Żużel
Aleksandra Klepaczka: W świecie sportu czuję się dobrze
Aleksandra Klepaczka – Miss Polski z 2022 roku – jest teraz reporterką stacji Canal+ Sport. Porozmawialiśmy z nią o jej dziennikarskiej pracy przy żużlu i piłce nożnej.
Marcin Karwot, dziennikarz Redbull.pl: Na starcie chciałbym się ciebie zapytać o twoją pracę w mediach. Obecnie działasz przy żużlu i piłce nożnej, a wcześniej zajmowałaś się też siatkówką. Który z tych trzech sportów podoba ci się najbardziej?
Aleksandra Klepaczka, dziennikarka Canal+ Sport: To byłoby niepoprawne, jeżeli wymieniłabym siatkówkę, pracując w Canal+, które ma prawa do piłki nożnej i żużla, więc chyba nie powinnam tak mówić. (śmiech). Tym sportem, od którego wszystko się zaczęło i doprowadziło mnie w ogóle do mediów była jednak siatkówka. Bardzo się nią interesowałam. Uwielbiam ją! Jestem wielką fanką naszej reprezentacji, ale śledzę również siatkówkę klubową. Tam też weszłam w świat sportu jako kobieta w mediach.
Później wszystko po kolei zaczęło się przede mną otwierać. Zaczęłam być w miejscach, o których nigdy bym się nie podejrzewała, że będę. (śmiech). Na przykład padok na zawodach motocrossowych! Miałam okazję prowadzić Mistrzostwa Polski w tym sporcie trzy lata z rzędu. Ciężko mi jednak odpowiedzieć na twoje pytanie. Obecnie największą uwagę skupiam na tym, nad czym pracuję, czyli żużel i piłka nożna.
Twoja ścieżka kariery jest nietypowa, bo miałaś okazję triumfować w konkursie Miss Polski.
Konkursy piękności były przygodą życia. Chciałam zrobić coś, co miały okazję wcześniej przeżyć moje koleżanki. To był świat marzeń małej Oli. Skończyłam też szkołę muzyczną, więc gdzieś faktycznie ciągnęło mnie do tej sceny i artystycznych rzeczy. Jakoś całkowicie przypadkiem pojawiły się u mnie te konkursy Miss. Zanim zostałam Miss Polski, trzy lata wcześniej, brałam udział w takim mniejszym, lokalnym konkursie i tam nie zajęłam żadnego miejsca! Tak mnie życie pokierowało, żebym spróbowała jeszcze raz i zawalczyła o swoje marzenia. W ogóle nie odczytywałam konkursu piękności jako jakiegoś dużego wyzwania. Bardziej jako ogromne wyróżnienie i miejsce, w którym bardzo chciałam być, żeby zobaczyć wielką produkcję i jak to się dzieje od kuchni.
Dzięki wygranej stałaś się na pewno rozpoznawalna.
Kompletnie nie szłam tam z nastawieniem wygrania. Natomiast jeżeli chodzi o pracę w mediach, to tytuł Miss Polski, uchylił mi drzwi. Wiele zawdzięczam temu, że odważyłam się pójść do konkursu, bo to otworzyło moją głowę i wiele możliwości. Powiem wprost - gdyby nie ten konkurs, pewnie nigdy nie pracowałabym w mediach. Stałam się też zdecydowanie bardziej odważna. Gdy ten rok “misskowania” się skończył, to miałam plan, żeby w tych mediach pozostać. Mam wrażenie, że dobrze znalazłam miejsce dla siebie.
Co jest bardziej stresujące: to, jak szybko trzeba działać przy meczu żużlowym czy jednak wychodzenie na scenę przy sporej publice?
