Pole position
W czasach przed wprowadzeniem DRS, a więc przed sezonem 2011, kwalifikacje były jeszcze ważniejsze niż obecnie. Start z pole position nie był oczywiście gwarancją zwycięstwa, ale na wielu torach tylko awarie, wypadki lub wyjątkowo wolna jazda mogły pozbawić triumfatora czasówki sukcesu w wyścigu. W erze DRS jeśli dysponuje się wystarczająco szybkim samochodem, można przebić się na podium nie tylko ze środka stawki, ale niekiedy nawet z alei serwisowej. Wyczynu takiego dokonał m.in. Sebastian Vettel podczas GP Abu Zabi 2012, kiedy doprowadził swojego Red Bulla do mety na fantastycznym 3. miejscu, zaledwie 4 sekundy za triumfującym Kimim Raikkonenem.
Nie był to pierwszy raz w karierze Niemca, kiedy musiał on odrabiać straty i atakować z dalszych pozycji. Sytuacja taka przydarzyła mu się m.in. podczas GP Wielkiej Brytanii 2010, kiedy to – co ciekawe – startował z pole position. Przebita tuż po starcie opona zmusiła go jednak do wizyty w alei serwisowej po nowy komplet ogumienia, co kosztowało go utratę wielu pozycji. Ostatecznie spadł na ostatnie miejsce i mógł tylko z daleka obserwować zaciętą walkę rywali. Stan taki utrzymał się do 5. okrążenia, kiedy to stawka zaczęła się rozciągać, a sytuacja uspokajać. Wtedy to strata Seba do prowadzącego (a ruszającego z drugiego pola) Marka Webbera wynosiła 85 sekund, a widzowie zastanawiali się, jaką jej część uda mu się zniwelować i ile pozycji odzyska na dystansie wyścigu.
Wszystko w rękach kierowcy
Sebastian Vettel to typ zawodnika, który zdecydowanie bardziej lubił uciekać niż gonić. Tym razem los postawił go jednak w tej drugiej roli, a Niemiec – jak przystało na przyszłego mistrza świata – ani myślał się poddawać. Choć dysponował doskonałym bolidem autorstwa Adriana Neweya, musiał jeszcze odpowiednio go wykorzystać. Otrzymawszy nowy komplet twardych opon, wiedział już, że był to jego ostatni postój i od teraz ma jak najszybciej pędzić w kierunku mety, wyprzedzając kogo tylko się da. Zanim jednak mógł kogokolwiek zaatakować, pierwszych kilka okrążeń upłynęło mu na stopniowym zbliżaniu się do reszty stawki. Gdy wreszcie dogonił najwolniejsze samochody, broniący swoich pozycji rywale nie ułatwiali mu zadania, jednak zawodnik Red Bulla robił co mógł. Pierwszy manewr wyprzedzania udał mu się na 14. kółku, a jego ofiarą padł Sakon Yamamoto. Dwa okrążenia później wyprzedził również Karuna Chandhoka.
2 min
Wirtualne okrążenie toru Silverstone
Alex Albon pokazuje, jak wygląda okrążenie toru Silverstone tuż przed startem rundy F1 w Wielkiej Brytanii.
W międzyczasie stawka zaczęła się przerzedzać – z powodu problemów z hydrauliką z rywalizacji wycofał się Lucas di Grassi, a później swoją jazdę zakończył też Robert Kubica, którego zawiódł układ przeniesienia napędu. Seb tymczasem wyprzedził jeszcze Heikkiego Kovalainena, Timo Glocka i Jarno Trullego. Podsumowując, między 5. a 27. okrążeniem kierowca Red Bulla awansował z 24. na 17. miejsce. Wtedy to na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, ponieważ Adrian Sutil uderzył w tył bolidu Pedro de la Rosy, niszcząc mu tylne skrzydło.
Neutralizacja
Obecność safety cara zbiła stawkę. Choć Vettel awansował na 15 miejsce po wycofaniu Pedro de la Rosy i przeskoczeniu Vitantonio Liuzziego, nadal była to odległa pozycja. Pewnym pocieszeniem był fakt, że neutralizacja zmniejszyła odstępy między kolejnymi zawodnikami, więc Niemiec zbliżył się nieco do wciąż prowadzącego Marka Webbera. Bernd Mayländer prowadził stawkę przez kolejne 3 okrążenia, opuszczając tor pod koniec 30. kółka.
Gdy znów można było się ścigać, Vettel znalazł się przed Sebastienem Buemim, a wkrótce wyprzedził także Felipe Massę. Kilka chwil wcześniej za całą tą trójką znalazł się też Fernando Alonso, który otrzymał karę za wyjazd poza tor w walce z Robertem Kubicą. Na kolejnym kółku wyższość Seba musiał uznać także Jaime Alguersuari. Kolejnych kilka okrążeń Niemiec spędził za plecami Witalija Pietrowa. Mógł się do woli napatrzeć na tył jego bolidu – dokładnie tak samo, jak Alonso kilka miesięcy później, tracąc tytuł na rzecz kierowcy Red Bulla. Wreszcie na 37. kółku Vettel wyprzedził Rosjanina, wchodząc tym samym do punktowanej dziesiątki. Już po chwili zyskał jeszcze jedną pozycję i znalazł się przed Nico Hülkenbergiem. Okupował teraz 9. miejsce, a przed nim podążał inny wielki mistrz – Michael Schumacher.
Zaledwie dwóch okrążeń Seb potrzebował, by odebrać „Schumiemu” pozycję i popędzić dalej przed siebie. W końcówce dystansu zdołał zyskać jeszcze jedno miejsce, a jego ostatnią ofiarą tego dnia padł Adrian Sutil. Kierowca Red Bulla finiszował zatem na 7. pozycji. Wyścig wygrał Mark Webber, który od momentu wyprzedzenia Vettela na starcie ani na chwilę nie oddał prowadzenia. „Czerwone Byki” mogły zatem cieszyć się zarówno z triumfu jednego ze swoich reprezentantów, jak i z widowiskowej jazdy drugiego. Obu zawodników ekipy z Milton Keynes dzieliło na mecie 36,734 s, zatem względem sytuacji z 5. kółka Niemiec odrobił do Australijczyka niemal 50 s straty.
Sebastian Vettel zdobył tamtego dnia 6 punktów. Jak miało się okazać, były one na wagę złota, ale tego dnia ważniejsze było co innego. W erze bolidów pozbawionych systemu DRS pokazał, że jest w stanie wykorzystać niesamowite osiągi swojego bolidu i odrobić 17 pozycji. Część rywali wyprzedził w bezpośredniej walce, podczas gdy innych eliminowały awarie lub spadali za niego podczas postojów w boksach. Kluczem do tego wspaniałego występu było umiejętne zarządzanie samochodem, szybka i precyzyjna jazda, a także zdolność do zachowania koncentracji nawet w chwili przebicia opony oraz znalezienia się na końcu stawki, a więc w momencie, do którego był zupełnie nieprzyzwyczajony i nieprzygotowany.
Dawna Formuła 1 była inna od obecnej. Wyprzedzanie było trudniejsze niż dziś i nawet przewaga samochodu nie zawsze pomagała. Wyczyn Vettela trzeba więc rozpatrywać w innych kategoriach niż dzisiejsze powroty z głębi stawki na czoło. Choć Niemiec nawet nie zbliżył się wtedy do podium, odrobienie 17 pozycji to nie lada osiągnięcie.
***
Autor tekstu prowadzi vloga „Ze świata F1” na YouTube.