Muzyka
Tak się nagłaśnia koncerty na stadionach. Tłumaczy: Rafał Smoleń
Wielka gwiazda, super widowisko, a dźwięk… Cóż, koncerty na stadionach to wyjątkowa forma rozrywki, którą tylko niektórzy potrafią dobrze nagłośnić. Wśród nich jest Rafał Smoleń, poznajcie się!
Realizator dźwięku, miksujący i inżynier brzmienia. Tak o tobie przeczytałem w internecie.
Rafał Smoleń: Ojej. To chyba było tłumaczone z angielskiego.
Też czuję, że ten opis nie oddaje w pełni tego, czym zajmujesz się zawodowo.
Jestem realizatorem studyjnym, ale i koncertowym. Pracuję z największymi artystami na polskiej scenie muzycznej. Miksuję także muzykę filmową i muzykę do gier wideo. Nawet w tej chwili – przygotowuję muzykę do trzech filmów do kina do miksu oraz duży projekt growy, do którego nagrywam i miksuję muzykę.
Wśród największych artystów mamy Dawida Podsiadłę, mamy Darię Zawiałow, Taco Hemingwaya, Sokoła, Margaret. Z jakiegoś powodu ci najwięksi do ciebie przychodzą.
Staram się być w tym, co robię, po prostu dobry. Konsekwentnie podchodzę do mojej pracy z dużym szacunkiem i rezerwą to znaczy, że z jednej strony mam świadomość, że mogę być postrzegany jako jeden z najlepszych w branży, ale z drugiej każdy projekt traktuję jak nowe, ciekawe wyzwanie. Niezależnie z kim pracuję, nie robię tego z pozycji gościa, który zaraz ci pokaże, jak coś łatwo rozpyka, ale staram się podejść zawsze z wolną głową, na świeżo, tak jakbym właściwie nie nie umiał jeszcze tego robić. Wiadomo, że ze względu na moje doświadczenie pewne rzeczy idą mi warsztatowo szybciej, pewne jeszcze łatwiej, ale w takim generalnym obrazie każde nowe zadanie przyjmuję – używając terminologii gier wideo – jako wejście na nowy level.
„Nagłośnienie na PGE Narodowym było super. I to jeszcze na naszym polskim artyście” -- czytam komentarze w sieci po tegorocznych występach Dawida Podsiadły na stadionowej trasie OBROTOWY Tour. Sam na tym obiekcie kilka tygodni później próbowałem usłyszeć na żywo amerykańską grupę System Of A Down, ale brzmiało to kiepsko. To jak tobie udała się ta sztuka?
Przede wszystkim wsadziliśmy w to – ja i ekipa The Brawlers, z którą nagłaśnialiśmy całą trasę OBROTOWY Tour Dawida – ogromną ilość pracy. Znamy już trochę ten obiekt i wiemy, jaka jest jego specyfika.
Czyli?
Wszystkie stadiony są do siebie podobne, ale przede wszystkim różnią się rozmiarem. PGE Narodowy w Warszawie jest największy, w związku z czym jego cechy akustyczne są też proporcjonalnie większe w stosunku do innych stadionów, na których graliśmy. Co to oznacza? Na przykład dłuższy pogłos, bardziej ciągnący się. W jednym miejscu to będą 4 sekundy, w innym już 6, a w jeszcze innym 8. Tego pogłosu nie da się zlikwidować, można tylko do niego i warunków akustycznych, jakie panują na danym obiekcie – w tym wypadku stadionie wybudowanym z myślą o imprezach sportowych, nie muzycznych – wyłącznie się dostosować. Inna kłopotliwa kwestia to odbicia od ścian oraz od szyb w lożach i sky boxach, które są różnorako rozłożone. Ze względu na odległości to mogą być odbicia dość późne, dlatego osoby, które akurat stoją w miejscu, gdzie dochodzi do nich i odbicie od ściany czy szyby, i dźwięk bezpośredni słyszą wszystko podwójnie. I to jest kolejna z tych rzeczy, której tak naprawdę nie da się na koncercie stadionowym pozbyć.
„Instrumenty brzmiały, jakby ktoś wbijał nam szpikulec w uszy” – to z kolei fragment relacji na Wyborcza.pl z niedawnego koncertu Bad Bunny'ego, który na PGE Narodowym wystąpił kilka tygodni po Dawidzie Podsiadło. W tej samej relacji wspomniano, że Dawid na tym samym obiekcie „zaprezentował się znakomicie”, a osobna pochwała poleciała do ciebie, Rafała Smolenia, „bo to jego zasługa”. Czyli masz o nagłaśnianiu stadionów w Polsce tajemną wiedzę.