Zdecydowanie bardziej stresująca i wymagająca jest praca z drugim człowiekiem, czyli bycie reporterem. Wychodząc na scenę wszystko zależy od ciebie i od tego, co ty sobie zaplanowałaś i jak to zrealizujesz. Z kolei przy wywiadach czasem rozmawiamy o mało przyjemnych rzeczach dla zawodników. Nie zawsze jest przecież kolorowo dla jednej z ekip. Wtedy faktycznie muszę się zmierzyć z emocjami drugiego człowieka, który nie zawsze ma ochotę z tobą rozmawiać. Mój gość ma wtedy bardzo dużo rzeczy na głowie i ten wywiad może nie jest dla niego najlepszą opcją w danym momencie. Praca reportera, jeżeli chodzi o żużel, jest o tyle specyficzna, że nie wiesz, czego się spodziewać. Za dużo sobie nie mogę zaplanować, bo... bywa totalnie nieprzewidywalne.
Z tego, co mi wiadomo, to nie pochodzisz z żużlowego miasta...
W ogóle. (śmiech)
Czy trudna jest nauka tego sportu dla osób, które nie pochodzą z miast żużlowych?
To jest dobre pytanie! Nie wiem, czy miasto jest zależnością, czy ludzie w otoczeniu których później pracujesz. Pochodzę z Bukowca - małej miejscowości w województwie łódzkim. Natomiast w Łodzi od 14. roku życia chodziłam do szkoły, a potem studiowałam i pracowałam… Faktycznie, żużel nigdy nie był jakimś świętem w mojej rodzinie. Nie chodziliśmy na mecze, czy inne imprezy związane z tym sportem. Wejście w żużel było więc turbo wymagające ze względu na liczbę rzeczy, których musiałam się nauczyć. Sprzęt, tor… Do tego trzeba poznać wszystkie zmiany, zależności, elementy. Jest to zdecydowanie duże wyzwanie dla osób, które nie miały wcześniej styczności ze sportami motorowymi.
Typujmy! Sezon jest niezwykle wyrównany, ale może widzisz jakiegoś faworyta do złota PGE Ekstraligi w obecnej chwili?
Rozmawiamy jeszcze w momencie, w którym faza zasadnicza trwa i tak naprawdę nie jesteśmy w stanie na 100% powiedzieć, kto znajdzie się w czołowej czwórce…
Ale na 95% wiemy. (śmiech)
Na 95% wiemy, faktycznie... Byłam w minioną niedzielę na meczu w Lesznie, więc faktycznie doświadczyłam tych emocji na żywo. Jestem obiektywną stroną tych rozgrywek i próbuję jak najbardziej obiektywnie spojrzeć na to, co się dzieje. Myślę jednak, że po mistrzostwo sięgnie klub z Wrocławia lub Torunia. Zapowiada się na ciekawą walkę do samego końca!
Cała żużlowa Polska czeka na sierpniowe wydarzenie w Warszawie, czyli Drużynowy Puchar Świata. Czy ponownie sięgniemy po triumf w tej imprezie? Martwi mnie jedynie fakt, że “pewniakiem” w naszej kadrze jest jedynie Bartosz Zmarzlik.
To prawda, aczkolwiek ten turniej rządzi się swoimi prawami. Tegoroczny DPŚ odbędzie się na PGE Narodowym w Warszawie, więc też w miejscu wyjątkowym, i nie wyjątkowym żużlowo. Wiemy, że Warszawa nie jest obecnie w ogóle żużlowa, natomiast komercyjnie jest to fajne miejsce na rozegranie takiego turnieju. Ja bym sobie bardzo życzyła, żeby Polacy wygrali w naszej stolicy, natomiast myślę, że to nie jest aż takie oczywiste… Potrzebujemy tych liderów. Na Bartosz Zmarzlika liczymy najbardziej, ale reszta też musi dołożyć cenne punkty. Musimy wejść z pełnym impetem z ten DPŚ. Ostatni mecz Polski z Australią jednak nas nie zachwycił… Jesteśmy w stanie wygrać tę imprezę, ale musimy zobaczyć pełną mobilizację w naszych szeregach.
