Wiktor Przyjemski - awans Polonii do PGE Ekstraligi
© Michał Młodzikowski
Żużel

Wiktor Przyjemski: Polonia w elicie, kozacka sprawa!

„To nie była łatwa decyzja. W swoim topowym okresie zszedłem ligę niżej, żeby pomóc drużynie, w której się wychowałem. Teraz czuję wielką radość. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy".
Autor: Jan Bykowski
Przeczytasz w 6 minPublished on
Abramczyk Polonia Bydgoszcz pokonała w decydującej rywalizacji Hunters PSŻ Poznań i po 13 długich latach wraca do PGE Ekstraligi. Jednym z kluczowych zawodników, który pomógł awansować do elity był w tym sezonie wychowanek klubu – Wiktor Przyjemski.
Red Bull: Niedokończony mecz i feta w strugach deszczu nie wpłynęły negatywnie na radość z awansu?
Wiktor Przyjemski: Mógłby padać i śnieg, albo nawet żużel lecieć z nieba, a i tak nie popsułoby to nam radości (śmiech)! Było kozacko, wesoło, trochę spontanicznie, a trochę wzruszająco. Grały w nas chyba wszystkie możliwe emocje, więc to musiał być ważny moment. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy.

Oryginalny Red Bull

Red Bull Energy Drink

Red Bull Energy Drink
Co dało ci większą radość – mistrzostwo Polski z Motorem Lublin, czy awans do PGE Ekstraligi z Polonią Bydgoszcz?
Ciężko to określić, bo oba te wydarzenia były po prostu ekstra. Radość jest odczuciem bardzo spontanicznym i przez to chyba zawsze innym, nowym. Nie potrafię jasno określić, która była lepsza. Na pewno były inne. Awans z macierzystym klubem, poza aspektem sportowym, miał też oczywiście znaczenie emocjonalne. Stąd taka frajda!
Wiktor Przyjemski - awans Polonii do PGE Ekstraligi

Wiktor Przyjemski - awans Polonii do PGE Ekstraligi

© Michał Młodzikowski

Quotation
13 lat. W sporcie to jest epoka, na stadion chodzi już kolejne pokolenie kibiców i mnóstwo młodzieży, która w ogóle nie pamięta nawet Polonii w elicie
Niektórzy mogliby powiedzieć, że to dopiero pierwszy krok ku sukcesom – awans do najwyższej klasy rozgrywkowej nie jest tym samym, co medal Drużynowych Mistrzostw Polski…
Ale na ten awans kibice czekali bardzo długo, bo aż 13 lat. W sporcie to jest epoka, na stadion chodzi już kolejne pokolenie kibiców i mnóstwo młodzieży, która w ogóle nie pamięta nawet Polonii w elicie. Kilka razy zespół był już naprawdę blisko tego awansu, ale brakowało przysłowiowej kropki nad „i”, a wraz z tymi rozczarowaniami oczekiwania były jeszcze większe. Tak działa sport. Jeśli jesteś średniakiem, to niewielu na ciebie stawia, czy liczy, że zrobisz coś wielkiego i jeśli faktycznie niewiele zdziałasz, zawód nie jest tak dotkliwy. Ale jeśli masz potencjał i walczysz o najwyższe cele, a jednak „nie dowozisz” – no to jest dramat i złość. Dlatego rola faworyta w sporcie w ogóle, a już szczególnie w sporcie motorowym, wcale nie jest taka łatwa i przyjemna.
Polonia Bydgoszcz była tym faworytem od pierwszego do ostatniego meczu. W finale w Poznaniu zremisowaliście, więc chyba nikt nie wyobrażał sobie kłopotów w decydującym rewanżu?
To tak nie działa. Nie chodzi o to, czy spodziewaliśmy się kłopotów. My, żużlowcy, sami najlepiej wiemy, jak nieprzewidywalny jest ten sport i jak niewiele trzeba, żeby coś poszło niezgodnie z planem. I to, że w sezonie zasadniczym wygraliśmy wszystkie mecze, a w playoffach nie przegraliśmy ani razu, nie miało kompletnie znaczenia przed decydującym spotkaniem. No, bo co z tego wynikało? Najwyżej to, że - okej – jesteśmy mocni i znamy swój cel, ale nie mogliśmy liczyć na to, że rywale wpuszczą nas do ligi bez walki. Nie chodziło więc o to, co sobie wyobrażaliśmy albo nie, lecz o to, żeby zrobić wszystko, żeby zrealizować zadanie. Tak podeszliśmy do tego finału. Z pełną koncentracją, zaangażowaniem, szacunkiem do rywali, ale też dużą pewnością siebie i wiarą w swoje możliwości. Co nie znaczy, że nie było stresu – jasne, że był!
Wiktor Przyjemski