Można to łatwiej wytłumaczyć. Zaczynając od początku: projekt nagłośnienia na każdym stadionie, na którym z Dawidem graliśmy, był trochę inny. I to jest jeden z tych punktów, które zawsze realizujemy na trasie. Do każdego obiektu podchodzimy inaczej, a już zwłaszcza do PGE Narodowego. Specjalnie na tym stadionie zaprojektowaliśmy dodatkowe pomniki z kolumnami, które trybunom oddalonym bardziej od sceny dawały więcej bliskich źródeł dźwięku. Ten bliski dźwięk pokonywał odbicia i pogłos, który już wtedy mógł bardzo przeszkadzać w odbiorze i ludzie dostawali więcej bezpośredniego sygnału ze sceny. Z kolei publiczność, która była zgromadzona wewnątrz sceny – w tych czterech nerkach, czy jak kto woli pitach, umiejscowionych między scenicznymi wybiegami – słuchała koncertu głównie z głośników, które były schowane w ogromnym kielichu multimedialnym, pośrodku całej konstrukcji. I które dawały pełny dźwięk, choć tak naprawdę nikt z bawiącej się tam publiczności nie wiedział, skąd on pochodzi. Ale na tym właśnie polega projektowanie nagłośnienia pod konkretne miejsce. By zapewnić słuchaczom jak najwięcej bliskich źródeł dźwięku i jednocześnie zadbać o to, by grając one wszystkie naraz nie przekroczyły pewnego poziomu głośności.
Czyli nie wystarczy dołożyć głośników i jazda.
Nie. Musisz zachować balans i bardzo pilnować poziomu głośności SPL. Wartość tę wyraża się w decybelach. Bo jeśli dostawisz dużą liczbę głośników i jeszcze zagrasz nimi za głośno, to stadion zacznie huczeć i brzmieć bardzo brzydko. A tego już nie dasz rady „przekrzyczeć” nagłośnieniem. I myślę, że głównym powodem, przez który inne produkcje nie radzą sobie z PGE Narodowym, jest właśnie próba „przekrzyczenia” akustyki obiektu. Dlatego grają bardzo głośno. A trzeba inaczej – trzeba zagrać ciszej, trochę poniżej progu, w którym stadion zaczyna się już wzbudzać.
Warto wiedzieć
Na trasie OBROTOWY Tour Dawida Podsiadły wykorzystano rozbudowane konfiguracje systemu nagłośnieniowego Meyer Panther
Krótko mówiąc, trzeba dobrze poznać taki stadion.
Tak. A na to potrzeba czasu. Dlatego musimy mieć świadomość, że trasy, które jadą przez cały świat i nagle przyjeżdżają na przykład na PGE Narodowy do Warszawy – jakkolwiek to brutalnie zabrzmi – traktują to miejsce jak nic więcej tylko jeden z przystanków wielkiego tournée. Nie zastanawiają się nad tym stadionem inaczej niż nad innymi. Dlaczego? Bo nie mają na to po prostu czasu. Wspomniany przez ciebie System Of A Down przyjechał do Warszawy kilka dni po koncercie Bad Bunny'ego. Bad Bunny grał w Warszawie we wtorek, w środę prawdopodobnie się zdemontował, więc System Of A Down instalował się w czwartek i piątek. Bo w sobotę już grali. To daje dwa dni postawienia sceny i całego nagłośnienia. Czyli niewiele w porównaniu z tym, ile my mieliśmy na trasie OBROTOWY Tour Dawida – na każdym stadionie, także PGE Narodowym – scena budowała się dziewięć dni. I tak jak mówiłem już na początku, każdego obiektu uczyliśmy się i podchodziliśmy do niego indywidualnie.
Ale mimo waszego wysiłku, po koncercie na stadionie Polsat Plus Arena w Gdańsku, ktoś napisał: „Nagłośnieniem się zawiodłem na maksa. Jedno wielkie dudnienie perkusji”.
A moim zdaniem Gdańsk obronił się rewelacyjnie. Jeżeli pojawiały się negatywne komentarze to zakładam, że ich autorzy – jeśli rzeczywiście byli na stadionie – to w sektorach na wyższych trybunach, które są bliżej rogów stadionu. Te rogi zawsze są problematyczne, mimo że wiszą tam grona głośników, to ilość odbić i pogłosu, który wraca z płyty, jest trudna do opanowania. Musielibyśmy zagrać dużo głośniej właśnie tymi paczkami na górze, żeby przekrzyczeć w rogach wracający z dołu pogłos. Natomiast robiąc to zepsulibyśmy totalnie dźwięk całemu stadionowi. Niestety na takim obiekcie nie wszędzie będzie słychać świetnie, to cały czas jest balansowanie na tej bardzo trudnej granicy, by nie przekrzyczeć stadionu i dowieźć maksymalnie jak na najlepszy dźwięk dla jak największej liczby widzów.
