsce mamy dwadzieścia pięć ośrodków, które potrzebują kombinezonów. A do tego jeszcze trzeba pamiętać o osłonach i fakcie, że takie same zestawy zamawiają u nas kluby ze Szwecji i Danii. A przed Brexitem była jeszcze Wielka Brytania. Jeśli ktoś zgłasza się u nas w marcu, to niestety, ale musi czekać na zamówienie aż do maja.
Ile kosztuje taki spersonalizowany kevlar dla zawodnika?
Ceny są zróżnicowane - zależy od modelu kombinezonu i projektu. Widełki są obecnie na poziomie 4000 - 7000 złotych netto. To są standardowe widełki na rynku i w tej kwocie jak najbardziej można zrobić spersonalizowany strój.
A co pan sądzi o modzie, która powróciła w tym roku? Mowa oczywiście o tym, że niektóre kluby i zawodnicy postawili na ubiór skór.
My też zrobiliśmy skórę dla Grzegorza Zengoty i Tobiasza Musielaka. Skóry trzeba lubić, bo to specyficzny materiał i nie do końca nadający się do żużla. On oczywiście świetnie wygląda jak jest nowy i gdy jest w jaśniejszych kolorach. Są one na pewno efektowne. Natomiast z tego co wiem z opinii zawodników, to skóry nie wrócą na szerszą skalę. Chyba, że ktoś musiałby nakazać żużlowcom, bo jest sporo wad - są ciężkie w utrzymaniu przy tej intensywności i nie jest też to aż tak wygodne. Jednak włókna kevlarowe mieszane z poliestrem pozwalają na więcej ruchu - czujemy się jakbyśmy byli w grubszym dresie. Ludzie na co dzień chodzą w kurtkach skórzanych, więc wiedzą, że to ogranicza ruchy, a w żużlu jest to jednak ważne.
A który materiał lepiej chroni żużlowca w chwili upadku?
Myślę, że jest to podobne. Może z drobną przewagą kevlaru. Skóra ma świetne właściwości przy wyścigach MotoGP i innych na asfalcie, bo przy upadku wytwarza się taka “poduszka” między podłożem, a skórą. Na żużlu mamy nawierzchnię sypką i tu ta skóra aż tak nie działa. Dlatego w kwestii bezpieczeństwa lepszy jest kevlar, zwłaszcza, że od tego sezonu w naszych kombinezonach jest więcej włókien. Ten strój jest co prawda ciut cięższy, ale więcej wytrzymuje.
Produkował pan w tym roku kevlary dla klubów z PGE Ekstraligi?
Robiliśmy je między innymi dla części zawodników z Bayersystem GKM-u Grudziądz. To też nie jest tak, że klub zamawia kevlary w jednej firmie. Jest kilka zespołów, które tak robią, ale nie ma ich dużo. W większości przypadków wygląda to tak, że zawodnik otrzymuje od klubu projekt i zgłasza się do swojego producenta strojów w celu wykonania zamówienia. Bywa więc taka sytuacja, że zespół jeździ na przykład w strojach, które wyprodukowały trzy firmy.
Była taka sytuacja parę lat temu, chyba nawet dotyczy to zespołu z Grudziądza, że zawodnicy mieli na prezentacji te same kevlary, ale kolorystycznie one mocno się różniły.
Zdarzają się takie rzeczy, niestety. To jest podyktowane tym, że nie do końca klub jest w stanie wytłumaczyć producentowi, co jest ważne. Te projekty bywają nie za dobrze opisane i wtedy występuje taka sytuacja, że każdy producent interpretuje to na swój sposób. Dlatego lepiej nam robić kevlary dla całej drużyny - tak jak to robimy obecnie z klubem z Krosna. Wtedy nie ma sytuacji, że coś się różni. Dla profesjonalizacji tego sportu lepiej by było, gdyby zespoły zamawiały kombinezony u jednego producenta.
Który kevlar PGE Ekstraligi podoba się panu w tym sezonie najbardziej?
Byłem bardzo mile zaskoczony projektem klubu z Grudziądza. W poprzednich latach nie byłem fanem ich strojów, ale w tym roku wygląda to naprawdę nieźle.
Pytam właśnie o to, bo co roku na redbull.com przeprowadzamy ranking najładniejszych kevlarów i w tym roku wygrał klub z Grudziądza.
Osobiście mi się on bardzo podoba, kolorystyka jest całkiem udana. Tony niebieskiego to jest to, co lubię. Spore wrażenie zrobiły na mnie też skóry Orlen Oil Motoru Lublina. Muszę oddać konkurencji, że świetnie się to prezentuje.
