Rafał Lewicki - ekspert żużlowy
© Materiały R. Lewicki
Żużel

Rafał Lewicki o żużlowej ewolucji: Czy dogonimy kiedyś F1?

“Śmiem twierdzić, że z perspektywy widza na trybunach żużel jest ciekawszy niż Formuła 1 i MotoGP, różnice są w budżetach i w paddocku”
Autor: Marcin Karwot
Przeczytasz w 12 minPublished on
Rafał Lewicki to niezwykle ceniona osoba w żużlowym świecie. Wielu zawodników chciało z nim współpracować, dzięki innowacyjnemu spojrzeniu na żużel. Ostatnimi czasy występuje również jako ekspert podczas rund Grand Prix. Porozmawialiśmy z nim o tym sezonie, o nowinkach w sprzęcie, a także o ewolucji w żużli.

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
Marcin Karwot, dziennikarz żużlowy RedBull.pl: Mamy już końcówkę lipca, czyli sezon żużlowy wkracza w decydującą fazę. Czy coś pana mocno zaskoczyło w tym roku?
Rafał Lewicki, mechanik, menedżer i ekspert telewizyjny: Myślę, że mocno nie, natomiast kilka takich plusów znajdę na pewno. Na dzień dobry to polski akcent i debiut jako stałego uczestnika w cyklu Grand Prix Kacpra Woryny i wygrana w Landshut. W ogóle to, w jakim stylu rozpoczął ten sezon. No i ten ostatni występ w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski w Bydgoszczy, kiedy pojechał na komplet 18 punktów. To takie pierwsze skojarzenie, jeśli chodzi o takie pozytywne wyniki. To też jest efekt jego wieloletniej pracy, takiej konsekwencji i tego wspinania się po drabince. Gdzieś tam powoli zaczyna zbierać tego owoce, aczkolwiek myślę, że to jeszcze nie jest sufit Woryny.
A coś na minus?
Myślę, że znowu możemy powiedzieć o takim niedosycie w Falubazie Zielona Góra, bo już na dzisiaj wiemy, że na pewno Falubazu w tej pierwszej czwórce nie będzie. To jest drugi rok z rzędu, więc tutaj na pewno to też jest takie jakby zaskoczenie.
Rafał Lewicki, wywiad żużel

Rafał Lewicki

© Materiały R. Lewicki

W motocyklach też pewnie doszło do wielu zmian…
Jest ta zmiana poprzez wprowadzenie, a właściwie powrót do dętki w tylnym kole. To też w jakiś sposób zawodnikom... może nawet nie utrudniło, bo to za duże słowo, ale wprowadziło trochę więcej zamieszania. Szczególnie tym, którzy jeżdżą w Grand Prix. Oni też muszą się przestawiać z dnia na dzień z jednego rodzaju kół na drugie. To to też jest pewnego rodzaju umiejętność, wyzwanie. Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej. Ja zresztą gdzieś tam mówiłem wcześniej, że ci najlepsi potwierdzą finalnie to, dlaczego są najlepsi. Właśnie między innymi dlatego, że potrafią w takich trudnych okolicznościach najlepiej, najszybciej się dostosować do warunków.
A czy jak oglądał pan z bliska żużel w tym roku, to zauważył pan jakąś innowację u jakiegoś z zawodników?
Tak, jest kilka takich spraw. Chociażby nowy rodzaj tyrystorów stosowany między innymi przez Bartka Zmarzlika, Szymona Woźniaka, Wadima Tarasienki, widziałem go też u Maćka Janowskiego. Więc, jak widać, ten rozwój związany z większym użyciem elektroniki, widzę, że ciągle tutaj jest.
Czyli żużel nadal się rozwija.
Niestety żużel jest daleko za tymi topowymi na świecie dyscyplinami w motorsporcie, czyli Formułą 1 czy MotoGP. Jedną i drugą dyscyplinę miałem okazję poznać troszkę bliżej. Różnicą są niestety budżety. Oczywiście tam pieniądze są ogromne, nieograniczone. Są potężne koncerny motocyklowe czy samochodowe, które inwestują mnóstwo kasy, podnosząc je z takiego publicznego rynku. W przypadku żużla mówimy o dyscyplinie, która tak naprawdę kończy się na stadionach, jeśli mówimy o używaniu tych motocykli. Stąd też to zainteresowanie dużych firm nigdy nie było wielkie i podejrzewam, że nigdy też bardzo duże nie będzie. Za tym też idzie to, że pieniędzy na inwestycje jest ograniczona ilość i gdzieś to trzeba umiejętnie filtrować.
Z prawej Rafał Lewicki

