Żużel
Cierniak on tour. "Przywykłem do życia na walizkach, to część mojej pracy".
Rower na telewizorze i zapas bananów. Mistrz świata juniorów opowiada o tym, jak organizuje sobie funkcjonowanie w pokojach hotelowych.
Życie topowego zawodowego sportowca to nie tylko treningi i mecze. Przygotowanie do występów często wiąże się z licznymi wyjazdami – na treningi indywidualne, zgrupowania klubowe i obozy kadry narodowej. Zdarza się, że Mateusz Cierniak przez cały miesiąc jest w domu tylko gościem. Dwukrotny mistrz świata juniorów zaczął już treningi na torze żużlowym, ale zanim to się stało, szlifował formę fizyczną w polskich górach, w Austrii i Hiszpanii – na trasach rowerowych i torze wyścigowym. Opowiedział nam o swoim okresie przygotowawczym, życiu w trasie i hotelowej rzeczywistości.
Ile dni lutego spędziłeś w domu?
Pięć. Ale sformułowanie „spędziłeś w domu” kompletnie tu nie pasuje. Fizycznie byłem w domu, prałem i suszyłem ciuchy, przepakowywałem walizki i ogarniałem logistycznie kolejne wyjazdy. Myślami wciąż pozostawałem w trasie. Na pewno ani razu nie poczułem się, że jestem w domu i mogę chwilę odpocząć.
Gdzie spędziłeś większość miesiąca?
Na różnych zgrupowaniach. Do szóstego lutego byłem z reprezentacją Polski w hiszpańskim Benidormie. To był obóz stricte rowerowy. Potem na trzy dni wyjechałem do Austrii, do ośrodka Red Bull Athlete Performance Center. Tam, jak zwykle, zrobiłem kompleksowy przegląd swojego organizmu – miałem badania wydolnościowe i sprawnościowe, porównałem wyniki z rezultatami z pierwszej wizyty, mogłem już odczytać pewien trend i potwierdzić, że moje plany treningowe są właściwie określone. Później, w Zakopanem, miałem zimowe zgrupowanie z moim klubem, Orlen Oil Motorem Lublin. Prawie tydzień jeżdżenia na nartach, skitourów, zajęć na hali i w sali hipoksyjnej. Bezpośrednio stamtąd poleciałem do Hiszpanii, na obóz seniorów Motoru. Tam znów rowery szosowe i jazda na motocyklach wyścigowych. Wróciłem dzień przed końcem miesiąca.
Jak znosisz życie na walizkach?
W sumie od kilku lat nie znam innego. Nie miałem wyboru, musiałem się do niego przyzwyczaić. Takie przedwiośnie to okres szlifowania formy fizycznej. Mam tego świadomość i to mój wybór – jeśli chcę ostro trenować, muszę poświęcić dużo czasu na tego typu wyjazdy. Są dobre i gorsze strony medalu. Dobra jest taka, że mogę ćwiczyć w optymalnych warunkach, skupiać się na pracy. Za tym idzie jednak długi rozbrat z domem, co przy pewnym natężeniu może być uciążliwe. Trzeba do tego jednak przywyknąć i odpowiednio nastawić się mentalnie. Wiem, że ten okres w roku musi po prostu tak wyglądać, żebym dobrze zniósł trudy sezonu żużlowego. Kiedy sezon ruszy, znów będę „na walizkach”, ale te wyjazdy żużlowe mają już inny charakter - są krótsze, bardziej intensywne i skoncentrowane na startach, a życie przenosi się z pokojów hotelowych do busa.
Co jest najbardziej uciążliwe w takim trybie przedsezonowych przygotowań?
Ruch, samochody i samoloty, ciągłe zmiany miejsc, życie w hotelach, przepakowywanie się. Moja główna walizka od roku jest ciągle w użyciu. Przez ten czas ani razu jej nie opróżniłem. Zmieniam tylko ubrania i sprzęt w zależności od tego, gdzie jadę, jaka tam jest pogoda i jakie aktywności zaplanowane. Uzupełniam kosmetyczkę, wymieniam bieliznę, zamieniam sprzęt zimowy na rowerowy i ruszam dalej. Przywykłem do tego i nie narzekam. Wiem, że to część mojej pracy i doceniam, że mogę to robić, choć rozbrat z rodziną jest oczywiście uciążliwy.
Co, poza sprzętem i ciuchami, jest w twojej walizce?