W przypadku lubelskich skór wielu ekspertów w rankingu zauważyło, że ich biały projekt jest świetny, ale zaś przy niebieskim nie widać logo sponsorów.
Mam takie same odczucia.
Patrząc w ubiegłych latach na zawody Grand Prix czy inne indywidualne turnieje miało się wrażenie, że większość zawodników wybierało kombinezony w kolorze niebieskim. Czy zdarza się panu powiedzieć jakiemuś żużlowcowi, żeby dał sobie już spokój z tą kolorystyką?
Staram się być profesjonalny w tej kwestii (śmiech). Często doradzam swoim klientom. Gdy na przykład stara się połączyć neonowy zielony z pomarańczowym, to delikatnie sugeruję, że nie tędy droga i nie będzie to dobrze wyglądać. O gustach się nie dyskutuje, ale pewnych rzeczy się po prostu nie robi. Często klienci przystają na moje rekomendacje. W tym roku była taka śmieszna sytuacja z Grzegorzem Zengotą, który koniecznie chciał coś zmienić. Wtedy wkroczyłem ja i powiedziałem mu, że jest jedynym zawodnikiem w stawce, który ma srebrne i szare barwy.
Tobiasz Musielak mocno się wyróżnił w tym sezonie, zamawiając u pana białą skórę.
Na początku byłem sceptyczny, bo biały kevlar bardzo trudno utrzymać w czystości, więc właśnie dlatego postawiliśmy na skórę. Wbrew pozorom białą skórę łatwiej utrzymać niż biały kevlar. Lepiej ją można doczyścić, a w przypadku materiału kevlarowego nawet wybielacz nie pomoże.
Tendencja jest chyba jednak taka, że zawodnicy wybierają te ciemniejsze kolory - niebieski, czarny. Ja pamiętam z dzieciństwa Mariusza Węgrzyka w neonowym, zielonym stroju i później Kennetha Bjerre. Mam wrażenie, że bardziej się wspomina te mocno “odbijające” się kombinezony.
To prawda, ale na to też wpłynął problem techniczny w robieniu tego typu rzeczy. Wtedy wszystkie logotypy były naszywane. W tej chwili 90 procent kombinezonów jest robiona formą nadruku. Problem jest, że kolory neonowe nie wychodzą na nadruku tak jakbyśmy to chcieli. Nieźle wygląda neonowy żółty i paru zawodników korzysta z tej kolorystyki - na przykład Bartek Smektała czy Jaimon Lidsey. Pozostały neonowe kolory w nadruku wyglądają mizernie. Poza tym opcja zamówienia naszywanych reklam jest jednak znacznie droższa od nadruku. Takie szycie kombinezonu zajmuje nam około 12 godzin roboczych, a przy naszywanych logotypach czas zwiększyłby się trzykrotnie!
A jak ocenia pan pomysł wprowadzenia dwóch kombinezowych (domowy i wyjazdowy) dla drużyn z PGE Ekstraligi?
No właśnie… Więcej pracy i więcej kosztów dla klubów. Wiadomo, jeśli zespół zamawia około 20 kevlarów, to ta cena jest potem niższa, bo drużyna dostaje rabat. Wcześniej przytoczyłem ceny dla klienta indywidualnego, a wiadomo, że hurt jest jednak znacznie tańszy. Zastanawia mnie tylko to, czy my - producenci to udźwigniemy. To musi być załatwiane jak najszybciej i z końcem sezonu kluby już powinny się zgłaszać z projektem i dogrywać sponsorów. My musimy się z tym wyrobić.
A czasem bywa tak, że sponsorów dopina się w lutym…
Są różne sposoby na obejście problemu z logotypami. W strojach kierowców w WRC można zauważyć na przykład rzepy. W przypadku tego rozwiązania klub mógłby przesłać listę sponsorów nieco później i my wtedy możemy zrobić taką naszywkę doklejaną na rzep. Wygląda to całkiem dobrze, a jednocześnie producent mógłby wykonać szybciej projekt. Byłby to fajny kompromis i myślę, że takie praktyki warto rozpocząć w żużlu. Obecnie dla producentów to nie jest zdrowe, by przez dwa miesiące wspinać się na swoje wyżyny i pracować po kilkanaście godzin dziennie. Teraz to się uspokoiło, ale nadal mamy zamówienia na indywidualne kombinezony. Martwy sezon jest u nas chociażby we wrześniu i październiku.