Turbodziura
W latach 2014-2025 bolidy Formuły 1 wyposażone były w MGU-H i MGU-K. To dwa systemy służące do odzyskiwania energii, odpowiednio cieplnej i kinetycznej. Przekształcały ją w energię elektryczną, która – jak w każdym innym hybyrydowym samochodzie – służyła do napędzania auta wraz z silnikiem spalinowym. Rzecz w tym, że MGU-H można było użyć także do rozkręcenia turbiny, a w skrajnych wypadkach nawet do odpalenia samochodu bez pomocy z zewnątrz. Przed kilkoma laty zrobił to na przykład Sergio Perez, wówczas jeżdżący w barwach Red Bulla. W autach obecnej generacji zrezygnowano z MGU-H.
W latach 80. kierowcy Formuły 1 prowadzili tysiąckonne bestie, zmagając się przy tym z turbodziurą. Jest to opóźnienie w rozkręceniu turbiny. Jeśli bolid jedzie powoli w zakręcie i silnik ma niskie obroty, to potem po wyjściu na prostą obroty silnika wzrastają, ale turbina potrzebuje jeszcze dodatkowej chwili na ponowne rozkręcenie. Ta „chwila” to właśnie turbodziura. Zawodnicy opisywali to zjawisko jako potężnego „kopa”, którego otrzymywali w plecy jakiś czas po wyjściu z wolnego zakrętu.
Od sezonu 2026 turbodziura powróciła. Nie ma już MGU-H, które było w stanie utrzymać wysokie obroty turbiny przy niskich obrotach silnika. Od teraz kierowcy znów muszą rozkręcić turbinę sami, a więc ponownie zmagają się ze zjawiskiem sprzed kilku dekad.

3 min
Rysunkowa historia królowej motorsportu
Rysunkowa historia królowej motorsportu
Start do wyścigu
Na pierwszych metrach rywalizacji można dużo zyskać i jeszcze więcej stracić. Bardzo wiele zależy od tego, jak szybko zareaguje się na gasnące światła i ruszy z miejsca, a także od tego, jak szybko będzie się nabierać prędkości. Turbodziura istotnie wpływa na drugą z tych kwestii, ponieważ w stojącym na starcie bolidzie silnik ma tak niskie obroty, że turbina nie zdąży się odpowiednio rozkręcić. Co więcej, według obecnych regulacji technicznych dodatkowa moc z elektrycznej części układu napędowego jest dostępna dopiero od momentu, gdy samochód osiągnie prędkość 50 km/h. Oznacza to, że na pierwszych metrach samochód polega tylko na swoim silniku spalinowym, a rywale startujący z tyłu są już bardziej rozpędzeni od tych z przodu. Aby temu zaradzić, FIA wprowadziła od sezonu 2026 zmiany w procedurze startowej.
Start w Melbourne był jeszcze bardziej chaotyczny niż zwykle
© Simon Galloway/LAT Images/Getty Images/Red Bull Content Pool
W tegorocznej kampanii dało się zauważyć dodatkowe sygnały, które zawodnicy otrzymywali przed rozpoczęciem właściwej procedury zapalania i gaszenia świateł – na 5 sekund przed jej początkiem światła rozmieszczone wzdłuż pól startowych zaczynają migać na niebiesko. Mają one na celu wskazanie kierowcom odpowiedniego momentu do zwiększenia obrotów silnika, aby zdążyli oni rozkręcić turbiny do odpowiednich obrotów i szybciej ruszyć z miejsca. Nie chodzi tu jednak tylko o widowisko i szybkie przyśpieszanie. Kluczowe jest bowiem bezpieczeństwo.
W przeszłości wielokrotnie dochodziło do poważnych wypadków, gdy zawodnik startujący z dalszej pozycji nie zdołał ominąć rywala, który miał ruszyć z wyższego pola, ale został w miejscu. Takie kraksy miały różne skutki – od widowiskowych stłuczek, jak w przypadku Witalija Pietrowa w GP Japonii 2010 przez poważne zderzenia, jak w przypadku JJ Lehto w GP San Marino 1994 aż po tragiczne wypadki, takie jak ten Riccardo Palettiego z GP Kanady 1982. Nieco inna w przebiegu, ale podobna w skutkach była kraksa Ronniego Petersona z GP Włoch 1978. W przeciwieństwie do wcześniej wymienionych sytuacji, Peterson uderzył nie w stojący, ale w jadący bolid, który jednak poruszał się o wiele wolniej od Szweda. To pokazuje, że nawet gdy poprzedzający samochód zdoła ruszyć z miejsca, jeszcze nie oznacza to, że start jest całkowicie bezpieczny.
W sezonie 2026 ryzyko takich wypadków zostało zminimalizowane właśnie dzięki zmianom w procedurze startowej. Być może czekają nas kolejne zmiany w procedurze startowej, jeśli FIA uzna, że nawet przy obecnych dodatkowych kilku sekundach na rozkręcenie turbiny jest to zbyt niebezpieczne. Jeśli jednak cokolwiek nowego wejdzie w życie, to najwcześniej za kilka tygodni.