Żużel
Red Bull Juniorskie Asy: Wicelider Ratajczak o swoim żużlowym sezonie
“To co najbardziej poprawiłem w tym roku, to starty. Zdecydowanie łatwiej jest mi teraz walczyć, bo rzadziej zostaję w tyle” – mówi młody żużlowiec.
Damian Ratajczak to jeden z najbardziej wyróżniających się młodzieżowców w PGE Ekstralidze. Zawodnik Stelmet Falubazu Zielona Góra znajduje się także na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej programu Red Bull Juniorskie Asy. Porozmawialiśmy z młodym żużlowcem po meczu w Rybniku o jego tegorocznych startach, przejściu na stałe do Falubazu i o pracy z psychologiem.
Marcin Karwot, RedBull.com: Ruszyła faza play-down. Stelmet Falubaz walczy o 5. miejsce i utrzymanie się w PGE Ekstralidze z INNPRO ROW-em Rybnik. W pierwszym meczu na Górnym Śląsku przegraliście dwoma punktami, ale ty zaliczyłeś udane spotkanie, bo w sześciu biegach zebrałeś 9 “oczek” i dwa bonusy.
Damian Ratajczak, junior Stelmet Falubazu Zielona Góra: To było bardzo ciężkie spotkanie dla nas. Gdzieś w środku zawodów źle jechałem. Trochę się pogubiłem sprzętowo, ale to wszystko zależy ode mnie i jest to w stu procentach moja wina. Końcówka była już lepsza, ale w 14. biegu też popsułem start, źle się ustawiłem w koleinie i to o wszystkim zaważyło. Można powiedzieć, że dwa wyścigi mi wyszły i byłem z nich zadowolony. W moim ostatnim biegu za wszelką cenę chciałem dogonić Rohana Tungate’a, a popełniałem szkolne błędy, które nie powinny się zdarzyć. Trzeba spiąć cztery litery i w Zielonej Górze wygrać przynajmniej 46:44, żeby mieć pewne utrzymanie w PGE Ekstralidze. Trzeba jednak pogratulować rybniczanom, bo pokazali, że też są mocną drużyną i to nie był dla nas łatwy orzech do zgryzienia. Po prostu byliśmy słabsi.
Czym ten piątkowy mecz różnił się od tego z fazy zasadniczej? Wtedy Falubaz wygrał w Rybniku aż 53:36.
Tor był w piątek trochę inny. To spotkanie było dwa miesiące temu i ciężko szukać podobnych rzeczy. Nawierzchnia się różniła, a sam zespół z Rybnika stał się mocniejszy. My z kolei przez ten okres mieliśmy swoje problemy i jest jak jest. Nie ma co zrzucać winy na tor, bo był on równy dla wszystkich. Teraz musimy solidnie przepracować ten tydzień i wygrać spotkanie w Zielonej Górze.
Nie było trochę takiej atmosfery w parku maszyn, że ten mecz wymyka wam się spod kontroli?
Ja po tym zerze poczułem, że mi osobiście wymyka się to spod kontroli. Na pewno nie chciałem, żeby tak było, ale potem z Leon Madsenem w 12. biegu załatwiliśmy podwójne zwycięstwo i była ulga. Robiło się gorąco, bo ROW prowadził sześcioma punktami, a zostały dwa, co można tak naprawdę odrobić w jednym biegu. To jest tylko sport i wszystko może się wydarzyć. Mamy handicap własnego toru, musimy spiąć pośladki i wywalczyć to utrzymanie w PGE Ekstralidze.
Zanotowałeś kolejny triumf w biegu młodzieżowym, a to oznacza kolejne trzy punkty w Red Bull Juniorskich Asach. Jesteś drugi w klasyfikacji generalnej, 9 “oczek” za Wiktorem Przyjemskim. Myślisz jeszcze o tej rywalizacji?
