Katarzyna Jajuga, znana w internecie pod nickiem "UrQueeen", to jedna z najpopularniejszych streamerek w Polsce. Swoją przygodę z platformą Twitch rozpoczęła już w 2015 roku, a chwilę później zdecydowała się dla niej porzucić pracę notariusza. Zapraszamy na rozmowę z jedną z najciekawszych postaci polskiego Twitcha.
Bartłomiej Bukowski, Redbull.com: Jak wspominasz swoje początki na Twitchu?
Katarzyna “UrQueeen” Jajuga: Trzeba zacząć od tego, że prawda jest taka, że nie zaczynałam tak całkowicie “od zera”. To nie było tak, że na początku miałam 2-3 widzów, bo u mnie od razu było ich koło 50. Wcześniej bowiem zajmowałam się tańcem towarzyskim, a mój partner, z którym tańczyłam, już wcześniej coś tam sobie streamował. I właśnie na bazie tego pojawiła się propozycja, bym też spróbowała.
Gry były u Ciebie obecne od zawsze?
W zasadzie tak. Mam starszego brata, który sporo grał, a ja chciałam z nim spędzać trochę czasu. Naturalnym więc było, że te gierki gdzieś tam się pojawiały. W zasadzie były one obecne od najmłodszych lat, czy to w domu, czy później, gdy mój tata założył kafejkę internetową. To było miejsce, gdzie mogłam spędzać czas, pograć, nauczyć się czegoś. I tak w zasadzie się zaczęło.
Nie kusiło Cię pójść w stronę profesjonalnej gry esportowej?
Gdy miałam około 14-15 lat miałam dość sporą przerwę w graniu. Wówczas mocno skupiłam się na nauce. Trochę pomagałam tacie i choć nadal grywałam w kafejce, to na pewno to nie była żadna wielka kariera esportowa, taka jaką robili niektórzy koledzy, którzy kończyli w drużynach. To po prostu było granie online i ewentualne mierzenie się z ludźmi z kafejki.
I jak Ci szły te kafejkowe wyzwania?
Były gry, w które byłam najlepsza z kafejki, ale były i takie, gdzie byłam, druga czy trzecia, bo chłopacy mieli pewne zaplecze na przykład z CS’a. Ja tego nie miałam i to było dla mnie na tamtym etapie nie do przejścia. Nikt mnie tego nie nauczył, więc zajęłam się po prostu nauką. Kiedyś marzyłam, by zostać notariuszem. Tak więc najpierw skończyłam studia prawnicze, później udałam się na aplikację notarialną, którą też udało się skończyć.
Gdy jednak skończyłam studia i rozpoczęłam aplikację, to miałam dość dużo wolnego czasu. Na Lubelszczyźnie, gdzie studiowałam, jeżeli chodzi o notariuszy, to większość była bardzo mocno obstawiona i bardzo ciężko było się dostać gdziekolwiek do pracy. Jako, że wykonywałam aplikację pozaetatową w trakcie tygodnia tylko kilka razy musiałam iść do kancelarii mojego patrona, a w pozostałe dni pozostawało sporo wolnego czasu do zagospodarowania.
Zaczęłam więc sobie grać, wróciłam do starej pasji. Trochę grałam, trochę się uczyłam, trochę pracowałam - to się w pewien sposób uzupełniało. No i tańczyłam. Te trzy pasje się dość mocno na tamtym etapie życia u mnie przeplatały.
Ostatecznie jednak wygrał streaming
Po zakończeniu mojej aplikacji pracowałam jeszcze trochę w kancelarii. Na pewnym etapie doszłam jednak do wniosku, że po prostu nie mam fizycznie siły pracować po kilka godzin i tu i tu. Robić normalny etat, a później jeszcze drugi etat streamować. A że mój kanał od 2015 roku już całkiem ładnie się rozrósł, to w zasadzie podczas rozmów z narzeczonym uzgodniliśmy, że skoro to mi sprawia więcej przyjemności i idzie w fajnym kierunku, to może warto by było po zakończeniu aplikacji nieco bardziej się temu poświęcić.
Pomyślałam: “Czemu nie, na razie jestem młoda, a do notariatu zawsze mogę jeszcze wrócić”
To był moment przełomowy dla twojej kariery?