Warto wiedzieć
Każdy koncert Dawida na trasie OBROTOWY Tour nagłaśniało pół tysiąca głośników
Może ludzie kupując bilety na stadionowe koncerty powinni być wyraźnie ostrzegani, że obiekt nie zapewnia idealnych warunków akustycznych? Dzięki temu będą potem mniej narzekać na artystów, którzy nieprzyjemnych komentarzy akurat są najmniej winni?
Artyści nie mogą odpowiadać za akustykę na stadionach, ale nie mogą też przestać na nich występować. Fani natomiast powinni bardziej rozumieć specyfikę takich miejsc, bo tam nigdy ich ulubiona piosenka nie będzie brzmiała jak na kupionej płycie czy na streamingu. Zauważ jednak, że są podwójne standardy odbioru stadionowych koncertów. Jeśli stadion gra polski artysta, taki jak Dawid Podsiadło, to cokolwiek na tym stadionie powie niewyraźnie, albo zaśpiewa za głośno, za cicho to od razu jedziemy po nim w internecie. Kiedy zaś przyjeżdża gwiazda z zagranicy, może być Bad Bunny, który daje cały koncert po hiszpańsku, więc większość Polaków go nie rozumie, to niezależnie od wszystkiego bawimy się świetnie! Czy widziałeś gdzieś wylew nieprzyjemnych wpisów hejtujących portorykańskiego artystę za słaby dźwięk na Narodowym?
Widziałem tylko rozczarowanie, że kogoś nie zaprosił na scenę do „La Casity”.
No właśnie. A polski fan potrafi po koncercie polskiego artysty wysyłać wiadomości do promotora i producenta koncertu z żądaniem zwrotu pieniędzy za bilety, ponieważ nie usłyszał lub nie zrozumiał paru słów piosenek.
Gdybym chciał jednak usłyszeć jak najwięcej – w jakie miejsca według ciebie celować, gdybym wybierał się znowu na koncert na stadion?
Jeżeli ja kupowałbym bilet na stadion to bez względu na to, czy byłaby to płyta, czy trybuny, starałbym się znaleźć takie miejsce, które będzie naprzeciw któregoś z głównych źródeł dźwięku.
OK, ale na etapie kupna biletu online mam tylko mapkę z zaznaczoną sceną. Czyli wybieram płytę i zajmuję miejsce na wprost sceny.
Bilet na płytę pozwala na pewno na sprawdzanie różnych miejsc odsłuchu, bo możesz spróbować posłuchać z przodu, z tyłu, z prawej czy lewej. Ale to nie też jest najwygodniejsze, gdy na tej samej płycie przeciskasz się przez kilkadziesiąt tysięcy innych ludzi. Szukałbym miejsca nie na wprost sceny, ale na wprost głównego nagłośnienia zazwyczaj wiszącego po jej bokach. Lub w zasięgu rozstawionych dalej od sceny linii opóźniających.
Schodzimy powoli ze sceny, ale na koniec powiedz jeszcze, jaki koncert z twojej perspektywy nagłaśnia się wygodniej? Z klasyczną sceną ustawioną na jednym końcu stadionu, czy sceną jak u Dawida Podsiadły 360 stopni, pośrodku?
Scena 360, jak z trasy Dawida OBROTOWY Tour, wydaje się łatwiejsza – w końcu jest ustawiona w centralnym miejscu stadionu, przez to, że jest okrągła, obrotowa, gra we wszystkie strony. To na pewno pomaga w równomiernym rozmieszczeniu źródeł dźwięku (gron) bliżej widzów siedzących na trybunach. Ale powoduje też inne wyzwania, z którymi musimy się zmierzyć. Scena grająca klasycznie, ustawiona na jednym końcu stadionu, gra tylko w jedną stronę, czyli nie wzbudza tak całego obiektu, jak grająca pośrodku i dookoła scena 360 stopni. Bo tu więcej się dzieje. Na pewno ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że i jedno, i drugie ustawienie da się dobrze nagłośnić. W 2019 roku miałem okazję pracować już przy pierwszym stadionie Dawida Podsiadły, zagranym wspólnie z Taco Hemingwayem właśnie na PGE Narodowym. Powiedziano mi później, że „odczarowaliśmy” ten stadion. Że dało się zrozumieć każde słowo, że wszystko było świetnie słychać. Zatem klasyczne ustawienie sceny na tym stadionie wcale nie determinuje, że ten koncert się nie uda. To tylko kwestia tego, ile włoży się w to pracy i jak dużo poświęci się czasu. No i jeszcze przyda się trochę dobrej energii, żeby takiemu stadionowi sprostać.