Mateusz Cierniak 10 dni po operacji obu rąk
© arch. prywatne M. Cierniaka
Żużel

Mateusz Cierniak: „Od środy wiem, że mam po sezonie. To koniec na ten rok”

Heroiczna próba powrotu na tor, codzienna rehabilitacja i zakładanie skarpetek przez 10 minut. Wygrał zdrowy rozsądek.
Autor: Jan Bykowski
Przeczytasz w 4 minPublished on
Kontuzja, której Mateusz Cierniak doznał w meczu o brązowy medal wykluczyła go ze startów do końca sezonu, choć on sam przekonuje, że… dobę po wypadku wierzył w udział w spotkaniu rewanżowym! Teraz wszystko jest już jasne. Dwukrotny mistrz świata juniorów opowiedział nam o swojej decyzji i czynnikach, które wziął pod uwagę podejmując ją.
Pamiętasz swój upadek?
Mateusz Cierniak: Nic nie pamiętam, mam totalną pustkę, dziurę… Ostatnie, co zanotowałem w głowie, to był moment, kiedy wchodziłem w wiraż, odprostowało mi motocykl, przyłożyłem w bandę i przy tym uderzeniu kompletnie mnie wyłączyło. Następne, co pamiętam, to jazdę w karetce do szpitala. Liczyłem to i wyszło mi, że umknęło mi jakieś 35-40 minut.

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
Co się z tobą działo w tym czasie?
Byłem pod opieką służb medycznych, jednak niewiele pamiętam. Na pewno miałem utratę świadomości. Ale, co ciekawe, słyszałem, że zachowywałem się w miarę normalnie, odpowiadałem logicznie na wszystkie pytania, mówiłem z sensem. Mam tylko taki przebłysk, że jeszcze na stadionie oglądałem w telefonie powtórkę tego wypadku. Nic z tej analizy nie zapamiętałem. Dopiero później, w szpitalu, odpaliłem transmisję raz jeszcze i zobaczyłem te powtórki na spokojnie, już w pełni świadomie. No i przyznam szczerze, że na to, jak to wyglądało, cieszę się, że złamałem „tylko” ręce…
Co dokładnie się stało?
W sumie niewiele. W prawej ręce złamałem kość promieniową z lekkim przemieszczeniem. Podczas operacji doktor zespolił to blachą i dziesięcioma śrubami. W lewej dłoni uszkodziłem staw w kciuku i tu wystarczyły dwa druty. Wielkie podziękowania należą się lekarzom, którzy mnie ogarnęli – Jakubowi Pelakowi i Pawłowi Polakowi. Dzięki nim jest naprawdę dobrze.
Jak się wraca do domu z dwiema złamanymi rękami?
Nie wiem, od wypadku nie wróciłem jeszcze do domu…
Jak to?!
Dokładnie 22 godziny po operacji zameldowałem się już u fizjoterapeuty w Lublinie i zacząłem rehabilitację. To nie są bolesne zabiegi, ale czuję, że mają zbawienny wpływ. Polegają głównie na pobudzaniu mięśni, manipulacji palcami, ściąganiu obrzęków i próbach jak najszybszego przywrócenia funkcji uszkodzonych organów. Aż dziwne, że tak delikatna praca przynosi takie efekty! Myślałem, że postęp musi boleć, a okazuje się, że wcale nie. Gdybyśmy pracowali w zakresie bólowym, efekt byłby odwrotny do zamierzonego – mięśnie, zamiast się rozluźniać i wracać do swoich funkcji, jeszcze bardziej by się spinały i blokowały.
Żużlowiec Mateusz Cierniak - portret

Mateusz Cierniak

© Łukasz Nazdraczew / Red Bull Polska

Mateusz Cierniak na torze w Toruniu

Mateusz Cierniak w Toruniu

© Lukasz Nazdraczew / Red Bull Content Pool

Czemu właściwie zacząłeś rehabilitację po 22 godzinach od operacji?
Bo wierzyłem, że wezmę udział w czwartkowym treningu w Lublinie i w sobotę wystartuję w meczu o brązowy medal.
To brzmi niedorzecznie!
Ale tak było, takie miałem nastawienie i plan. Pod tym kątem ustawiłem sobie głowę i teraz myślę, że niezależnie od efektu, takie podejście pozwoliło mi lepiej znieść ten trudny czas po wypadku. Usiadłem, wziąłem kalendarz i powiedziałem sobie – ok, mam 10 dni do treningu i prawie dwa tygodnie do meczu, cisnę i robię wszystko, żeby to się udało. I nic nie było w stanie mnie zdemotywować. Ciężko podnieść się z łóżka? Spoko. Codziennie w gabinecie rehabilitacyjnym? Nie ma sprawy. Skarpetki zakładam 10 minut? Żaden problem. W takim trybie funkcjonowałem aż do środy. Tego dnia pojechałem na zdjęcie szwów. Doktor Polak delikatnie przetestował moją rękę i optyka momentalnie się zmieniła.
Na jaką?
W środę zrozumiałem, że mój sezon jest już zakończony. I zaakceptowałem to.
Mateusz Cierniak i Jacek Ziółkowski. Obaj kontuzjowani

Mateusz Cierniak i Jacek Ziółkowski

© arch. prywatne M. Cierniaka

To była decyzja twoja, czy lekarza?
Wspólna. Ale bezdyskusyjna. Doktor bardzo szybko udowodnił mi, że to nie ma prawa się udać. W teorii, na siłę, być może byłoby to możliwe, ale w praktyce nie wolno podejmować takiego ryzyka, żeby nie narażać innych i siebie. Bardzo możliwe, że tylko bym sobie zaszkodził i za trzy tygodnie, zamiast zapomnieć o kontuzji, zmagałbym się z o wiele większymi problemami – ponownie złamaną ręką, albo wychodzącymi przez skórę drutami. Od środy uznaję zatem sezon za zakończony.
To dla ciebie trudne?
Na pewno. Bardzo chciałbym pomóc drużynie. W tym roku zmagamy się z kontuzjami – wcześniej długo leczył się Fredrik Lindgren, teraz ja, a nawet nasz menedżer, Jacek Ziółkowski, też jest połamany. Konkretna plaga! Byłem na treningu zespołu i trochę mnie nosiło, że nie mogę wziąć w nim udziału, ale takie jest życie. Łudzę się jeszcze, że pogoda będzie łaskawa i przy dobrych wiatrach uda mi się odjechać jeszcze jakiś trening w listopadzie. Gdziekolwiek, to bez znaczenia, byle tylko wyjechać na tor. Nie jest to żadna fiksacja, ani coś, bez czego nie przeżyję zimy, ale wolałbym zakończyć sezon zjeżdżając do parku maszyn na motocyklu, a nie w karetce.

Dowiedz się więcej

Mateusz Cierniak

„Jestem uzależniony od rywalizacji” - mówi Mateusz Cierniak. Wychowywał się w żużlowym domu. Jego ojciec, Mirosław, ścigał się profesjonalnie przez 15 lat. Teraz jego kolej i idzie mu świetnie.

PolskaPolska
Zobacz profil