Myślę że tak, to było gdy zostawiłam pracę w kancelarii i wzięłam się na poważnie za stream. Wiedziałam, że muszę się zdecydować na jedną rzecz, jeżeli chcę się w którejś mocniej rozwinąć. A że granie sprawiało mi więcej przyjemności, czy też chociażby wstawanie rano na streama, a nie do pracy na etat, to tak to się ułożyło.
Jak inni podeszli do Twojej decyzji o pozostawieniu - bądź co bądź - poważanego zawodu, na rzecz “grania w komputer”?
Jeżeli chodzi o opinię ludzi dookoła, to tak szczerze mówiąc, mało mnie to interesowało. Jedyne osoby, których zdanie było dla mnie istotne, to rodzice. Oni natomiast zaakceptowali mój wybór, choć wiadomo, gdzieś tam zawsze to przeżywają, że “taki fajny zawód”. Plan był piękny (śmiech). Może jednak jeszcze wrócę, nigdy nie wiadomo. Na razie wciąż czuję się młoda, pełna energii. Doszłam do wniosku, że zawód notariusza może jeszcze poczekać na późniejszy czas.
Jak zestawiłabyś “klasyczną” pracę jak notariusz, z pracą streamera?
Na pewno bycie notariuszem jest bardzo odpowiedzialną pracą. Przy streamowaniu dużo więcej natomiast się dzieje, co chwilę mogę się spotkać z czymś nowym, nieprzewidywalnym, czegoś nowego się nauczyć i nie ma takiej dużej odpowiedzialności. Oczywiście, w tamtej dziedzinie też wiele rzeczy może się zmieniać, natomiast przy streamowaniu ta dynamika, adrenalina z tym związana, powodowała, że bardzo mnie w tym kierunku ciągnęło. Wiadomo, rodzice na początku średnio byli zadowoleni, ale gdy pojawił się pierwszy PIT, to mi odpuścili.
Na Twitchu jesteś już wiele lat. Świat streamingu przez ten czas mocno się zmienił. Kiedy Twoim zdaniem było trudniej zacząć, dziś czy kilka lat temu?
Ciężko mi na to odpowiedzieć, zwłaszcza, że sama nigdy nie zaczynałam tak jak robi to większość osób. Dzisiaj jednak, jeżeli ktoś bierze się za streamowanie, czy za jakiekolwiek social media, to dosłownie wszyscy zaczynają już z biznesplanem i jakimś konkretnym scenariuszem, który realizują.
U mnie to jednak przebiegało troszeczkę inaczej. Po prostu była to naturalna kontynuacja pasji, zajawki. Czy jednak kiedyś było łatwiej? Raczej wątpię bo samo środowisko było mniejsze i bardziej hermetyczne plus ograniczenia sprzętowe wchodzą pod tym kątem obecnie jest dużo łatwiej.
A co doradziłabyś komuś, kto dopiero chce rozpocząć swoją przygodę z Twitchem?
Przede wszystkim, jak się coś chce robić, to trzeba wziąć byka za rogi i działać. Tak jest ze wszystkim w życiu. Jeżeli człowiek się czymś interesuje i chce coś działać, to jeśli po prostu nie zacznie tego realizować, to zawsze pozostanie to w sferze fantazji.
Odradzałabym jednak wchodzenie od razu na głęboką wodę i nagłe stwierdzenie typu: “dobra zakładam kanał i tylko z tego będę żyć”. Raczej na początek radziłabym, podobnie jak to wyglądało u mnie, by mieć inne źródła finansowania dookoła, a utrzymanie z samego streama przyjdzie z czasem.
Jak przez te wszystkie lata zmienił się sam Twitch?
Tak naprawdę to co najbardziej odczuwam, to fakt, że platforma mocno idzie w taki, jakby to powiedzieć… styl bycia. Przestaje być tylko platformą gamingową. Gdy zaczynałam, Twitch był oparty tylko na grach, czyli mojej bazowej pasji. Dziś natomiast granie w gry to tylko procent tego, co się na nim wyświetla. Coraz popularniejsze są bowiem inne kategorie, które niekoniecznie należą do moich ulubionych.
Mimo to próbowałaś swoich sił chociażby w gotowaniu na streamie
Na pewno najbardziej lubię grać w gry, a wszystko inne co okazjonalnie się pojawia, pojawia się w dużej mierze w ramach różnych eventów specjalnych dla widzów. Gotowanie akurat jest jednak taką dość naturalną czynnością. Wiadomo, jako kobieta uczona byłam przez mamę gotowania dość wcześnie, lubię to robić jednak nie każdego dnia i na spokojnie bez pośpiechu. Uwielbiam też jeść, więc w zasadzie to wyszło dość naturalnie.