Z kolei we wrześniu czeka nas impreza, którą pewnie będziesz chciała mocno obserwować... Chodzi mi o Mistrzostwa Europy w siatkówce. Czy po wygranej Lidze Narodów, nasza kadra sięgnie z łatwością po złoto?
Wymieniamy się tymi krążkami, jeżeli chodzi o Mistrzostwa Europy i Świata z Włochami. W Lidze Narodów Włosi nie zajęli jakiegoś wysokiego miejsca… Wiemy jednak, jakimi prawami rządzi się Liga Narodów i doskonale zdajemy sobie sprawę, jaki to jest turniej. Gdy przychodzi do czempionatów, to Włosi są zawsze w topowej formie i myślę, że oni będą najgroźniejszymi rywalami dla Polski. Widzę też parę “czarnych koni”. Na przykład Ukraina lub Bułgaria. Wydaje mi się jednak, że wszystko rozegra się między nami a reprezentacją Włoch.
10 min
Maciej Janowski vs. konie mechaniczne na Red Bull Ringu
Maciej Janowski w motorsportowym raju. Zobacz, jak "Magic" sprawdzał możliwości superszybkich aut na Red Bull Ringu, pod okiem legendy F1 - Davida Coultharda.
Wróćmy jeszcze na chwilę do bycia reporterką. Obecnie pracujesz przy dwóch dyscyplinach, czyli piłka nożna i żużel. Z którymi sportowcami lepiej przeprowadza się wywiady? Którzy są sympatyczniejsi?
To jest bardzo złe pytanie! (śmiech) Piłkarze mają o tyle łatwiej, że mają konkretnie wyznaczony czas na te wywiady. Żużlowcy są w trybie ciągłych poprawek, ustawień i tak dalej. Dlatego to tej drugiej grupy staram się podchodzić jak najdelikatniej. Jeżeli ktoś mi odmawia - z pełną pokorą ich rozumiem, bo wiem, że gdybym była w ich skórze, to pewnie zachowałabym się podobnie. Więc odpowiadając na pytanie - przy piłce nożnej jest przyjemniej, bo jest konkretna godzina, przerwa w meczu… Natomiast nie powiedziałabym, którzy sportowcy są “lepsi” do wywiadów, bo trudno to porównać.
Wiemy, że reporterek sportowych jest obecnie dość mało w polskich mediach. Zbyt mało, tak uważam. Czy nie jest paradoksalnie tak, że dziennikarki mają łatwiej w tym zawodzie, ponieważ sportowcy myślą sobie: “przecież kobiecie nie odmówię”?
Muszę rozczarować ciebie i naszych czytelników. (śmiech). Nie ma to żadnego znaczenia, czy jestem kobietą, czy mężczyzną. Jeżeli ktoś naprawdę w tym momencie, w którym ja bym chciała, nie ma ochoty i nie ma czasu ze mną porozmawiać, to odmawia. Był jeden mecz w tym sezonie, w którym sama przed sobą zaczęłam się już poddawać. Zawodnicy nie chcieli się wypowiadać, antenę jednak warto zapełnić, prawda?
Jakie jest twoje dziennikarskie marzenie? Czy dalej chcesz podążać tą sportową ścieżką czy może widzisz siebie gdzieś indziej za parę lat?
Ze mną jest tak, że zawsze coś nieoczekiwanego się pojawia i później okazuje się to dobre. Ufam sobie! Natomiast sport to obecnie miejsce, w którym czuję się dobrze. Chcę się rozwijać i to tylko początek mojej drogi, jeżeli chce być dobrą dziennikarką sportową. Chciałabym kiedyś o sobie powiedzieć, że wykonałam kawał dobrej roboty. Aczkolwiek nie zamykam się tylko na sport. Gdybym tak oznajmiła, to bym skłamała. Ja absolutnie jestem otwarta na inne aktywności.