Zawsze mam ze sobą duży zeszyt A3. To taki mój gadżet – może staromodny – bez którego nigdzie się nie ruszam i zawsze upewniam się, że jest w bagażu. Wiem, że wszystko można dzisiaj ogarnąć w telefonie, ale czasem lubię odciąć się od internetu i popracować analogowo. Wyciągam wtedy zeszyt i zapisuję, notuję, projektuję, albo przeglądam wcześniej przygotowane materiały. Mam tam notatki, zapiski z zawodów, wykaz przełożeń z różnych torów, wyścigi odjechane na danym silniku, serwisy sprzętu itp. Ale także wzory ubrań i kevlarów, rysunki techniczne różnych sprzętów, czy rzeczy potrzebnych w domu. Niezależnie od tego, czy jestem w pokoju hotelowym, czy w samolocie, mogę wziąć papier do ręki i popracować, albo zaplanować jakieś sprawy.
Jak organizujesz się w pokoju hotelowym?
Staram się utrzymywać porządek. Będąc ciągle w ruchu, łatwo o bałagan. Wystarczy chwila nieuwagi i wszystko może wyglądać, jak po przejściu huraganu, a to nie pomaga w dobrym treningu i regeneracji. Dlatego staram się na bieżąco dbać o ład. Ubrania, buty, sprzęt – wszystko ma swoje centymetry kwadratowe. Ten nawyk jest szczególnie przydatny, kiedy w pokoju jest mało miejsca i trzeba dobrze zaplanować przestrzeń wokół siebie. W Hiszpanii na przykład pokoje były bardzo małe, ale to nie przeszkodziło mi w zachowaniu porządku. Rower wylądował na telewizorze i było ok. Telewizora i tak nie włączyłem ani razu (śmiech). Po treningu wracam do pokoju, od razu odkładam zużyte rzeczy w osobne miejsce i szykuję czyste na kolejne zajęcia. To bardzo ułatwia funkcjonowanie i w dłuższej perspektywie pozwala zaoszczędzić sporo czasu.
Lubisz jeść w pokoju hotelowym?
Główne posiłki zwykle są odgórnie zaplanowane i wtedy cały zespół spotyka się na stołówce albo w restauracji. I to jest dobre rozwiązanie, jedzenie w łóżku wprowadziłoby tylko dodatkowy zamęt i bałagan. Ale mam w pokoju zawsze kilka produktów. Coś słodkiego, kilka puszek Red Bulla, czy odżywki mam stale pod ręką. No i banany. Przy wysiłku korzystamy głównie z żeli energetycznych, ale po kilku dniach zwykle mam ich już dość i wtedy wolę zjeść coś naturalnego, żeby dodać sobie energii. Banany doskonale się do tego nadają, więc zawsze jest ich sporo w pokoju.
Jak spędzasz czas w pokoju, co robisz?
Głównie odpoczywam. Staram się, by każdy trening był tak ostry, żebym po powrocie do hotelu marzył tylko o położeniu się do łóżka. Łapię godziny snu tak często, jak mogę. Chociaż jestem jeszcze stosunkowo młodym zawodnikiem, wiem dobrze, jak ważna jest właściwa regeneracja. Łatwo jest otworzyć po treningu drzwi, siąść na łóżku i wziąć telefon do ręki. Można tak zastygnąć i wsiąknąć na długi czas, ale o wiele lepiej szybko się wykąpać i złapać drzemkę. Albo zanotować coś w zeszycie (śmiech). Przy takiej intensywności życia, podróżowania i trenowania, higiena snu i relaksu jest bardzo ważna.
3 min
Mateusz Cierniak po sezonie 2023 z wizytą w APC - zobacz video
Zobacz, jak wyglądały treningi i badania Mateusza Cierniaka w Red Bull Athlete Performance Center w Austrii.
Masz swoje ulubione miejsca?
Chyba nie… Hotel to nie jest rozrywka, tylko miejsce pracy. Nie mam dużych wymagań. Jeśli jest wygodne łóżko i cisza w nocy – to mi wystarcza. Są oczywiście miejsca, w których bywam regularnie i mam już swoje nawyki, ale do każdych warunków jestem w stanie szybko się przyzwyczaić. Fajnie, kiedy mam do dyspozycji siłownię, bo lubię potrenować dodatkowo przed snem, albo z samego rana. Generalnie te podróże traktuję jako część mojej roboty, a same hotele jak narzędzia – jeśli spełniają swoją zasadniczą funkcję, niczego więcej nie potrzebuję.