Co więcej, gdy zaczynałam gotować na Twitchu, to w zasadzie była chyba tylko Ania Lempiank, która też gotowała. Poza tym raczej nie było to zbyt popularne. Fajnie że to się przyjęło, że ludziom się podoba i namawiają mnie, żeby częściej organizować gotowanie. Nawet to sobie specjalnie nazwałam: “UrGotowanko na ulanko”.
Wracając do gier - na przestrzeni lat streamów - potrafisz wybrać jakiś ulubiony tytuł?
To raczej będzie bardzo trudne zadanie. Jak prześledzę sobie Twitch trackera, to wychodzi, że mam już przestreamowane 435 gier a i tak liczba ta nie jest kompletna z uwagi na fakt, że statystyki nie są dokładne jeżeli chodzi o początkowy okres przygody streamingowej. To jednak dość sporo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że niektóre gry, aby je skończyć, potrzebują po 100+ godzin a w samych FPSach takich jak Apex Legends czy Counter Strike Global Offensive mam coś ponad 2k godzin w każdym z tytułów.
Gdy zaczniesz grać w jakąś grę, zawsze ją kończysz?
Czasem zdarzało mi się porzucać niektóre tytuły w momencie, gdy pojawiało się za wiele premier jednocześnie. Wówczas leciałam jedną grę za drugą i gdy dana premiera weszła zanim ukończyłam pierwszą, to zaczynałam kolejną, a potem już ciężko było wrócić.
Dzisiaj jednak, gdy już coś zacznę, to staram się to ukończyć. Czasem nawet niektóre tytuły kończę po dwa czy trzy razy, w zależności od tego, jak dana gra mi się podoba.
Najczęściej można jednak Cię spotkać podczas gry w FPSy
Zdecydowanie najwięcej godzin mam spędzone w strzelankach. Wszelkie shootery na pewno są głęboko w moim sercu. Od zawsze, odkąd byłam dzieciakiem, to byłam mocno w nie wkręcona. Pierwszą moją taką ulubioną grą był Quake 3 Arena. Spędzałam w nim mnóstwo czasu i maniaczyłam w niego w kafejce. Challengowałem się ze wszystkimi chłopakami jacy się w niej pojawiali. Gdy tylko któryś zaczynał grać, to pytałam “to może zagramy 1 na 1” i jechaliśmy. Od tego się zaczęło.
Wtedy też były jednak inne czasy. Nie wiem w sumie, czy nikt mi za bardzo tego nie powiedział, czy sama też się tym nie interesowałam, ale nie wiedziałam nawet, że mogę uczestniczyć w turniejach. Świat, w którym się kręciłam był mi wystarczający i w nim się rozwijałam na ile miałam możliwości.
W internecie można natrafić na Twoją wypowiedź, że nigdy nie zagrasz w League of Legends. Wciąż się tego trzymasz?
LoLa po raz pierwszy odpaliłam bodajże w 2016 roku. Wcześniej natomiast, swoją przygodę ze streamowaniem rozpoczęłam od challenge’u “w rok do globala w CS:GO”, przy czym nigdy wcześniej w CS:GO nie grałam. Prawie mi się to udało, dotarłam do supreme’a, a grałam tylko i wyłącznie na streamach. Trzeba tu pamiętać, że często w zespole przeciwnym znajdzie się wówczas ktoś, kto widzi twoją rozgrywkę. Tak więc było to nieco utrudnione.
Wracając jednak do LoLa - początkowo nawet zaczęłam się dobrze bawić. Mając jednak za sobą doświadczenia w CS’ie, gdzie mocno się tryhardowało i czasami te mecze nie były do końca przyjemne, zwłaszcza gdy ktoś je specjalnie utrudniał, np. zabijając mnie na respie, to dość szybko miałam tego dość z powodu podobnych schematów. Okazało się, że przeszłam z jednej lekko toksycznej gry do drugiej. Dodatkowo musiałam jeszcze się kłócić jaką postać wybrać, na która linię iść…w tamtym momencie zdecydowałam, że za dużo toksycznych emocji jak na kilka gier.
Nie kusiło Cię jednak, by jeszcze raz spróbować?