Wiadomo, chce się wygrywać każdy bieg juniorski, a jak się to robi, to rzecz jasna ma się więcej punktów w Red Bull Juniorskich Asach. W poprzednich latach zwracałem bardziej uwagę na ten program i przez to tworzyłem na sobie taką wewnętrzną presję, co powodowało, że wiele rzeczy mi nie wychodziło. W tym roku staram się więc aż tak o tym nie myśleć. Aczkolwiek, zawsze chce się być najlepszym. Jestem sportowcem i do tego dążę. W każdych zawodach daję z siebie wszystko i chcę zanotować jak najlepszy wynik. Wracając jeszcze do Red Bull Juniorskich Asów, Wiktor Przyjemski doznał ostatnio groźnej kontuzji, przeszedł nawet operację, więc chciałbym mu życzyć jak najwięcej zdrowia.
Jak myślisz, jaki element swojej jazdy najbardziej poprawiłeś w tym sezonie?
Na pewno poprawa jest w startach. Nie są one jakieś super, ale widać w tym progres. Pozwalają mi potem powalczyć na trasie z rywalami i nie zostaję przez to gdzieś w daleko z tyle. Wcześniej byłem gdzieś na 44. miejscu po starcie (śmiech). Czuję się bardziej dojrzałym zawodnikiem. Pracuję też z psychologiem i poznaję się na nowo. Wiem teraz, czego potrzebuję w danym momencie - w tym przypadku mówię o takim przygotowaniu mentalnym. Ten element też jest na znacznie wyższym poziomie niż w poprzednich latach.
O współpracy z psychologiem sporo mówił mi też Franciszek Karczewski. Dużo dają ci takie sesje?
Bardzo podoba mi się ta praca z moim obecnym psychologiem. Jest ona bardzo owocna i co najważniejsze, widać jej efekty. Współpracujemy od listopada ubiegłego roku, więc praktycznie całą zimę współpracowaliśmy. W ciągu sezonu też staram się z nim spotkać raz w tygodniu w cztery oczy. Zdaje to egzamin, jestem bardzo zadowolony.
W poprzednich tygodniach nazwisko Ratajczak przewijało się na portalach żużlowych, bo Falubaz ogłosił, że będziesz ich zawodnikiem do 2028 roku. Na ten sezon byłeś jedynie wypożyczony do zielonogórskiego klubu z Fogo Unii Leszno. Czy decyzja o przejściu na stałe do Falubazu była dla ciebie łatwa?
Do łatwych decyzji to na pewno nie należało, aczkolwiek te rozmowy były prowadzone przez dłuższy okres. Zespół z Zielonej Góry też nie naciskał na moją decyzję, bo miał świadomość, że trzeba zapłacić za mnie wysoki ekwiwalent szkoleniowy (720 tysięcy złotych przyp. red.). To są duże pieniądze do zapłacenia. Dano mi czas do zastanowienia, ale ja sam dobrze się czuję w Zielonej Górze i nieźle układa mi się współpraca z trenerem Falubazu, Piotrem Protasiewiczem i innymi osobami z klubu. Taką podjąłem decyzję. Ostateczny głos należał do mnie, a my mamy wolność słowa i każdy może mieć własne zdanie na ten temat. Ja jednak czułem, że pozostanie w Falubazie będzie dla mnie najlepsze.
Ostatnie pytanie na koniec. Myślisz, że będzie “orka” w tym tygodniu i ciągłe trenowanie przed rewanżowym starciem z ROW-em?
Na pewno będą treningi i skupienie się na odpowiednim dopasowaniu się do domowego toru. Od połowy sezonu te moje występy w Zielonej Górze wyglądały całkiem nieźle, więc nie jestem nomen omen, zielony na tym torze. Celem na ten sezon był awans do czołowej czwórki PGE Ekstraligi i tego nie ukrywaliśmy, więc jest trochę niedosytu w klubie. Ten rok pokazał, że mieliśmy swoje problemy i nie byliśmy na tyle mocni, żeby się tam znaleźć.