Robert Lambert stoi przed szansą na życiowy sukces. W drugą sobotę września, w duńskim Vojens, Brytyjczyk wygrał swój drugi turniej Speedway Grand Prix w tym sezonie i awansował na pozycję lidera cyklu! Ma punkt przewagi nad broniącym tytułu Bartoszem Zmarzlikiem. Do końca serii został już tylko jeden turniej. Zawody, które wyłonią mistrza świata, odbędą się za dwa tygodnie, na toruńskiej MotoArenie. To domowy tor Lamberta w polskiej lidze. Spisuje się na nim znakomicie – dzień po zwycięstwie w Vojens zanotował kolejny świetny mecz w barwach PRES Grupy Deweloperskiej Toruń. Zapraszamy na rozmowę o celu, jakim jest mistrzostwo świata.
Red Bull: Chyba dawno nie miałeś tak udanego weekendu, prawda?
Robert Lambert: Racja. To był dla mnie bardzo udany weekend. W niedzielę cała drużyna spisała się doskonale, pokonaliśmy Orlen Oil Motor Lublin i awansowaliśmy do finału ligi. Dzień wcześniej w Vojens wykonałem swoją robotę i zostałem liderem cyklu. Super sprawa, ogromnie się z tego cieszę. Ten turniej pokazał, jak bardzo w serii SGP trzeba być czujnym i skoncentrowanym wyłącznie na najbliższym zadaniu. Nigdy nie wiadomo, jak zmieni się pogoda i kiedy trzeba będzie przerwać zawody, przyznając punkty na podstawie tego, co zdążyło się odbyć. To są rzadkie sytuacje, szczególnie w SGP, ale jednak się zdarzają i mogą mieć ogromne znaczenie. Dlatego to, że tak dobrze wypadłem w pięciu wyścigach fazy zasadniczej, było takie ważne. Jasne, że – jak wszyscy pewnie – wolałbym, żeby udało się odjechać pełny turniej, z półfinałami i finałem, ale na to nie mieliśmy wpływu. Zwycięstwo pozostaje zwycięstwem i jest wynikiem dobrej jazdy, a nie żadnym prezentem.
Słyniesz z tego, że radzisz sobie znakomicie w trudnych warunkach. Niektórzy mówią nawet, że dla ciebie im gorzej – tym lepiej. Wyobrażasz sobie w ogóle tor tak trudny, że miałbyś problem, by sobie na nim poradzić?
Uważam, że w Danii byliśmy na granicy, za którą dalsza rywalizacja byłaby już niebezpieczna. Nie przekroczyliśmy jej, ale było naprawdę blisko. Od samego początku zawody odbywały się w deszczowych warunkach, a pierwszy, przerwany półfinał najdobitniej pokazał, jak ciężko było. Fredrik Lindgren to znakomicie technicznie jeżdżący zawodnik – jeśli on całkowicie stracił trakcję, to znaczy, że utrzymanie się na motocyklu było już wtedy szalenie trudne. Przerwa związana z jego upadkiem bardzo zakłóciła rytm turnieju, który wcześniej szedł mega sprawnie. Za to należą się organizatorom pochwały. Duże brawa także ze przygotowanie toru, bo nawierzchnia przyjęła mnóstwo wody przez cały dzień, a mimo to daliśmy radę pościgać się dwadzieścia razy. Czuję, że tego dnia wyciśnięto z turnieju tyle, ile było można. Faktycznie, nie przeszkadzają mi wymagające tory i zwykle dobrze sobie na nich radzę. Ten w Vojens był jeszcze do jazdy, ale już niewiele brakowało, żeby stał się zbyt trudny.
Ten rok w SGP nie ma jednego dominatora, zwodnika, który wygrywałby turnieje regularnie. Tylko ty i Bartosz Zmarzlik byliście w stanie wygrać więcej niż jedną eliminację. Jakie można wyciągnąć z tego wnioski?
Że w tej serii szalenie ważna jest regularność, powtarzalność. Nie chodzi o to, żeby wystrzelić z formą na jeden, czy dwa turnieje i potem zniknąć. Ważne, by jechać skutecznie przez cały rok. Wjeżdżanie do finałów, albo przynajmniej ocieranie się o nie, jest właściwie gwarantem wysokiej pozycji w klasyfikacji generalnej. Z jednej strony to banał, ale warto to podkreśli, bo taka jest po prostu prawda. Widzę to na swoim przykładzie – gdybym lepiej zaprezentował się w Pradze i podczas drugiego turnieju w Manchesterze, moja pozycja w generalce mogłaby być jeszcze mocniejsza. Na pewno kluczem jest utrzymanie solidnej dyspozycji przez cały sezon.
I tak i nie. To jest oczywiście mój domowy tor, więc czuję się na nim doskonale. Ale do zawodów SGP nawierzchnię przygotowuje organizator cyklu, a nie nasi klubowi spece od toru. Mogą to zrobić zupełnie inaczej i bardzo często tak właśnie się dzieje, bo promotor mistrzostw świata ma naturalnie nieco odmienne cele, niż drużyna ligowa. Muszę więc uważać, żeby za bardzo nie liczyć na przyzwyczajenia i nawyki z Torunia. Postaram się podejść do tych zawodów tak, jakbym i ja był w nich gościem, mieć czystą i otwartą głowę. Liczę jednak oczywiście na wsparcie miejscowych kibiców i wiem, że będą w stanie dodać mi skrzydeł.
Presja tego dnia będzie gigantyczna. Jak sobie z nią radzisz? Lubisz rywalizować, kiedy oczekiwania są tak duże?
Myślę, że teraz już całkiem dobrze radzę sobie z presją. Nie zawsze tak było. W przeszłości miałem kilka sytuacji, w których nie udźwignąłem ciśnienia. To było pięć, może sześć lat temu. Wiem, że wiele się od tego czasu nauczyłem i teraz śmiało czekam na finał, choć wiem, że atmosfera będzie wyjątkowa. Teraz mam tak, że im większa impreza, tym większy mam luz i zbliżam się do najlepszej wersji siebie.
Czujesz, że to jest twój czas?
Czuję, że prezentuję się w tym roku naprawdę dobrze i notuję świetne wyniki. Już teraz wiem, że będę miał medal SGP i to na pewno daje mi komfort. Nie wiem, na którym miejscu skończę, ale wiem, że będę zadowolony. Zrobię jednak wszystko, co w mojej mocy, by zostać w tym roku mistrzem świata. Na pewno czuję, że jestem na to gotowy.