Czasami faktycznie korci mnie, aby włączyć LOLa i spróbować swoich szans, może kiedyś przyjdzie może na to czas…
Trzeba też jednak pamiętać, że Liga Legend to nieco osobne środowisko na Twitchu. Mam wrażenie, że osoby stamtąd mają nieco inne potrzeby niż to, jak ja streamuję i to co ja oferuję u siebie. Jestem, że tak to ujmę - “mało dymowa”. Raczej jestem grzeczną dziewczyną, nie szukam awantur. Także stwierdziłam, że lepiej po prostu skupić się na tym, co mi sprawia najwięcej przyjemności. Tak więc głównie pojawiają się u mnie shootery i variety.
Czy jednak wrócę kiedyś do Ligi? Być może, gdybym miała jakiegoś trenera, który by mnie poprowadził, powiedział, że to zrób tak, teraz mamy metę na to i na to itd… Problem jest też taki, że w LoLu jest już strasznie dużo postaci, przez co próg wejścia jest bardzo wysoki, Jest to do zrobienia, ale myślę, że wymagałoby poświęcenia sporo czasu więc jedynie z odpowiednim trenerem/duo partnerem na początek kto wie mogłabym się zdecydować.
Ile dziennie poświęcasz na streamowanie?
Oj za dużo… Przede wszystkim trzeba też pamiętać, że praca streamera to nie tylko samo streamowanie. Staram się jednak ograniczać godziny, bo przez poprzednie lata bardzo nadwyrężałam ten czas. Staram się streamować koło 8 godzin. Czasem jednak wyjdzie 6, czasem 10, 12, czasem 24. Na pewno potrafię długo streamować. Często zdarza się po 10-12 godzin. Zwłaszcza, gdy dochodzi do jakiegoś grindu, gdy trzeba się do czegoś przygotować bądź wbić rangę lub gdy wychodzi nowa gra.
Najdłuższy twój stream to…?
Na pewno ponad 24 godziny. Natomiast nigdy nie robiłam przedłużanych streamów. Kiedyś też Twitch działał inaczej. Twórca musiał być cały czas obecny na transmisji. Obecnie można sobie nawet spać na streamie. Niektórzy tak robią, ale ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Traktuję swój sen, swoją sypialnię, jako strefę bardzo intymną i nie wyobrażam sobie, bym miała spać na lajwie i ludzie mieliby to oglądać. Jak w jakimś Big Brotherze czy jak małpkę w zoo. Raczej takie coś się u mnie nie będzie pojawiało.
Wspomniałaś, że praca streamera to nie same streamy, co miałaś na myśli?
Wiadomo, przede wszystkim jest szereg różnych social mediów. Jeżeli chce się, by każde z nich funkcjonowało, to trzeba nad tym sporo pracować. Bycie streamerem jest jednak połączone z funkcjonowaniem w świecie sociali, z pojawiającymi się tam filmami, zdjęciami, materiałami.
Najtrudniejsze jest to, że gdy dużo godzin poświęcam na streamowanie, kończę np. 8-godzinny stream, czyli tak, jakby normalnie poszło się do pracy na etat, to ciało uważa, że już popracowało, a przy streamowaniu to jednak nie koniec. Trzeba jeszcze sobie przygotować posty, poplanować akcje, które będą nadchodziły w najbliższym czasie. Nawet przygotowanie sesji zdjęciowej zajmuje nieco czasu. O montowaniu filmów nawet nie wspominam. Jeżeli jednak każdy profil chciałoby się prowadzić osobno, na maxa, to byłoby to strasznie czasochłonne.
Na czym się zatem skupiasz najbardziej?
Oczywiście, numer jeden to Twitch. Ostatnio też trochę ruszyłam TikToka. Wciąż jednak na drugim miejscu pozostaje Instagram, a trzeci jest Facebook. Szczerze mówiąc, nie zwracałam jednak na to większej uwagi na początku kariery, gdy te platformy były młodsze. Teraz natomiast jest trudniej dotrzeć do widzów, odpowiednio się rozwinąć, jeżeli porównamy to do tego, co było 5 lat temu.
A najbliższa przyszłość - masz jakieś konkretne plany?
Jeżeli chodzi o najbliższy czas, to na pewno wciąż chciałabym ogrywać te shootery, które gram obecnie, czyli APEX Legends oraz Fortnite. Jeżeli chodzi o inne tytuły, to wkrótce wychodzi kolejna część Horizon: Forbidden West. Z pewnością bardzo mi zależy na przeplataniu gatunków.
Zobacz też:
3 min