Gaz do dechy? Nie zawsze
Do współczesnego bolidu F1 można zatankować maksymalnie 100 kg paliwa, z czego maksymalnie 99 kg można zużyć na dystansie całego wyścigu. Pozostały 1 kg musi pozostać w aucie, aby FIA miała z czego pobrać próbkę. Jeśli zostanie mniej niż 1 kg, kierowcy grozi dyskwalifikacja. Ponieważ jednak każdy kilogram paliwa spowalnia bolid o ok. 0,1-0,3 s na okrążenie, może się okazać, że jadąc wolno lekkim bolidem pokona się dystans wyścigu w krótszym czasie niż jadąc szybko ciężkim. Dokładna wartość oszczędności na kilogramie paliwa zależy od charakterystyki toru, a ponieważ zespoły nie podają przed wyścigiem masy zatankowanego paliwa, przy obecnych regulacjach trudno jest to jednoznacznie obliczyć.
Jeśli kierowca ma niewiele paliwa, może oszczędzić czas, ale musi uważać, aby wystarczyło mu go do mety. Tutaj właśnie w sukurs przychodzi mu technika lift and coast. Polega ona na odpuszczaniu gazu kawałek przed teoretycznym punktem hamowania, co przekłada się na zmniejszenie spalania paliwa. Dobrze wykonane lift and coast to takie, kiedy odpuszcza się gaz na tyle wcześnie, aby spadek spalania był odczuwalny, a zarazem na tyle późno, aby nie dogonił nas rywal z tyłu. Następnie – i to jest kluczowa kwestia – należy wcisnąć hamulec nie w punkcie teoretycznego hamowania, ale w idealnie wyliczonym momencie nieco później. Wszak kiedy odpuści się gaz, sam opór powietrza spowalnia bolid Formuły 1 w takim stopniu, jak wciśnięcie hamulca w podłogę w zwykłym aucie. Do teoretycznego punktu hamowania dojeżdża się więc z mniejszą prędkością, niż gdyby cisnąć do końca pełnym gazem.
Wybawienie dla hamulców
Niektóre tory stawiają przed hamulcami naprawdę trudne wyzwania. Należy do nich Singapore Steet Circuit, czyli typowy obiekt o charakterystyce „stop and go”. Oznacza to, że brak tam średnich i szybkich zakrętów, a po każdej prostej następuje spore hamowanie. Coś o tym wie Mark Webber, który jako reprezentant Red Bulla w 2009 r. odpadł z GP Singapuru w wyniku awarii hamulców. Na takich właśnie torach lift and coast pozwala uratować hamulce dzięki zmniejszeniu obciążeń, którym są poddawane.
Jeśli hamowanie rozpocznie się np. przy 280 km/h zamiast 300 km/h (odpowiednik odpuszczenia gazu 50 metrów przed teoretycznym punktem hamowania), to na hamulce zadziała znacznie mniejsza siła (proporcjonalna do kwadratu prędkości). Hamując bolidem Formuły 1, najpierw wciska się pedał hamulca mocno, a potem stopniowo odpuszcza. Oznacza to, że im niższą mamy prędkość na początku hamowania, tym słabiej wystarczy wcisnąć pedał na początku. Innymi słowy, zastosowanie techniki lift and coast pozwala nie tylko dać hamulcom „odpoczynek”, ale też zapewnia go wtedy, kiedy jest on najbardziej potrzebny. Sprawia to, że hamulce nie nagrzewają się tak bardzo, jak miałoby to miejsce w zwykłej sytuacji i mogą wytrzymać dystans wyścigu z mniejszym ryzykiem awarii.
Taktyka użycia lift and coast
Lift and coast w Formule 1 stosuje się zwykle w późniejszej fazie wyścigu. Kierowca chciałby jednak jechać lekką maszyną już od początku, a zarazem wolałby, aby wystarczyło mu paliwa do mety. Jak to pogodzić? Kiedy na starcie samochód jest zatankowany pod korek, można jechać pełnym tempem, aby móc skutecznie walczyć z rywalami. Ma to jeszcze jedną zaletę – szybko wypala paliwo. Oznacza to, że bolid szybko traci na wadze, a więc niweluje stratę wynikającą z dodatkowych kilogramów. W miarę upływu czasu kierowca przechodzi w tryb oszczędny. Jeśli ma dużą stratę do poprzedzającego rywala oraz dużą przewagę nad kolejnym, to nie ma zbyt wielkich szans na wyprzedzenie kogoś, ale z drugiej strony nie musi zbytnio martwić się o stratę pozycji. Może więc pozwolić sobie na użycie lift and coast, żeby mieć pewność osiągnięcia mety.
3 min
Daniel Ricciardo o GP Singapuru
Daniel Ricciardo o GP Singapuru
W odmiennej sytuacji są zawodnicy, którzy w ferworze walki rezygnują z omawianej sztuczki, choć na danym etapie zawodów teoretycznie powinni z niej skorzystać. W takiej sytuacji ryzykują np. wyczerpanie paliwa lub przegrzanie hamulców, ale z drugiej strony kto wie, a nuż uda im się obronić zajmowaną pozycję. Częściej jednak zdarza się, że kierowca w pewnym momencie musi się poddać i zadbać o samochód mimo ambicji sportowych. Atakujący z tyłu rywal widzi wówczas migające czerwone światło i już wie, że przeciwnik stosuje lift and coast, a jego wyprzedzenie będzie łatwe, o ile tylko nie wjedzie mu w tył, gdy ten zacznie zwalniać wcześniej niż teoretycznie powinien.
Jednorazowe zastosowanie technii lift and coast nic nie da. Wypracowany w ten sposób zysk jest zbyt mały, aby mieć znaczenie. Ważne jest, aby robić to zawsze, kiedy tylko można, a jednocześnie pilnować, aby nie przesadzić i nie narazić się niepotrzebnie np. na atak ze strony rywala. Najwybitniejsi kierowcy Formuły 1 różnią się od tych "tylko" bardzo dobrych m.in. tym, że potrafią efektywnie stosować omawianą sztuczkę, dobrze ocenić gdzie i kiedy warto z niej skorzystać, a także idealnie wyczuć nowy punkt hamowania. Max Verstappen bez wątpienia należy do grona najlepszych z najlepszych i liczymy, że jeszcze nieraz to pokaże.