Muzyka
Vkie „z raperami nie na cześć”, ale witamy w Red Bull 64 Bars Live!
Reprezentant Śląska i rapowy weteran „bo nawijam od małolata” – czyli Vkie – wrzuca dziś nowy numer i ogłasza swój występ na Red Bull 64 Bars Live! Ostatnie bilety są w sprzedaży.
Vkie, rocznik 2000, ale już nazywa się weteranem, bo – jak przyznał w jednym z wywiadów – „nawijam od małolata”. Pierwsze utwory nagrywał, gdy miał 9 lat, od 2015 roku zaczął je wrzucać na YouTube. Reprezentuje Śląsk (wychował się w Łaziskach Górnych) i uchodzi za najciekawszego rapera na tamtejszej scenie. Według Kizo jest nawet „top 1 w Polsce” – jeśli wierzyć jednej z relacji wrzuconej do sieci. Fakty na pewno są takie: Vkie wystąpi 24 października na Red Bull 64 Bars Live i wykona na żywo barsy, które dziś mają swoją premierę!
Bez pseudogangsterki, parcia na radio piosenki
Vkie jest 15. uczestnikiem serii Red Bull 64 Bars w Polsce, a jednocześnie 10. gwiazdą Red Bull 64 Bars Live. 24 października zobaczymy go w TAURON Arena Kraków na jednej scenie obok Szpaka, Aviego, Kukona, Kaza Bałagane, Palucha, Tomba, Young Igiego, Kubiego Producenta -- i na wydarzeniu, jakiego jeszcze w Polsce nie było.
Red Bull 64 Bars Live to przeniesienie doskonale znanej w świecie rapu serii Red Bull 64 Bars na wielką scenę. Numery, które mogliśmy dotąd słuchać na YouTube czy Spoitify, podczas jednego wydarzenia zabrzmią w wersjach live. Każdy z raperów wykona na żywo swoje 64 barsy i inne znane utwory. W takim składzie tylko tutaj i tylko raz – 24 października w TAURON Arena Kraków. Nie możesz tego przegapić!
Posłuchaj Red Bull 64 Bars Vkiego na Spotify
01
Vkie w Red Bull 64 Bars – cały tekst
Z raperami nie na cześć
Wyrywałem włosy z głowy, żeby tylko mieć co jeść
Wie, że jestem demon, chciała dorwać mnie na weekend
Wyniszczamy zdrowie, kiedy ktoś walczy o życie
Kiedy ktoś walczy o grosza
Ja z nowej fury wychodzę codziennie w nowych skokach
Czemu ma być szkoda mi, nie wiesz, jaka droga
Czekała na mnie, jak opuszczałem rodzinny lokal
Nie la vida loca i nie carpe diem
Przyzwyczaja chu*nia, kiedy toniesz w niej po szyję
Nie pytaj, jak żyję, bo żyję naprawdę dobrze
Proste chłopy na salon, więc poczuci mają problem
Jak smakował beton, jak nim wycierałeś mordę
Gangstas, ustaw się, pokaż, jaki z ciebie soldier
Za farmazony w trackach muszę przyznać ci order
Ciekawe, czy odbiorą, jak się skończą pieniądze
Oka kątem, sprawdzam asfalt, co wychował mnie
Ponoć macie plany, ale słabe ich wykonanie
Gdzieś tam w kraju są na nie, gdzieś tam w kraju są na tak
Gdybym się słuchał, to bym pewnie ku*wa został tam
Zmieniam furę, zmieniam lokum, zmieniam dupę
Zmienię twoje życie, jeśli okażesz uczucie
Nie myślałem fiutem, chyba że na przeciągu
Jestem kotem, dzisiaj chyba biorę kota w worku
Przed Red Bullem dzwoni braciak, mówi: morduj ich
Przed Red Bullem dzwoni babcia, mówi: odpuść
Mówi: odpocznij, bo zajedziesz się w końcu
Poje*ałem detox, znowu spożywałem roztwór
Jestem w ojczyźnie, dobijam targu na dwieście
Gdzieś na biznes callu dobijam targu za milion
Siano mnie zabrało, pewnie odbierze mi więcej
Nie widzę problemu, jeśli dzielę to z familią
Prawda po mojej stronie, to się mogą ku*wy sapać
Poczute raperki, ja se radzę w tarapatach
W śmierć wyje*ane, co drugi ziom przeżył zapaść
Wiedz, że się nie nawracam, póki Victoria nasza
Tylko praca, praca, zaraz odpał
Chore profity za to, że gadam na zwrotkach
W Kato jednostki tylko czekają na rozkaz
Pozdrawiam braciaków ze słonecznego Śląska
Pisze jeden raper, drugi raper, trzeci raper, spocznij
A kiedy mu nie odpiszesz, wycofuje wiadomości
Jaka kopia Stanów, głąby, stylówa jest z Polski
Testosteron z Polski, materiał jest z Polski
Dwa lata bez płyty, moi słuchacze są wściekli
Moi słuchacze was je*ią, moi słuchacze są piękni
Lubię lecieć i ruchać, powypie*dalać pieniędzy
Bez pseudogangsterki, parcia na radio piosenki
Dużo kalkuluję, bo się nie opłacam plecom
Ty zacznij kalkulować, bo się nie opłacasz plecom
Ziomy są, potem ich nie ma, trudno, lata lecą
Lata wstecz to miałem przeświadczenie, że będą tu wieczność
Opinie latawiec, bo się unoszą na wietrze
Wieje w lewo, lecisz w lewo, my toczymy beczkę
Mamy środki, doświadczenie i pojęcie
Droga do destrukcji, lecz wybrałem taką ścieżkę
Jesteś facet, to ponosisz konsekwencje
Ja wiem, że sobie nie mam nic do zarzucenia, leszcze
Nie pamiętam, kiedy w sklepie ostatnio sprawdziłem cenkę
Wiem, co mam o czym myśleć, a nie czekam na Wardęgę
Obrzydliwe szlaufy mają HIV i pewnie dengę
Taki już mój los, że kocham jędzę
Wysiadam na Balicach, zapie*dalam na Okęcie
Bez kontraktów, zaliczek, każdy krok ma pie*dolnięcie