Carson Storch i Nico Vink na trasie G-Force
© Bartek Woliński
MTB

„Super jest robić coś pierwszy raz w historii“ - Godziek po G-Force

„To było coś zupełnie nowego. Pomysł na zawody G-Force kiełkował w mojej głowie od lat i w końcu się udało. Pierwszy w historii Speed & Style na freeride’owych skoczniach przechodzi do historii!”
Autor: Maciej Świerz
Przeczytasz w 4 minPublished on
15 sierpnia w Kudowie-Zdroju odbyła się pierwsza edycja imprezy G-Force. To była zupełnie nowa inicjatywa, która kiełkowała w głowie Szymona Godźka już od paru dobrych lat i w końcu doszła do skutku. Na torze pojawili się najlepsi riderzy z całego świata, a kibice zgromadzeni na miejscu mogli oglądać widowisko, jakiego w rowerowym świecie jeszcze nie było. Złapaliśmy Szymona na krótkie podsumowanie imprezy – sprawdźcie, co nam powiedział!
Maciej Świerz: Szymon! Co za event, gratulacje!
Szymon Godziek: Bardzo dziękuję. Muszę powiedzieć, że wyszło grubo. Wiedziałem, że będzie dobrze, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Pomysł na ściganie w dual slalomie na freeride’owych skoczniach miałem w głowie od paru dobrych lat. Cieszę się, że nie odpuściłem, bo z informacji, które do mnie docierają, wynika, że i zawodnicy, i kibice są zachwyceni tym, co stało się w Kudowie.

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
Jak się czujesz w roli rowerowego wynalazcy, innowatora?
Szczerze mówiąc, super jest zrobić coś pierwszy raz w historii. Tak naprawdę nie mieliśmy wielkich oczekiwań co do samego formatu. Zaprosiłem zawodników, żeby trochę poeksperymentować. Szukać nowych rozwiązań, testować nowe pomysły, sprawdzić, jak daleko możemy przesunąć granice i gdzie to wszystko nas zaprowadzi. Mieliśmy na miejscu światową elitę – najlepszych riderów reprezentujących różne dyscypliny. Myślę, że wspólnie udało nam się opracować format, który chcemy dalej rozwijać w przyszłości.
Chodzi o Speed & Style na dużych skoczniach?
Tak. W tym roku wszystko zorganizowaliśmy na wariackich papierach, a mimo to zrozumieliśmy, że wszystko, o czym myśleliśmy, działa i ma naprawdę ogromny potencjał. Cała zabawa polegała na tym, że ścigaliśmy się na dwóch różnych liniach w systemie pucharowym. Każdy zawodnik miał dwa przejazdy – najpierw na „czerwonym”, a następnie na „niebieskim” torze. Na końcu jednej z linii mieliśmy jeszcze hopę trikową, która zapewniała bonifikatę punktową – im lepszy trik, tym więcej punktów odejmowaliśmy od finalnego rezultatu.
Czyli nie chodziło tylko o ściganie?
Zupełnie nie. Najbardziej cieszy mnie to, że w najlepszej ósemce znalazło się mniej więcej tyle samo zawodników specjalizujących się w racingu, co we freestyle’u. Na drugim miejscu wylądował Daniel Ruso, który pierwszy raz w życiu ścigał się na rowerze na czas. Był niesamowicie podjarany i tak naprawdę od samego początku mocno nakręcał całą ekipę do wspólnej rywalizacji. Cieszę się, że ściągnęliśmy na miejsce osoby, które tak mocno zaangażowały się we wspólne tworzenie tego niezwykłego projektu.
Co działo się na miejscu poza główną konkurencją?
Pierwszy raz w historii ściągnęliśmy też do Kudowy publiczność. Do tej pory organizowaliśmy wspólne jazdy, ogarnialiśmy projekty filmowe, ale zawsze staraliśmy się to wszystko utrzymać w tajemnicy. Teraz zaprosiliśmy na miejsce tłum ludzi i urządziliśmy konkretne widowisko. Poza ściganiem zorganizowaliśmy też Best Trick, Best Whip i luźną sesję pokazową, w trakcie której jeździliśmy dwójkami na pełnym piecu. Z tego, co widziałem i słyszałem na miejscu, kibice byli zachwyceni.
No dobrze, to był eksperyment, który chyba zakończył się sukcesem. W takim razie muszę zapytać – co dalej?
To dobre pytanie, ale z odpowiedzią będę musiał jeszcze chwilę poczekać. Rozwijanie tej imprezy to jedno z moich największych marzeń, ale muszę się skupić na nadchodzących projektach. Jeśli tylko moi sponsorzy zobaczą w tym, co robimy, potencjał, który ja dostrzegam, za rok będzie jeszcze więcej, grubiej, mocniej. Dołożymy kolejne kamery, sędziowanie na żywo, ocenianie stylówki, zaprosimy jeszcze więcej riderów. Bardzo cieszy mnie to, że limit tak naprawdę nie istnieje. W trakcie tych trzech dni wpadliśmy na mnóstwo pomysłów i nie mogę się doczekać, by przekuć je w rzeczywistość. To może być jedna z najbardziej kozackich imprez rowerowych na świecie. Naprawdę w to wierzę.
Po tym, co zobaczyliśmy na pierwszej edycji, chyba nikt nie ma wątpliwości!