Szymon Godziek w teamie ABUS!
© Maria Babich / WGW
MTB

Wywiad: Szymon Godziek dołącza do Teamu ABUS!

Niby mamy środek sezonu, a tu nagle otwiera się okienko transferowe. Złapaliśmy Szymona na krótki wywiad o jego nowej współpracy, podsumowaniu pierwszej połowy roku i planach na drugą część sezonu.
Autor: Maciej Świerz
Przeczytasz w 4 minPublished on
Maciej Świerz: Szymon, gratulujemy nowego sponsora. Skąd pomysł na współpracę z marką ABUS?
Szymon Godziek: A, dziękuję! Tak naprawdę to była formalność. Od dłuższego czasu obserwowałem, jak ta marka rozwija się na scenie grawitacyjnej. Bardzo spodobał mi się ich „orzech”, a ja w takim kasku spędzam tak naprawdę najwięcej czasu. Przymierzyłem go, porozmawialiśmy trochę o moich potrzebach, szybko złapaliśmy wspólny język i wizję tego, jak możemy współpracować. W sumie dopóki nie zaczęliśmy gadać o konkretach, nie byłem świadomy, jaka to ogromna firma. Po chwili ustaleń załatwiliśmy formalności, pomalowaliśmy kask i oficjalnie dołączyłem do ekipy ABUS!

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
Orzech orzechem, ale twój styl jazdy wymaga też pełnego kasku. Rozumiem, że tutaj temat również został sprawdzony?
Tak, jestem już po testach. Szykujemy grubą premierę, kozackie malowanie – wszystkie elementy składają się na fajny projekt, który po prostu bardzo mnie cieszy. Lubię robić nowe rzeczy, lubię robić rzeczy inne. Mam wrażenie, że właśnie taka będzie cała współpraca z ABUS-em – będziemy razem przełamywać pewne schematy.
A propos wyłamywania się ze schematów. Jak było na Swatch Nines? Ta impreza to chyba najlepszy przykład przełamywania wszelkich granic.
Było ekstra. Co prawda wylądowaliśmy na miejscu tylko na trzy dni, bo w środku sezonu mój kalendarz jest niesamowicie napięty, ale i tak daliśmy czadu. W tej imprezie najbardziej lubię to, że nie ma spiny. Jest luz, każdy jeździ na rowerze, ale robi to na własnych zasadach. Ja po prostu spędziłem pełne trzy dni, katując na rowerze do slopeduro sztuczki, które pewnie będę chciał pokazać na Red Bull Rampage.
Pobawiłem się też trochę na skateparku. Spędziłem sporo czasu ze znajomymi z roweru, z którymi spotykam się tak naprawdę raz albo dwa razy w roku. Nie mogłem się co prawda dogadać z dużym rowerem i nie miałem supermotywacji, żeby to zmieniać, ale prawda jest taka, że mam jeszcze czas i kilka konkretnych okazji, żeby naprawdę solidnie wjeździć się w ten sprzęt!
Były Ninesy, ale przed wyjazdem do Austrii też nie próżnowałeś. Jak minęła ci cała pierwsza połowa sezonu?
Po powrocie z zimowego tripa starałem się jak najwięcej jeździć. Dużo czasu spędziłem na pokazach Masters of Dirt w całej Europie, ale docisnęliśmy też rozwój lokalnego bike parku Złoty Groń z lokalną ekipą. To takie trochę „moje miejsce”. Jeżdżę tam dość regularnie, bo chłopaki zbudowali świetne trasy.
Do tego na miejscu odbędzie się mój pierwszy obóz rowerowy dla młodych riderów, a chwilę później mały festiwal rowerowy. Mocno się jaram tym, co dzieje się na lokalnej scenie. Tuż przed Ninesami byłem też na festiwalu Joy Ride w Kluszkowcach po kilkuletniej przerwie i zszokowało mnie to, ile ludzi w Polsce jeździ na rowerach!
Do tego wypuściłeś kolekcję sygnowanych części. Dobrze widziałem? Nie nudzisz się w tym roku.
Tak, to prawda, dzieje się dużo i czasem ciężko to wszystko spamiętać i zorganizować, ale to bardzo dobry rok. Jestem zmotywowany do jazdy i robienia nowych rzeczy. Co do samych części, to tak. Jestem bardzo dumny, bo razem z ekipą Reverse wypuściliśmy moją sygnowaną kolekcję – pedały, siodełka i inne bajery. Przygotowywaliśmy to przez kilka lat, testowałem sprzęt na własnej skórze i mocno jaram się, że cały projekt doszedł do skutku.
Brzmi grubo! Na jednej z instagramowych rolek jakaś internetowa wróżka zapowiedziała, że druga połowa roku 2026 będzie jeszcze lepsza. Ja jej tam wierzę, a Ty co sądzisz?
No szczerze mówiąc – wszystko na to wskazuje. Na kolejne miesiące mam zaplanowane tyle kozackich akcji, że jeśli to wszystko rzeczywiście wypali, tak jak sobie wymarzyłem, to będzie o mnie i o całej Polsce naprawdę głośno w świecie rowerowym. To może być przełomowy rok.
A co z Red Bull Rampage?
No jak to co… Czekam jeszcze na oficjalne zaproszenie, ale wierzę, że to tylko formalność, bo moje nastawienie ani trochę się nie zmieniło. Chcę lecieć do Utah i chcę wygrać te zawody. Wiem, że mnie na to stać. Wiem, że naprawdę mogę o to zawalczyć. Jak zwykle – to będzie emocjonalna karuzela. Będzie trudno. Będzie stresowo. Ale damy radę. Wierzę, że to wszystko jest w naszym zasięgu.
Nastawienie jest bojowe. Będzie się działo.
 Szymon Godziek podczas zawodów Red Bull Rampage w Virgin w stanie Utah w USA, 13 października 2025 r.

Szymon Godziek na Red Bull Rampage 2025

© Bartek Woliński/Red Bull Content Pool

Proste, że tak. Ja mam jeszcze w baku sporo paliwa!