Z prawej Rafał Lewicki

© Materiały R. Lewicki

Quotation
Koncerny motoryzacyjne nie interesują się żużlem, bo użycie motocykla zaczyna się i kończy na stadionie
W Polsce jednak kibiców na stadionach nie brakuje.
Moim zdaniem żużel jest sportem bardzo ciekawym. Ja bym się ośmielił stwierdzić, że dla widza na stadionie jest ciekawszy niż Formuła 1 i MotoGP, bo tam oczywiście, poza tą całą atmosferą, otoczką – a jeszcze nawet mi było dane jakby spojrzeć z perspektywy padoku – to jest to naprawdę fajne. Podczas MotoGP w Walencji wrażenie zrobił na mnie padok, wrażenie zrobił start, ale później sam wyścig musiałem śledzić często, spoglądając na monitor. A jeśli chodzi o żużel, to na większej liczbie stadionów widzimy rywalizację jak na dłoni. Jest szybka akcja, czyli około 60 sekund. Po tym jest chwila wytchnienia i znowu kolejne emocje. W przypadku ligi to jest 15 wyścigów, w przypadku zawodów indywidualnych 20, a w Grand Prix nawet 23 biegów. Jest to więc taki sport bardzo dynamiczny. Przy czym, znowu wracając do tej mechaniki, jest też o tyle ciekawie, że te warunki zmieniają się bardzo dynamicznie na torze i też trzeba reagować. To jest w speedwayu również bardzo atrakcyjne.
Od kilku mechaników usłyszałem kiedyś, że żużel to obecnie 80% sprzętu, a 20% umiejętności zawodnika. Zgodzi się pan?
Wie pan, procentowo to to tak naprawdę trudno skalkulować, ale myślę, że generalnie ten sprzęt w motorsporcie jest bardzo istotny. Znowu mogę wrócić do przykładu Formuły 1 czy MotoGP. Marc Márquez – na dobrym motocyklu wielki mistrz, nie do pokonania. Na trochę gorszym sprzęcie już gdzieś pojawiły się problemy. Oczywiście tam były też pewne sprawy wynikające z problemami zdrowotnymi, z kontuzjami, ale też mogę zahaczyć tutaj o Formułę 1. Lewis Hamilton w latach świetności Mercedesa wygrywał rokrocznie mistrzostwa. Ale kiedy trafił do teamu, który borykał się z jakimiś problemami, to gdzieś ta jego gwiazda trochę zbladła.
Red Bull Juniorskie Asy, pojedynek młodych żużlowców na torze