Wiktor Przyjemski

© Łukasz Nazdraczew / Red Bull Content Pool

W którym momencie minął?
Oczywiście, w trakcie meczu czuliśmy, że jest dobrze i wszystko zmierza we właściwym kierunku, ale napięcie nie zeszło chyba do samego końca. Za dużo leżało na szali, zbyt wiele nerwów ten mecz i cały sezon nas kosztowały, żeby odpuścić na ostatniej prostej. Kibice mieli dość czekania na awans. My zresztą też. Chcieliśmy dać tę radość naszym fanom, całej Bydgoszczy. A nasza dyscyplina jest bardzo specyficzna – możesz gromić wszystkich przez cały sezon, a potem przychodzi finał i w nim znów musisz wygrać, znów udowodnić, że zasługujesz na sukces. Dlatego to była duża próba, także odporności psychicznej. Cieszę się, że zdaliśmy ten egzamin.
Cały czas mówisz „my”, „zrobiliśmy”, zrealizowaliśmy cel”. Co to dla ciebie znaczy osobiście?
Bardzo wiele. Rok wcześniej podjąłem niezwykle ważną, ale i niełatwą decyzję. W swoim topowym okresie zszedłem ligę niżej, żeby pomóc drużynie, w której się wychowałem. Nie wiem, czy każdy dobrze zadaje sobie sprawę z tego, co się wiąże z takim ryzykiem. Podjąłem je, bo Bydgoszcz to dla mnie szczególne miejsce. Jasne, to jest sport i nigdy nie można niczego planować „na zawsze”, ale wtedy i dziś czułem, że chcę po prostu być w tej ekipie i powalczyć z nią o medal. A mówię „my”, bo to było dla mnie równie ważne, jak moje osobiste wyniki. Chciałem pomóc w zgraniu tej grupy ludzi w drużynę. Zależało mi, byśmy byli monolitem – gotowym do wygrywania, ale też przetrwania trudniejszych momentów. Tak się faktycznie stało i mam nadzieję, że udało mi się coś wnieść do tego procesu.
Wiktor Przyjemski

Wiktor Przyjemski

© Lukas Nazdraczew / Red Bull Content Pool

Wiktor Przyjemski

Wiktor Przyjemski

© Lukas Nazdraczew / Red Bull Content Pool

Jak oceniasz swoje wyniki sportowe w lidze?
Uważam, że zawsze może być lepiej i należy do tego dążyć, ciągle się rozwijać, ale generalnie jestem zadowolony. Miałem trochę problemów zdrowotnych, które wyhamowały mnie i wybiły z rytmu w kluczowym momencie sezonu, więc tym bardziej nie narzekam i doceniam to, co udało się wywalczyć. Cieszę się, że miałem najwięcej punktów bonusowych w całej lidze. Nie wszyscy zwracają na to uwagą, a dla mnie akurat było to dość ważne. Liczy się drużyna i wynik całej naszej grupy. Nie ma dla mnie znaczenia, czy wygrywam wyścig, czy robimy to razem z kolegą i przyjeżdżam do mety tuż za nim, bo i tak mamy wspólny cel. Jeszcze raz podkreślam – jestem bardzo dumny z tego, że wykonaliśmy swoje zadanie.
Feta po awansie Polonii

Feta po awansie Polonii

© Kacper Nowak / RB

Quotation
Liczy się drużyna i wynik całej naszej grupy. Nie ma dla mnie znaczenia, czy wygrywam wyścig, czy robimy to razem z kolegą
W kolejnym sezonie będziesz tym zawodnikiem Polonii, który ma najświeższe doświadczenie ekstraligowe. Czujesz, że możesz wnieść spokój i pomóc reszcie zespołu?
Najświeższe doświadczenie – tak, ale o wiele więcej w elicie ścigali się starsi koledzy. Myślę, że ich wiedza i moja pomogą nam wszystkim nawzajem. Dla mnie to będzie szczególny rok. Kończę wiek juniorski, a to w naszej dyscyplinie duża zmiana. Już w tym roku startowałem jako zawodnik kategorii U24, więc to nie powinno być jakieś szokujące, ale nawet sama świadomość, że już nie należę do grupy młodzieżowców, będzie miała znaczenie. Zaczyna się już poważny żużel, nie będzie łatwiejszych wyścigów, margines na błąd jeszcze bardziej się zmniejszy. Będzie też większa presja, ale też większa nauka i z tego się cieszę, bo ja tej nauki nadal potrzebuję. Strasznie się cieszę, że wracam do PGE Ekstraligi i że robię to z Polonią Bydgoszcz. Chcę się rozwijać w tym klubie i pomóc mu w przyszłości wywalczyć medal Drużynowych Mistrzostw Polski.