Red Bull Juniorskie Asy

© Tomasz Charęza / Odrastudio

Myślę, że w jakiś sposób możemy to też nawiązać do żużla. Bardzo dobry zawodnik na gorszym motocyklu może troszkę jeszcze dołożyć, ale kiedy jednak te dysproporcje stają się troszkę większe, dodając ten element dopasowania - to zdarza się przecież wielkim mistrzom przegrywać z... młodzieżowcami. Niejednokrotnie miało to miejsce w PGE Ekstralidze. Tutaj jest to trochę złożone, bo też mamy do czynienia z sytuacją, że tory stają się coraz bardziej takie wygłaskane. Nie wymagają, szczególnie tutaj w Polsce, od zawodnika wielkich umiejętności technicznych. Może źle to nazwałem, nie obrażając nikogo, ale po prostu sprzęt w takich warunkach, kiedy tory są mało wymagające, jest dużo bardziej istotny. Natomiast przy bardziej trudnych nawierzchniach, wyszkolenie zawodnika ma decydujące znaczenie. Więc dlatego też jednoznacznie nie wskazałbym, czy to jest 60 do 40, czy 70 do 30.
Sprzęt buduje, sprzęt rujnuje?
Wielokrotnie pojawia się takie stwierdzenie i coś w tym jest. Oczywiście ja postrzegam to zagadnienie bardzo szeroko. Dzisiaj w większości żużlowcy są na kontraktach zawodowych i przyjeżdżają na zawody ze swoim sztabem, czy to mechaników i mają też ten sprzęt na zasadach indywidualnej współpracy z tunerami - to oni wtedy są też odpowiedzialni za jakość tego sprzętu. Tutaj też trzeba tej umiejętności, żeby to właściwie poukładać, czyli zbudować sobie zespół ludzi do tego, żeby ten sprzęt właściwie odczytywać, ustawiać, regulować na zawodach, ale też poprzez współpracę z warsztatami tunerskimi, których tak naprawdę ostatnimi czasy ograniczyliśmy do tak naprawdę kilku nazwisk. Poniżej może, nie wiem, pięciu, sześciu, tak? To są takie liczby z racji tego, że do tych warsztatów weszła też droższa technologia. Komputery, bardzo precyzyjne maszyny i tutaj tylko niewiele warsztatów zdecydowało się na inwestycje w takie rozwiązanie. Bo przecież mechaników jako takich, umiejących te motocykle przygotowywać, budować, składać, jest ciągle niemało. Natomiast jak popatrzeć na listę tych najlepszych, to już tutaj widzimy, że o ile przed laty można było powiedzieć, że praktycznie w każdym klubie był dobry i jakościowy mechanik, potrafiący te silniki skutecznie przygotowywać do rywalizacji, to dzisiaj już bez świetnie wyposażonych warsztatów o to trudno. Tak jak mówię, to też jest jakby syndrom naszych czasów.
Żużel przeszedł ewolucję.
Ja na własnej skórze jakby przeżyłem tę ewolucję, kiedy tych mechaników było, tak jak powiedziałem, przynajmniej kilkunastu, jeśli nie więcej, a na całym świecie myślę, że kilkudziesięciu, do tej ilości, która jest teraz. Właśnie się tak zaczynało, że te warsztaty zaczęły być lepiej wyposażone. Maszyny CNC... Te silniki są przygotowywane przez tunerów bardzo powtarzalnie. Ja bym mógł tutaj dużo opowiadać, ale to też na przykład, jeśli chodzi o przygotowanie podwozia. Kiedy mamy ten sprzęt bardzo wyrównany - o czym wspomniałem, że ci młodzi zawodnicy mają silniki bardzo zbliżone jakościowo, jak nie takie samo do najlepszych mistrzów - to wtedy te małe detale zaczynają odgrywać coraz większą rolę.
Rafał Lewicki

Rafał Lewicki

© Archium R. Lewicki

Pamiętam też taką moją rozmowę z kolegą inżynierem, który pracował w Formule 1 w Mercedesie, gdzieś wcześniej jeszcze w Renault czy później w Sauberze - bardzo utytułowany inżynier, Sławek Madaj. Mówił mi, że to jest multum pracy w F1, by zyskać 0,2 sekundy na okrążeniu. To jest praktycznie niewykonalne, trzeba naprawdę wiele elementów zgrać, żeby o tyle poprawić osiągi. A jeśli chodzi o żużel, to raz, że nie mamy, tak jak powiedziałem, takich budżetów. Nie mamy też takich możliwości chociażby poprzez oprogramowanie czy wyposażenie sprzętu. Bolid, czy nawet motocykl w MotoGP są wyposażone w czujniki, które po podłączeniu do komputera przekazują nam zero-jedynkowo twarde dane. A my w żużlu tak naprawdę zaczęliśmy coraz bardziej wczytywać trochę więcej danych z tyrystora. Natomiast to jest ciągle naprawdę mały procent w porównaniu do tego, ile mamy w innych dyscyplinach motorsportu. Więc tutaj to doświadczenie, wyczucie, nos mechanika czy teamu, czy nawet zawodnika też bardzo istotne? Ciągle się chce uzyskiwać przewagę nad konkurencją.
Pochodzę z Rybnika, więc zapytam o Brady’ego Kurtza. Nagły wystrzał formy w 2024 roku, przez co ROW głównie dzięki niemu awansował do PGE Ekstraligi, a rok później bił się do samego końca o indywidualne mistrzostwo świata. Co się nagle zmieniło u Australijczyka, który był przedtem, powiedzmy, takim metalkasowym średniakiem, a potem nagle wskoczył do światowej czołówki
Mieszkam na wsi, więc odpowiem na to pytanie obrazowo. Coś, co właśnie dotyka mnie tutaj. Wchodząc do szklarni są pomidory, które dojrzewają szybciej. Są też takie, które dojrzewają trochę później i mamy jeszcze te,, które zostaną praktycznie do końca sezonu zielone i gdzieś tam wiele pożytku z nimi nie będzie. I tak jest też trochę w tym sporcie - są talenty, które w odpowiednich warunkach eksplodują... Niektóre dojrzeją trochę później, ale też są przecież bardzo dobre. Mamy przykład Brady'ego, który tak naprawdę wszedł z przytupem do cyklu Grand Prix jako stały uczestnik, od razu walcząc praktycznie do ostatniego wyścigu o Indywidualne Mistrzostwo Świata. Wygrał pięć rund Grand Prix, ale tak jak pan powiedział, już w Rybniku miał potencjał do tego, żeby ten swój talent mocno rozwijać. Startując ten poziom niżej, ta presja może jest trochę inna, może rywal łatwiejszy, jest trochę więcej czasu na pewnego rodzaju testy, eksperymenty. Wiem, że testował też sporo w Australii w tym sezonie poprzedzającym ten jego debiut w cyklu Grand Prix i to skutkowało właśnie tym, że od razu wszedł z drzwiami do tego cyklu. I ten rok jest tego potwierdzeniem.
Ale też są przypadki, kiedy zawodnicy znacznie młodsi od razu atakują podium. Najlepszy przykład to jest Bartek Zmarzlik, który odkąd wszedł do cyklu Grand Prix wszedł, to tylko w jednym sezonie skończył bez medalu. To też jakby pokazuje, że to doświadczenie nie jest konieczne. Nad każdym z tych przypadków możemy się pochylić i szukać odpowiedzi... Mnie to bardzo fascynuje, bo to też, nie ukrywam, jakby jest ciągle część mojego życia zawodowego i w tym siedzę i się fascynuję. Samemu sobie próbuję odpowiadać na różnego rodzaju pytania, które się też pojawiają. Żeby zrozumieć naszą dyscyplinę, żeby poznać odpowiedzi na niektóre zagwostki. Ja mógłbym długo opowiadać, ale zresztą pewnie pan słyszy, żużel ciągle jest moją wielką pasją.
Red Bull Juniorskie Asy

Red Bull Juniorskie Asy

© Marta Mróz

Na koniec zapytam o różne nielegalne pomoce w tym sporcie. Kiedyś pewna znana osoba ze środowiska powiedziała mi, że doping sprzętowy był powszechny albo i nadal jest gdzieś obecny. Miała na myśli różne mieszanki paliw czy inne nieregulaminowe pomoce. Czy pan spotkał się z czymś takim w trakcie swojej przygody z żużlem?
Bezpośrednio nie słyszałem. Natomiast ja podchodzę do tego w ten sposób. Mamy jasno sprecyzowany regulamin albo jakiś określony regulamin, tak? I w obszarze tego regulaminu musimy się poruszać. Mając też jakieś kontrole techniczne i teraz co ważne - mamy możliwość protestu. Więc wszyscy, którzy mają jakiegokolwiek wątpliwości, zasadne bądź nie, mają prawo zweryfikować rywala bądź rywali. I jakiekolwiek późniejsze spekulacje i mówienie o dopingu uważam za trochę nieczystą grę. Właśnie z tego względu, że deprecjonuje się możliwości, umiejętności czy sukcesy rywala. Tak jak powiedziałem, są możliwości sprawdzenia sprzętu poprzez różnego rodzaju kontrole czy protesty.
Takim przykładem, który mi teraz z marszu przyszedł do głowy, to Marcin Smoliński i możliwość manewru kątem wyprzedzenia zapłonu podczas wyścigu, która szybko została później zakazana przez FIM. Tylko tutaj znowu odniosę się do Formuły 1. Przewagę tam mają teamy, które potrafią znaleźć w regulaminie tak postawiony przecinek, że idzie to w myśl zasady “co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Umiejętność właściwej interpretacji regulaminu także jest niezwykle ważna. Nie mówię, że w żużlu jest to na nie wiadomo jaką skalę. Natomiast pewne rozwiązania przychodzą innym szybciej i łatwiej, bo nie wszyscy zwracają na to uwagę. Umiejętnością rywalizacji jest też dobre przygotowanie - fizyczne, mentalne, ale też sprzętowe. Wtedy dopiero możemy mieć gotowy element i powiedzieć, że to nas uczyni mistrzem. Jeśli się poruszamy zgodnie z regulaminem, to nie można nikomu zabraniać innowacyjności, które mogą pomagać nam w skuteczniejszej rywalizacji.